FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 4929 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Filozofia, Psychologia, Religie
Biblia- Słowo Boże Czy Ludzkie? 
[powiadom znajomego]    
Autor "Biblia- Słowo Boże Czy Ludzkie?"   
 
diakonos_0
 Wysłana - 11 lipiec 2008 22:24        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź swoje BMI

Zachęcam do dyskusji.. Argumenty za i przeciw.. Ja głęboko wierzę, że to Słowo Boga i myślę, że wiara ta jest uzasadniona.. A Wy?
______________________________
 
Mało chcieć, dużo mieć :)

 
Huubii
 Wysłana - 11 lipiec 2008 22:38      [zgłoszenie naruszenia]

Racjonalnie myśląc - Słowo Ludzkie

Mnie to w sumie zwisa bo i tak nie jestem Chrześćijaninem ale mam wielki szacunek do tej religii <yes> (nie mylić z katolicyzmem)
_______________________________
 
[http://www.lastfm.pl/user/AbbaOjcze]

 
diakonos_0
 Wysłana - 11 lipiec 2008 22:44      [zgłoszenie naruszenia]

(nie mylić z katolicyzmem)
dokładnie
Za wiele dowodów wskazuję, ze autorami Biblii nie mogli być ludzie, byli jedynie pisarzami..
_______________________________
 
Mało chcieć, dużo mieć :)

 
Tadeknorek
 Wysłana - 11 lipiec 2008 23:06      [zgłoszenie naruszenia]


Chrystus mówił: "Nie sprzeciwiajcie się złu, ale kto by cię uderzył w prawy policzek twój, nadstaw mu i drugi". Nie jest to nowe przykazanie ani nowa zasada. Lao Tse i Budda głosili to na jakieś 500 lub 600 lat przed Chrystusem, ale faktycznie chrześcijanie nie przyjęli tej zasady.
Nie mam zamiaru podawać w wątpliwość chrześcijańskich uczuć, na przykład, naszego premiera, ale nie radziłbym nikomu z was pójść do niego i uderzyć go w policzek. Myślę, że skonstatowalibyście wtedy, że według jego mniemania tekst ten powinno się brać w przenośnym znaczeniu.



Chrystus mówił: "Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Wydaje mi się, że trudno by wam było znaleźć w chrześcijańskich krajach sądy, w których ta zasada byłaby mile widziana. Według Biblii należałoby zostawić osądzenie złoczyńców Bogu na Sądzie Ostatecznym, a nie wyręczanie Go na Ziemskim Padole ("Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście (Bożej)!" (Rzym 12, 19)

Następnie jest jeszcze jedna maksyma, która moim zdaniem zasługuje na uwagę, chociaż nie widzę, aby się cieszyła wielką popularnością u niektórych naszych chrześcijańskich przyjaciół. Brzmi ona jak następuje: "Jeśli chcesz być doskonałym, idź sprzedaj majętności twoje i rozdaj ubogim". Warto jeszcze odnotować spostrzeżenie Petera de Rosa: "Jezus nie mówił, że bogaci powinni dawać hojne datki biednym. Musieli dawać wszystko, jak On, który nie miał gdzie przyłożyć głowy, jak wdowa, która oddała swój ostatni grosz. Nie tylko chrześcijanin multimilioner, ale nawet zwykły bogaty chrześcijanin to pojęcia sprzeczne same w sobie"


Następnym argumentem jest argument celowości. Jest on dobrze znany: wszystko na świecie jest urządzone tak, żebyśmy mogli żyć na nim; gdyby świat był choć trochę odmienny, nie potrafilibyśmy tego czynić. Tak brzmi ten argument.
Przybiera on czasem osobliwe formy; utrzymuje się na przykład, że króliki mają białe ogony, aby łatwiej było do nich strzelać. Nie wiem co o tym myślą króliki. Argument celowości łatwo jest sparodiować. Wszyscy znamy uwagę Woltera, że najwidoczniej nos został ukształtowany tak, aby pasował do okularów.
Gdy przyjrzymy się bliżej argumentowi celowości, to wyda się nam rzeczą zdumiewającą, że ludzie mogą wierzyć, iż ten świat ze wszystkim, co zawiera, ze wszystkimi swoimi brakami jest najlepszy, na jaki wszechpotęga i wszechwiedza w ciągu milionów lat mogły się zdobyć. Doprawdy nie mogę w to uwierzyć. Czy sądzicie, że gdybyście byli wszechpotężni i wszechwiedzący, a nadto mieli miliony lat do udoskonalenia waszego świata, to nie moglibyście wytworzyć nic lepszego od Ku-Klux-Klanu, faszystów i pana Churchilla?


Poza tym jest taka np. kwestia, wśród wielu innych: Bóg zesłał potop na całą ziemię i ocalił tylko Noego raz jego rodzinę. Jako wszechwiedzący i wszechmocny nie mógł zrobić niczego innego, niż właśnie to, a po drugie, nie przewidział tego, iż to zupełnie poroniony pomysł, bo potomkowie Noego i tak przejęli po nim grzeszną naturę, więc nic to w zasaddzie nie zmieniło. Czy bóg nie potrafił tego przewidzieć? Taka mała uwaga, bo jest wiele innych niespójności i sprzeczności. Np. historia o Adamie i Ewie jest podobno przenośnią, ale w takim razie grzech pierworodny musi być tylko symbolem. O tym już z resztą nie chce mis ię pisać, poszperaj na łamach insomnii...

A oto jeden z przykładów "boskości" biblii:

14) Wiemy, że Chrześcijaństwo jest prawdziwe, gdyż Ewangeliści, natchnieni przez Boga - który nie moze popełnić błędu - opisali dzieje Chrystusa. Na przykład w pierwszy poranek po Wielkiej Nocy, ci, którzy poszli odwiedzić grób Jezusa, zostali powitani przez:
a) Młodego mężczyznę (Mk, 16:5),
b) Nie, nie, to nie był człowiek, to był ANIOŁ (Mt, 28:2-5),
c) Obaj się mylicie, to było DWÓCH MĘŻCZYZN (Łk, 24:4),
d) Nieprawda! Tam nie było NIKOGO! (J, 20:1-2).

I co ty na to? Wybacz, ale nie chce mi się na ten temat więcej pisać, albowiem byłoby to powtarzanie się. Jeśli chcesz poznać argumenty za nieboskością biblii, uda ci się poszukać ich zarówno na insomnii, jak i w necie, ale jeśli nie masz ochoty, wystarczy, że WIERZYSZ w boskość tych tekstów.

Polecam "Bardzo nieelegancką hipotezę boga" Lucjana Ferusa- wpisz sobie w google i uważnie całe przeczytaj. Pozdrawiam
_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
diakonos_0
 Wysłana - 11 lipiec 2008 23:16      [zgłoszenie naruszenia]

Z 1szą częścią Twojego posta się zgadzam, ale chciałbym zauważyć, że katolicy, których przykład podajesz to pseudo chrześcijanie.. Prawdziwych poznaję się po owocach- to Ci, którzy rzeczywiście naśladują Chrystusa!

to a,b,c,d jest śmieszne.. powyrywane z kontekstu.. powiedz tylko czy mam Ci to tłumaczyć?
_______________________________
 
Mało chcieć, dużo mieć :)

 
Tadeknorek
 Wysłana - 11 lipiec 2008 23:21      [zgłoszenie naruszenia]

Chodzi przede wszystkim o to, że pierwsze zasady są po prostu nieżyciowe i przesadzone, dlatego rzadko kto się do nich stosuje, masz też argument za ludzkością biblii, ponieważ podobne prawdy głosili myśliciele żyjący dużo wcześniej.

To ostatnie nie jest powyrywane z kontekstu. Widocznie nie widziałeś tematu NIETYPOWY test w tym dziale. To są różne relacje z tego samego wydarzenia, więc jak tu ****a mówić o wyrywaniu z kontekstu??

Zmieniony przez - Tadeknorek w dniu 2008-07-11 23:22:06
_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
diakonos_0
 Wysłana - 11 lipiec 2008 23:23      [zgłoszenie naruszenia]

więc obiecuję Ci, że wyjaśnię tą kwestię..

Biblii można zaufać, ponieważ jest całkowicie autentyczna. Nikomu jeszcze nie udało się wykazać, że Biblia zawiera jakieś przekłamania. Słynny naukowiec, sir Isaac Newton, powiedział: "W Biblii jest więcej niezbitych dowodów jej wiarogodności niż w którymkolwiek świeckim dziele historycznym". Nie wchodzi tu w grę żadne fałszerstwo, jak w wypadku "pamiętników" Hitlera! A co wynika z porównania Biblii z innymi starożytnymi pismami? W pewnej książce powiedziano: "Jeśli wziąć pod uwagę liczbę starożytnych rękopisów poświadczających zgodność tekstu z oryginałem, jak również okres, który upłynął od napisania oryginału do sporządzenia rękopisów stanowiących dowód takiej zgodności, Biblia ma zdecydowaną przewagę nad utworami klasyków [Homera, Platona i innych]. (...) W porównaniu z liczbą rękopisów biblijnych jest tych rękopisów klasycznych zaledwie garstka. Żadna starożytna książka nie jest tak dobrze poświadczona, jak Biblia" (The Bible From the Beginning). Wszelkie fakty mające związek z tą Księgą wskazują na jej niepodważalną autentyczność.

Biblii można zaufać, ponieważ we wszystkim, co mówi, jest na wskroś dokładna. Oznajmiono w niej, że Bóg "rozpościera północ nad pustką, a ziemię zawiesza nad nicością" (Joba 26:7). W Biblii nie przytaczano fantastycznych teorii wyznawanych w czasie jej spisywania - głoszących na przykład, że ziemia spoczywa na grzbietach słoni - lecz wyjaśniono, iż nasza planeta jest ‛zawieszona' w przestrzeni kosmicznej, co zostało później stwierdzone naukowo. Poza tym ponad dwa tysiące lat przed czasami Kolumba w Księdze tej wyraźnie oświadczono, że ziemia jest okrągła (Izajasza 40:22).

Biblii można zaufać ze względu na jej rzetelność i szczerość. Pisarze biblijni nie dopuścili się żadnego oszustwa. Uczciwie opisali fakty, nawet te, które stawiały ich samych oraz ich rodaków i władców w niekorzystnym świetle. Na przykład ewangelista Mateusz otwarcie przyznał, że apostołowie Jezusa Chrystusa czasem okazywali brak wiary, spierali się o stanowiska, a nawet opuścili swego Mistrza, gdy został pojmany (Mateusza 17:18-20; 20:20-28; 26:56).

Kolejnym istotnym powodem do zaufania Biblii są zawarte w niej rady, które zawsze okazują się praktyczne i pożyteczne dla każdego, kto na nich polega i się do nich stosuje (Przypowieści 2:1-9). Różnią się one zdecydowanie od zmiennych porad "ekspertów" w zakresie rozwiązywania trudności życiowych. W artykule na temat publicystów oferujących w wielu pismach świata tego rodzaju pomoc londyńska gazeta The Sunday Times stawia pytanie: "Czyżby tysiące ludzi co roku otwierały dusze przed błyskotliwymi amatorami, którzy w rzeczywistości po prostu zmyślają rozwiązania na poczekaniu?" Pisarze Biblii tak nie postępowali - spisali pod natchnieniem Bożym wiarogodne rady, które przetrwały próbę czasu (2 Tymoteusza 3:16, 17).
_______________________________
 
Mało chcieć, dużo mieć :)

 
Tadeknorek
 Wysłana - 11 lipiec 2008 23:43      [zgłoszenie naruszenia]

No, no... właśnie mam na końcu języka i wyszukiwarki przyklady dokładnie przeczące twoim, ale niestety dziś nie chce mi się szukać znów tego samego. Jutro, albo pojutrze
_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
diakonos_0
 Wysłana - 11 lipiec 2008 23:55      [zgłoszenie naruszenia]

oki.. z chęcią poczytam.. do..
_______________________________
 
Mało chcieć, dużo mieć :)

 
Tadeknorek
 Wysłana - 12 lipiec 2008 00:02      [zgłoszenie naruszenia]

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz; Oryginał: [www.racjonalista.pl/kk.php/s,1030]
"Jego etyka jest w dużej mierze konsekwencją jego eschatologii (...)
Jezusowy błąd dotyczący końca świata doprowadził do sformułowania
etyki, która zainspirowała przyszłe pokolenia, których jak na ironię,
miało już nie być. Jego żydowska etyka z jednym wpisanym błędem
rzeczowym dała początek powstaniu etyki dla każdego (...)
jednak może ona doprowadzić jedynie do
powstania niewielu komun hippiesowskich, albo wspólnot mniszych,
lecz nie do trwałego porządku społecznego (...) wskutek jego
ekstremizmu Jezus podkopuje rzeczywistą etykę, która jest
do pewnego stopnia jak polityka, sztuką wykorzystywania możliwości.
Ekstremalna moralność zawsze demoralizuje
[o czym przekonała nas dostatecznie historia chrześcijaństwa]"
Peter de Rosa


"Gdyby kilku prostych ludzi za życia jednego pokolenia wymyśliło tak
silną i ujmującą osobowość, tak wzniosłe mierniki moralne i tak
urzekającą wizję braterstwa, byłby to cud o wiele bardziej niezwykły
niż którykolwiek z opisanych w Ewangeliach"
Durant

W istocie tak byłoby. Tak jednak nie jest, gdyż chrystianizm, cała ta moralność, której autorstwo powszechnie przypisuje się niejakiemu Jezusowi Nazareńczykowi, wszystko to powstawało przez pięć ostatnich wieków przez naszą erą, zwłaszcza w pismach proroków żydowskich i w nauczaniu rabbich. Jak powiedział Klausner w 1925 r.:"We wszystkich ewangeliach nie ma ani jednego elementu nauczania etycznego, którego nie dałoby się przyrównać do Starego Testamentu, apokryfu lub literatury talmudycznej i midraszyckiej z okresu bliskiego czasom Jezusa", Rudolf Bultman, "nestor nowoczesnej biblistyki protestanckiej" (Mynarek), stwierdził ponadto:"Koncepcje Boga, świata i człowieka, prawa i łaski, skruchy i wybaczania w nauce Jezusa nie są nowe w porównaniu z takimi koncepcjami w Starym Testamencie i w judaizmie" [_1_]Jak się przekonamy - nihil novi...

Już mniej więcej od roku 800 kwitło moralne prorokowanie, dążące do reformy sztywnych reguł życia religijnego, obfitego na zewnątrz, pustego wewnątrz, występowano przeciw bałwochwalstwu, uciskowi, formalizmowi i hipokryzji. Mówi Bóg u proroka Ozeasza:"Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń" (6, 6), prorok Amos mówi, że Bóg nie przyjmuje ofiar ludzi złych. Podobnież Micheach i Izajasz. Izajasz powiedział już wszystko przeciw zewnętrznej obrzędowości żydowskiej na wiele lat przed Jezusem: "Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! (...) Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham (.. .) Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobrem! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego (...)"(Iz l, 13-17).

Jeremiasztwierdzi, że ofiara całopalenia nie jest obligująca, można jej nie przestrzegać (Jr 7, 21-23). Prorok Ezechiel głosi już prawdziwą ewangelię:"Nawróćcie się, odwróćcie się od swych niesprawiedliwości; uczyńcie sobie serce nowe i duch nowy. Nie znajduję wcale upodobania w śmierci złego; chcę żeby zawrócił ze złej drogi i żeby żył"(Ez 18, 21-23).

Uwieńczeniem tych nowych myśli jest faryzejska szkoła rabbiego Hillela, którego nauki moralne można uznać w znacznej mierze za kopię słów Jezusa, ...gdyby te ostatnie były pierwsze. Hillel urodził się w Babilonie, był jednym z największych uczonych w Piśmie jakich kiedykolwiek wydał naród żydowski. Był rówieśnikiem Heroda Wielkiego. Kiedy ten umocnił się już na tronie (po klęsce Kleopatry) Hillel był już najsłynniejszym rabbim. Nie był to człowiek gwałtowny i kłótliwy, jednak jego rozstrzygnięcie danej kwestii stawało się prawem. Jego nauki zmierzały zawsze do łagodzenia surowości żydowskiego Prawa, przekształcanie go z duchem czasu, dopasowywanie w duchu braterstwa i miłości do nowych warunków, "to niewiele, co znamy z nauki Hillela, tchnie słodyczą i miłością ludzkości" (Reinach). Jego system wykładni Prawa (w duchu filozofii greckiej) stał się podstawą Talmudu. Zapytany przez poganina, który chciał nawrócić się na judaizm:

- Wyjaśnij mi wasze Prawo, ale nie dłużej, niż potrafię ustać na jednej nodze !

odpowiedział:

- NIE CZYŃ TWEMU BLIŹNIEMU NICZEGO, CO I TOBIE NIEMIŁE - OTO CAŁE PRAWO ! WSZYSTKO, CO PONADTO, TO TYLKO OBJAŚNIENIA !

To miało później stać się drugim najważniejszym przykazaniem Jezusa (patrz: Mt 22, 39; Mr 12, 31; Łk 10, 27), miało być czymś na co nikt wcześniej nie wpadł, jego największą zasługą. Jezus powtórzył to bez większych zmian przy końcu swojego Kazania na górze: "Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy" (Mt 7, 12; BT)

To Hillel zabraniał sądzenia i osądzania bliźnich, mówił: "Nie sądź swego bliźniego, aż sam będziesz na jego miejscu". I Jezus później powtarza zakaz sądzenia w swym Kazaniu na Górze (Mt 7, 1). Czy pamiętasz, słowa Jezusa o ostatnich, którzy mają być pierwszymi, i o pierwszych, którzy będą ostatnimi? Otóż i to jest Hillelowe. "Moje upokorzenie jest mym wywyższeniem, moje wywyższenie jest mem upokorzeniem" - mówił.

Twórca chrześcijaństwa - św. Paweł z Tarsu był prawdopodobnie adeptem szkoły Hillela, zaś jego mentorem miał być wnuk Hillela - Gamaliel. Pytamy więc: czy od Jezusa wziął Paweł słowa: "Bo całe Prawo wypełnia się w tym jednym nakazie: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego" (Gal 5, 14), czy może raczej nauczył się ich w szkole faryzejskiej?

Pozostaje na końcu pytanie: jakże to możliwe, że Jezus tak walczy z faryzeuszami, skoro tyle między nimi podobieństw? Należy jednak dostrzec to, iż zawsze było tak, że chrześcijaństwo zwalczało najzacieklej religie, które różniły się od niego samego najmniej (np. mitraizm), zawsze wojny pomiędzy odłamami chrześcijaństwa były najkrwawsze. Dlatego to w NT z taką zaciekłością Jezus atakuje faryzeuszów (podobne wierzenia, np. zmartwychwstanie, które odrzucali saduceusze), popuszczając saduceuszom, których poglądy religijne znacznie odbiegały od chrześcijańskich. Ten ważniejszy spór Jezusa jest wytłumiony, kosztem kłótni z faryzeuszami. Co więcej Jezus jest ukazany jako nauczyciel faryzeuszy, który miał im wykładać o prawdach, których wcześniej przecie nauczył ich mistrz Hillel (Mk 12, 28-43). Jeśli jakiś historyczny Jezus toczył jakiekolwiek spory, to zapewne nie z faryzeuszami, gdyż w owym czasie, kiedy miał nauczać w Galilei było ich niewielu lub może nawet wcale, kiedy natomiast autorzy ewangelii preparowali swoje teksty mogli w rzeczywistości mieć z nimi problemy. I być może to w tym fakcie należy upatrywać ilustrację wymyślonego sporu Jezusa z faryzeuszami. Otóż po zburzeniu Jerozolimy główny trzon judaizmu skupiał się wokół tej właśnie sekty żydowskiej - to faryzeusze wyszli z najmniejszymi stratami z wojny żydowsko-rzymskiej (66-70), zaś saduceusze i zeloci, jako najbardziej zaangażowani w walkę, ponieśli największe straty. Judaizm sponiewierany przez Rzymian uwrażliwił się na wszelkie ruchy odśrodkowe trawiące żydów, toteż wyznawcy Jezusa, jako zdrajcy narodu (w czasie zawiei wojennej uciekli z Jerozolimy do Pelli), byli po roku 70 ostro piętnowani przez faryzeuszów, którzy widzieli siebie jako ostoję prawowiernego judaizmu. Wszystkie mowy Jezusa przeciwko faryzeuszom są niczym innym jak tylko nawiązaniem do owych sporów toczących się po roku 70.

Warto jeszcze wspomnieć, o jednym ciekawym fragmencie Mateusza, w którym wyczujemy nutę filozofii stoickiej. Miał według Mateusza powiedzieć Jezus: "A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, bo słońce jego wschodzi nad złymi i dobrymi i deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych." (5, 44-45). Podobnie, lecz nieco wcześniej, napisał Seneka, poeta i filozof, przedstawiciel późnego stoicyzmu: "Jeśli naśladujesz bogów, to również niewdzięcznym czyń dobro! Bo słońce wschodzi nawet dla zbrodniarzy i morza stoją otworem przed piratami" (De beneficiis, 4, 26, 1). Jako ciekawostkę można podać, że daty urodzin Seneki również dokładnie nie znamy i lokalizuje się ją ok. 4 r. p.n.e.

Można dostrzec jednak jeden jedyny element odróżniający etykę Jezusa od tego co stworzono przed nim: "nie dotyczy niczego co nie wiąże się z etyką. Skupia się całkowicie na tym jak osoba powinna się kontaktować z Bogiem. Oznacza się prostotą, która była wyjątkowa wśród rabbich. Pozostawia na uboczu ceremonie i skomplikowane interpretacje Pisma. Moglibyśmy powiedzieć, że nie ma żadnych ozdób. Każde słowo przemawia wprost do serca, zmuszając osobę do reakcji tu i teraz na królestwo Boże" [_2_] Jeśli odniesiemy to do religii papieży, stwierdzimy bez żadnego błędu, że nie mają z tym nic wspólnego, przeciwnie, religia charakteryzuje się tym wszystkim, co było oryginalnością Jezusa, to wszystko co on jednoznacznie potępiał, wszystkie te idiotyczne spory teologiczne, scholastyków, miliony ksiąg o istocie Boga, skomplikowane dogmaty, uroczystości i ceremonie - to wszystko składa się na wielką groteskę katolickiego chrześcijaństwa.


DOWÓD z PISMA
Część ludzi wierzy w Boga, bowiem skłaniają ich do tego dowody zawarte w Piśmie Świętym.
Powszechnie przytaczany jest argument (przypisywany zwykle CS. Lewisowi, którego autorytet w tych
kwestiach nie powinien dziwić), że skoro Jezus mówił o sobie, że jest Synem Bożym, to albo mówił
prawdę, albo musiałby być człowiekiem chorym lub kłamcą- "szalony, zły lub boski" ("Paranoik,
Potwór lub Pan" -jeśli ktoś lubi bawić się w [nieudolne] aliteracje). Autentyczne świadectwa
historyczne, iż Jezus Chrystus rzeczywiście przypisywał sobie boski status, są dość wątłe. Gdyby nawet
jednak były nieodparte, to trylemat ów w sposób oczywisty jest niewyczerpujący Istnieje jeszcze
możliwość czwarta, tak rzucająca się w oczy, że aż dziwne, iż ją pominięto: otóż Jezus mógł po prostu
szczerze i uczciwie się mylić. Wielu ludziom się to zdarza. W zasadzie jednak nie ma, jak już napisałem,
rzetelnych historycznych dowodów, iż (historyczny) Chrystus uważał się za Boga.
Fakt, że coś zostało "zapisane", bywa zwykle przekonujący dla ludzi, którzy nie mają w zwyczaju
zadawać pytań, takich jak: "Kto to napisał i kiedy?", "Skąd ktoś wiedział to, co napisał?" czy wreszcie:
"Czy piszący byli bezstronnymi obserwatorami, czy też mieli jakieś powody, które mogły skłaniać ich do
takiego, a nie innego opisywania zdarzeń?". Począwszy od XIX wieku wykształceni teologowie uznają
istnienie poważnych dowodów na to, że Ewangelie nie są wiarogodnym zapisem historycznych zdarzeń
zachodzących w realnym świecie. Wszystkie powstały długo po śmierci Jezusa, a nawet po pismach
Pawła, który zresztą praktycznie nie wspomina o żadnych faktach z życia Chrystusa przywoływanych w
Nowym Testamencie. Później jeszcze wszystkie Ewangelie były wiele razy kopiowane i przepisywane na nowo
przez kolejne generacje "chińskich szeptaczy" (patrz: Rozdział 5.) - omylnych skrybów, z których większość miała
w dodatku własne religijne interesy.
51 * Cyt. za: A de Almeida, "O Seculo", 15 października 1917; por.: http:// [www.pawlowski.dk/objawienia/fatima/slonce_tanczylo.htm] (przyp. tłum.).
* 52 D. Hume, Badania dotyczące rozumu ludzkiego, PWN, Warszawa 1997 (przyp. tłum.).
* 53 Choć z drugiej strony rodzice mojej żony zatrzymali się kiedyś w Paryżu w hotelu "Hotel de l'Univers et du Portugal".
Dobry przykład takiego podkolorowywania historii, by przybrała właściwe barwy, to chwytająca za serce
opowieść o narodzinach Jezusa w Betlejem i o rzezi niewiniątek, jakiej wskutek tego zdarzenia dopuścić się miał
był Herod. W czasach, gdy powstawały Ewangelie, wiele lat po śmierci Jezusa, nikt nie wiedział, gdzie przyszedł on
na świat. Jedno z proroctw Starego Testamentu (Mi 5,1) 54* kazało jednak Żydom wierzyć, iż długo oczekiwany
Mesjasz narodzi się w Betlejem. To właśnie z tego powodu Jan w swojej Ewangelii szczególnie podkreśla
zdziwienie tłumu tym, że on nie pochodzi z Betlejem: "Inni mówili: To jest Mesjasz. Ale - mówili drudzy - czyż
Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z
miasteczka Betlejem?" (J 7,41-42).
Mateusz i Łukasz rozwiązali ten problem inaczej, obaj uznali bowiem, że Jezus po prostu musiał urodzić się w
Betlejem; co prawdy każdy z nich poradził sobie z tą zagadką w inny sposób. Mateusz umieścił Marię i Józefa w
Betlejem, a przeniósł ich do Nazaretu długo po narodzinach Syna; to tu mieli przybyć z Egiptu, dokąd zbiegli przed
zarządzoną przez króla Heroda rzezią niewiniątek. Łukasz z kolei twierdzi, że Maria i Józef mieszkali już wcześniej
w Nazarecie. Skąd zaś w krytycznym momencie znaleźli się w Betlejem, dzięki czemu udało się wypełnić
przepowiednię? Otóż, jak pisze Łukasz, w czasach, gdy gubernatorem (wielkorządcą) Syrii był Kwiryniusz, cezar
August zarządził - dla celów podatkowych - przeprowadzenie spisu ludności w całym Imperium
Rzymskim. Józef, który "pochodził z domu i rodu Dawida", udać się zatem musiał do "miasta
Dawidowego, zwanego Betlejem". Brzmi logicznie, nieprawdaż? Tyle że, historycznie rzecz biorąc, to
kompletny nonsens. Zauważyli to (między innymi) A.N. Wilson w książce Jesus i Robin Lane Fox w The
Unathorized Version. Otóż jeżeli Dawid w ogóle jest postacią historyczną, to żył niemal tysiąc lat przed
Marią i Józefem. Jaki sens z punktu widzenia Rzymian miałoby żądanie od Józefa, by przeniósł się do
miasta, gdzie jego odległy przodek żyć mógł niemal dziesięć wieków wcześniej? To mniej więcej tak,
jakby mi kazano wpisać w formularzu podatkowym Ashby-de-la-Zouch (na tyle, na ile zdołałem poznać
genealogię mojej rodziny, to stamtąd właśnie przybyli nasi przodkowie za czasów Wilhelma Zdobywcy).
Łukasz popełnił jeszcze jeden poważny błąd w datowaniu - nieco nierozsądnie wymienił kilka
zdarzeń, których autentyczność historycy mogą zweryfikować. Otóż rzeczywiście za czasów Kwiryniusza
przeprowadzono dla celów podatkowych spis powszechny (lokalny, nie ogólnoimperialny), tyle że działo
się to w roku 6 Anno Domini ("po narodzinach Chrystusa"), czyli długo po śmierci Heroda. Jak pisze
Lane Fox, "opowieść Łukasza jest historycznie niemożliwa i wewnętrznie niespójna", co jednak nie
przeszkadza mu wyraźnie współczuć autorowi w jego problemach z wypełnieniem proroctwa Micheasza.
W grudniowym numerze "Free Inquiry" z 2004 roku Tom Flynn, wydawca tego znakomitego pisma,
zamieścił przegląd tekstów poświęconych licznym lukom i nieścisłościom w tak powszechnie kochanej
bożonarodzeniowej opowieści. Sam go uzupełnił listą sprzeczności między Łukaszem a Mateuszem,
dwoma ewangelistami, którym zawdzięczamy opowieść o narodzinach Jezusa50. Robert Gillooly z kolei
szczegółowo przeanalizował i wskazał, że odpowiedniki wszystkich, co do jednego, elementów legendy
narodzin i życia Chrystusa - gwiazda, matka-dziewica, hołd złożony przez władców, cuda, egzekucja,
zmartwychwstanie i wniebowstąpienie - znaleźć można w innych religiach Bliskiego Wschodu i rejonu
śródziemnomorskiego. Flynn twierdzi, że sprzeczność między wizją Mateuszową a Łukaszową wynika
stąd, iż pierwszy z nich chciał spełnienia starotestamentowych proroctw (pochodzenie z rodu Dawida,
rodzony w Betlejem), drugi zaś pragnął zaadaptować chrześcijaństwo do wymogów religii
hellenistycznych pogan (narodzony z dziewicy, królowie oddający cześć etc). Sprzeczności są uderzające,
ale wiernym, jak widać, nie przeszkadzają.
Oczywiście wykształceni chrześcijanie są świadomi, że "Pisma Świętego nie należy traktować
literalnie", lecz wielu ich mniej wyedukowanych współwyznawców nadal uważa, że każde jego słowo
jest prawdziwe - w dosłownym sensie - a cała Biblia stanowi dokładne i wierne świadectwo zdarzeń, a
przez to doskonały "dowód" uprawomocniający wiarę. Aż nasuwa się pytanie - czy ci ludzie nigdy nie
czytają księgi, która, jak sami wierzą, stanowi samą prawdę? Jak można nie dostrzec tych rzucających się
w oczy niekonsekwencji? Czy można nie zwrócić uwagi na to, że Mateusz, wywodząc pochodzenie
Jezusa "z rodu Dawidowego" doliczył się dwudziestu ośmiu pokoleń, Łukasz natomiast czterdziestu
jeden? Gorzej - tylko jedno imię występuje na obydwu drzewach genealogicznych sporządzonych przez
ewangelistów! Co skądinąd i tak uznać należy za mało istotne, bowiem jeśli Jezus narodził się z
dziewicy, to raczej dla spełnienia starotestamentowego proroctwa nie ma wielkiego znaczenia, czy
54 * O ile nie zaznaczono inaczej, to Biblię cytujemy za "Biblią Tysiąclecia" (Pismo Święte Starego i Testamentu, Wydawnictwo
Pallotinum, Poznań-Warszawa 1980). W kilku wypadkach przydatne było jednak sięgnięcie do innych przekładów Pisma Świętego - po cytacie
znajduje się wówczas identyfikacja źródła; odpowiednio BG (Biblia Gdańska) lub BW (Biblia Warszawska) (przyp. tłum.).
przodkowie męża jego matki istotnie pochodzili z królewskiego rodu.
Amerykański biblista Bart Ehrman w książce, której podtytuł brzmi The Story Behind Who Changed
the New Testament and Why [Opowieść o tym, kto i dlaczego zmienił treść Nowego Testamentu] 55*,
stara się rozproszyć mroki niepewności spowijające nowotestamentowe teksty. We wstępie profesor
Ehrman w poruszający sposób opisuje też koleje osobistej edukacji i metamorfozy z fundamentalisty w
zadumanego sceptyka; podróży, podczas której rosła w nim świadomość zawodności biblijnych
drogowskazów. Warto dodać, że w miarę jak Bart Ehrman przemieszczał się do ośrodków uplasowanych
coraz wyżej w amerykańskiej hierarchii akademickiej (od samego dna poczynając, czyli Moody Bibie
Institute, poprzez Wheaton College - nieco lepiej, ale to wciąż Alma Mater Billy'ego Grahama - po
seminarium teologiczne w prestiżowym Princeton), na każdym szczeblu uczciwie ostrzegano go, że w
obliczu nacierającego progresywizmu trudno będzie mu zachować fundamentalistyczną wiarę.
Ostrzeżenia się sprawdziły, z czego korzystamy dziś my, czytelnicy jego książki. Z innych odświeżająco
obrazoburczych opracowań biblistycznych mogę polecić (już przeze mnie tu przywoływane) The
Unauthorized Version (autor: Robin Lane Fox) i The Secular Bibie: Why Nonbelievers Must Take
Religion Seriously Jacques'a Berlinerblau.
Cztery ewangelie, które składają się na oficjalnie uznany kanon, wybrane zostały - mniej lub
bardziej arbitralnie - spośród kilkunastu dostępnych, w tym ewangelii Tomasza, Piotra, Filipa,
Bartłomieja i Marii Magdaleny51. To te właśnie "dodatkowe" ewangelie miał na myśli Thomas Jefferson,
gdy w liście do bratanka pisał:
Mówiąc o Nowym Testamencie, zapomniałem nadmienić, że powinieneś przeczytać wszystkie historie
Chrystusa, także te, o których rada duchownych zadecydowała za nas, że są tylko pseudoewangeliami, w
przeciwieństwie do Ewangelii. Pamiętaj bowiem, iż ci pseudoewangeliści, tak samo jak pozostali, mieli się za
natchnionych przez Boga, i to ty, kierując się własnym rozumem, masz ocenić ich aspiracje, nie zaś jakowaś
kongregacja duchownych.
Możliwe, iż owi "uczeni w piśmie" przy wyborze do kanonu tych, a nie innych ewangelii, kierowali
się tym, że pozostałe zawierają jeszcze więcej krępujących opowiastek niż cztery kanoniczne. W
opisującej dzieciństwo Chrystusa Ewangelii Tomasza na przykład znajdujemy liczne anegdoty mówiące,
jak Jezus jako dziecko nadużywał nadprzyrodzonych mocy, zachowując się czasem niczym złośliwa
wróżka - a to zamienił kolegów w kozły, a to ożywił wróble ulepione z błota albo pomógł tatusiowicieśli,
cudownie wydłużając deszczułkę 56*. Ktoś mógłby powiedzieć, że nikt przecież nie wierzy w takie
bajkowe opowieści, jakie można znaleźć w Ewangelii wg św. Tomasza. Ale przecież na dokładnie tej
samej zasadzie nie mamy żadnych powodów, by wierzyć czterem kanonicznym Ewangeliom. To legendy,
których autentyczność jest równie wątpliwa, jak autentyczność podań o królu Arturze i rycerzach
Okrągłego Stołu.
Większość z tego, co łączy cztery kanoniczne Ewangelie, zaczerpnięta jest z jednego źródła - albo
z Ewangelii Marka, albo też z jakiegoś nieznanego dziś tekstu, którego Marek był najwcześniejszym z
ocalałych "spadkobierców". Nikt nie wie, kim byli czterej ewangeliści, ale prawie na pewno żaden z nich
nie spotkał Chrystusa. Większość tego, co napisali, nie jest w najmniejszym nawet stopniu próbą
przedstawienia wydarzeń historycznych, lecz przeróbką odpowiednich wątków starotestamentowych,
ewangeliści bowiem głęboko wierzyli, że żywot Jezusa jest spełnieniem proroctwa Starego Testamentu.
55 * Podaję podtytuł nieprzypadkowo. Na okładce mojego egzemplarza książki (wydawca - Continuum, Londyn) zamieszczono tytuł
Whose Word Is It ? [Czyje to słowa?] .Niestety z mojego wydania nie sposób się zorientować, czy to ta sama książką którą Harper (San Francisco) wydał
jako Misquoting Jesus [Błędnie cytując Jezusa]. Amerykańskiego wydania nie miałem w ręku, ale podejrzewam, że to są te same książki. Tylko
dlaczego wydawcy robią takie rzeczy? 56 * A.N. Wilson w swojej biografii Jezusa w ogóle kwestionuje tezę, że Józef był cieślą. Greckie słowo tekton rzeczywiście oznacza
"cieślę", ale użyte zostało jako odpowiednik aramejskiego "naggar", które może oznaczać rzemieślnika albo osobę wykształconą. To jeden z
bardzo licznych zasadniczych błędów przekładowych, jakie mogą komplikować odczytanie Biblii, choć najsłynniejszym jest zapewne możliwe
błędne tłumaczenie Izajaszowego hebrajskiego "almah", co znaczy "młoda kobieta", na greckie "parthenos", czyli dziewica. Łatwo zresztą o taki
błąd (jeśli ktoś nie wierzy, niech pomyśli, jak łatwo "dziwkę" z "dziewką" pomylić), ale to ta właśnie literówka w tłumaczeniu mogła stać się
prawdziwym źródłem niedorzecznej kompletnie legendy o dzieworództwie Marii. Jedyny chyba konkurent tego przykładu w walce o tytuł
mistrza wszech czasów również wiąże się z dziewicami. Niedawno w przezabawnym wręcz artykule Virgins? What virgins? [Dziewice? Jakie
dziewice?!"], ("Free Inquiry" 26: 1, 2006, s. 45-46) Ibn Warraq stwierdził, iż owa przesławna obietnica siedemdziesięciu dwóch dziewic, które w
islamskim raju mają czekać na każdego muzułmańskiego męczennika, to również wyłącznie efekt błędu przekładu, w rzeczywistości mowa była
bowiem o Jasnych winogronach o wielkiej piękności". Gdyby tylko więcej ludzi o tym wiedziało, jak wiele ofiar terrorystów-samobójców
uszłoby z życiem?
Na tej podstawie niektórzy historycy wysuwają hipotezę - nie znajdującą szerszego poparcia - że Jezus
Chrystus nigdy nie istniał. Taką koncepcję znaleźć można na przykład w pracach profesora G.A. Wellsa z
Uniwersytetu Londyńskiego, między innymi w książce Did Jesus Exist?
Jezus Chrystus najprawdopodobniej jest postacią historyczną, co nie zmienia faktu, że poważni
bibliści raczej nie traktują Nowego Testamentu (o Starym już nie wspominając) jako wiarogodnego
źródła informacji o wydarzeniach historycznych. Ja też pozwolę sobie nie uwzględniać w dalszych
partiach mojej książki Biblii jako dowodu boskości w jakimkolwiek znaczeniu tego terminu. Przypomnę
za to dalekosiężne przewidywanie, jakim Thomas Jefferson podzielił się kiedyś ze swoim poprzednikiem,
Jonem Adamsem: "Nadejdzie taki dzień, gdy tajemnica pochodzenia Chrystusa, z Najwyższym Bytem
jako ojcem i poczęciem w łonie dziewicy, zajmie miejsce obok mitu o pochodzeniu Minerwy z głowy
Jupitera".
Powieść Kod Leonarda da Vinci Dana Browna oraz nakręcony na jej podstawie film wywołały
wielkie oburzenie w kręgach kościelnych. Chrześcijan namawiano do bojkotu filmu, przed kinami
organizowano pikiety. To rzeczywiście historia wymyślona od początku do końca, zaprojektowana i
zrealizowana fikcja. W tym sensie powieść Browna nie różni się od Ewangelii. Jedyną różnicą jest to, że
Ewangelie są starożytną fikcją, Kod Leonarda zaś... współczesną.


DOWÓD Z PODZIWIANEGO RELIGIJNEGO UCZONEGO
Ogromna większość wyróżniających się intelektem ludzi nie wyznaje wiary chrześcijańskiej, ale ukrywa fakt ten przed światem, bo obawia
się utraty dochodów.
Bertrand Russell
"Newton był człowiekiem religijnym. Kim ty jesteś, by stawiać się ponad Newtonem, Galileuszem,
Keplerem etc, etc, etc...? Jeśli Bóg był wystarczająco dobry dla geniuszy takich jak oni, to za kogo ty się
uważasz!". Jakkolwiek i tak w niczym nie wzmacnia to siły tego wyjątkowo marnego argumentu,
niektórzy religijni apologeci dodają jeszcze do tej listy Darwina, od dawna bowiem - i wciąż niestety -
krąży jawnie kłamliwa opowieść o jego nawróceniu się na łożu śmierci 57*. To oczywiście fałsz
absolutny, ale nic nie pomogło nawet wykazanie, że cała ta historia zaczęła się od niestworzonych
opowieści niejakiej lady Hope ("pani Nadziei"), jak to wsparty o poduszki umierający Darwin w
promieniach zachodzącego Słońca kartkuje Pismo Święte i wyznaje, że z całą tą ewolucją to się zupełnie
pomylił.
W poniższych akapitach skoncentruję się głównie na naukowcach, jako że - z przyczyn, jak sądzę,
zupełnie zrozumiałych - ludzie, którzy lubują się w wyliczaniu listy wybitnych jednostekjako wzorców
religijności, bardzo chętnie powołują się właśnie na wielkich uczonych.
Newton rzeczywiście mówił o sobie wprost jako o człowieku religijnym. Tak samo robiło wielu
innych uczonych aż po - to znaczące, jak sądzę - wiek XIX, kiedy osłabła społeczna (i prawna!)
presja, wymuszająca przynależność do Kościoła, a zarazem nauka zaczęła dostarczać coraz silniejszych
argumentów przemawiających za porzuceniem religii. Oczywiście od tej reguły były liczne wyjątki i to w
obie strony. Nawet przed Darwinem nie wszyscy wierzyli, co pokazuje chociażby James Haught w 2000
Years of Disbelief: Famous People with the Courage to Doubt [Dwa tysiące lat niewiary: Sławni, którzy
mieli odwagę wątpić]. Po Darwinie zaś zdarzali się naprawdę wielcy uczeni, których religijności nikt nie
może kwestionować. Nie ma na przykład żadnych powodów, by powątpiewać w szczerą pobożność
Michaela Faradaya nawet w tych latach, kiedy na pewno słyszał już o Darwinie i jego pracach. Faraday
był członkiem chrześcijańskiej sekty sandemanian. Sandemanianie wierzyli (używam czasu przeszłego,
bowiem, praktycznie rzecz biorąc, sekta ta już nie istnieje) w dosłowną interpretację Biblii, obowiązywał
u nich rytuał mycia stóp nowo nawróconym, a żeby poznać wolę Bożą, ciągnęli losy. Faraday został
starszym Kościoła sandemanian w roku 1860, czyli rok po publikacji O pochodzeniu gatunków, a zmarł,
nie zmieniając wyznania, w 1867. James Clark Maxwell, teoretyk równie wielki, jak Faraday był
57 Nawet ja zostałem zaszczycony przepowiednią, iż również nawrócę się na łożu śmierci. Ba, i to tyle razy (por. np. Steer 2003), że stało
się to już monotonne (a z początku rzecz uznawałem za świetny żart). Zastanawiam się jednak, czy na wszelki wypadek, by chronić własną
pośmiertną reputację, nie zainstalować, gdzie trzeba, magnetofonu. Moja żona zaproponowała jednak inne rozwiązanie: "Po co czekać z tym aż
tak długo. Jeśli już chcesz się sprzedać, zrób to w odpowiednim momencie, by jeszcze załapać się na Nagrodę Templetona, a potem dopiero zwal
wszystko na starcze otępienie".
eksperymentatorem, był głęboko wierzącym chrześcijaninem. Podobnie kolejny z filarów
dziewiętnastowiecznej brytyjskiej fizyki, czyli William Thomson, lepiej znany jako lord Kelvin, który
próbował nawet dowieść, że ewolucja jest niemożliwa, ponieważ nie starczyłoby na nią czasu. Kelvin,
jeden z twórców termodynamiki, pobłądził w datowaniu, gdyż przyjął, że Słońce jest rodzajem wielkiego
paleniska i płonące w nim paliwo musi wyczerpać się w ciągu dziesiątków milionów lat, nie zaś
miliardów, czego wymaga ewolucja. Lord Kelvin nie mógł oczywiście przewidzieć istnienia energii
jądrowej. To bardzo miłe, że na spotkaniu British Association w roku 1903 to sir George'owi Darwinowi
(młodszemu synowi Karola Darwina, który sam nie dostąpił nobilitacji) przypadł zaszczyt referowania
odkrycia radu przez małżonków Curie, dzięki czemu mógł oczyścić dobre imię ojca i wykazać, że
wcześniejsze szacunki (wciąż wówczas jeszcze żyjącego) lorda Kelvina były błędne.
Trudniej znaleźć otwarcie religijnych uczonych w XX wieku, niemniej jest ich pewnie całkiem
sporo, choć ja osobiście podejrzewam, że zwłaszcza dziś większość z tego grona jest religijna w
einsteinowskim znaczeniu tego słowa, a jak pisałem w Rozdziale 1., określenie "religijny" w takim
znaczeniu jest po prostu nadużyciem semantycznym. Oczywiście można podać też najzupełniej
autentyczne przykłady naukowców religijnych w tradycyjnym znaczeniu. Gdy na przykład mowa o
brytyjskim środowisku naukowym, niezmiennie padają w tym kontekście trzy nazwiska (brzmiące
znajomo i przyjaźnie, jak nazwa dickensowskiej kancelarii prawniczej): Peacocke, Stannard i
Polkinghorne. Z tej trójki każdy albo jest laureatem Nagrody Templetona, albo należy do Rady Fundacji
Templetona. Mam za sobą wiele przyjacielskich dyskusji z każdym z tych panów, prywatnych i
publicznych, i nadal, przyznać muszę, odczuwam pewne zakłopotanie - nie tyle ich przekonaniem o
istnieniu jakiegoś kosmicznego prawodawcy, co ich rzeczywistą wiarą w prawdziwość chrześcijańskich
dogmatów, w zmartwychwstanie, odpuszczenie grzechów i całą tę resztę.
Podobne przykłady znaleźć też można w Stanach Zjednoczonych - choćby Francisa Collinsa,
zarządzającego obecnie amerykańską częścią oficjalnego Projektu Badania Genomu Ludzkiego (Humań
Genome Project, HGP) 58*.
Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, również po drugiej stronie Atlantyku religijni naukowcy stanowią
jednak przypadki rzadkie i nieco kontrowersyjne w oczach reszty środowiska akademickiego. W roku
1996 w Cambridge, w ogrodach college'u Clare przeprowadzałem wywiad z Jamesem Watsonem. Wybór
rozmówcy nie był przypadkowy -to Watson stworzył HGP; wybór miejsca rozmowy również -
Cambridge to jego Alma Mater. Przygotowywałem wtedy dla BBC film dokumentalny o innym
naukowym geniuszu, Grzegorzu Mendlu, który stworzył genetykę. Mendel, co nie ulega najmniejszej
wątpliwości, był człowiekiem religijnym; ba! był nawet zakonnikiem. Tyle że w XIX wieku wstąpienie
do zakonu było dla człowieka w sytuacji Mendla praktycznie jedyną możliwością realizacji naukowej
pasji; czymś w rodzaju dzisiejszego grantu. Spytałem przy okazji Watsona (przyjaźnimy się od wielu lat),
czy spotkał wielu religijnych naukowców. "Praktycznie żadnego - odpowiedział. - Czasem stykam się
z kimś takim (w tym miejscu się roześmiał) i czuję wtedy zakłopotanie. Wiesz, ja nie bardzo rozumiem,
jak ktoś może akceptować prawdy objawione."
Francis Crick, uczony, który wspólnie z Watsonem zainicjował genetyczną rewolucję, zrezygnował
z członkostwa w Churchill College, gdy jego koledzy zadecydowali (zresztą na wyraźne żądanie jednego
z darczyńców), by wybudować kaplicę. Podczas rozmowy z Watsonem zwróciłem mu uwagę na fakt, iż
w odróżnieniu od niego i Cricka wielu ludzi nie dostrzega żadnego konfliktu między nauką a religią, gdyż
uznają, że zadaniem nauki jest wyjaśniać, jak to wszystko działa, religia zaś odpowiada na pytanie: po
co? Riposta Watsona była natychmiastowa-"Widzisz, nie wydaje mi się, że jesteśmy po coś. Jesteśmy
produktem ewolucji. To tyle. Tylko nie mów teraz: «No, tak! Twoje życie musi być strasznie puste, jeśli
nie wierzysz, że ma jakiś cel». Cóż - oczekuję na przykład, że lunch będzie niezły". Rzeczywiście był!
Wysiłki, by odnaleźć dziś wybitnych i religijnych uczonych, bywają nieraz frustrujące. Udało mi się
na przykład znaleźć (na jednej tylko witrynie) listę "Chrześcijańskich laureatów Nagrody Nobla"),
spośród setek noblistów znalazło się na niej tylko sześć nazwisk, z czego, jak sprawdziłem, cztery
należały do autentycznych Noblistów; jednego zresztą znam i wiem doskonale, że do Kościoła należy
wyłącznie z przyczyn natury społecznej. Podobne kłopoty nie dziwią - ta szklanka po prostu jest pusta!
58 * Nie mylić z prywatnym (nieoficjalnym) projektem, którym kierował błyskotliwy (i zdecydowanie niereligijny)
"bukanier" nauki, Craig Yenter.
Benjamin Beit-Hallahmi przeprowadził bardziej systematyczne badania i na ich podstawie stwierdził, że
"wśród laureatów Nagrody Nobla, tak naukowych, jak i literackich, indyferentyzm religijny jest znacznie
częstszy niż w populacjach, z których pochodzą"52.
"Naturę", pismo, którego nie trzeba chyba nikomu rekomendować, opublikowało w roku 1998
wyniki badań Larsona i Whithama53, którzy stwierdzili, że spośród naukowców, których dorobek uznany
został przez środowisko za na tyle znaczący, by zasłużyli na wybór do National Academy of Sciences (w
Wielkiej Brytanii odpowiednikiem byłoby członkostwo w Royal Society), tylko 7% deklaruje wiarę w
osobowego Boga. Ta proporcja stanowi niemal dokładne przeciwieństwo tego, co badania pokazują dla
całej populacji USA - ponad dziewięćdziesiąt procent amerykańskich obywateli wierzy w (jakąś) istotę
nadprzyrodzoną. Dane z badań obejmujących naukowców o mniejszym dorobku są już nieco inne-w tej
grupie wierzący nadal stanowią mniejszość, ale już nie tak dramatyczną, bo około czterdziestu procent. W
sumie dokładnie tego bym oczekiwał - amerykańscy naukowcy są mniej religijni niż ogół
amerykańskiej populacji, a wśród najznamienitszych uczonych wierzących jest jeszcze mniej. Dokładnie
odwrotna proporcja wierzących do ateistów wśród intelektualnych elit i w całej populacji wydaje się
jednak dość znacząca54.
To trochę śmieszne, że nawet główna witryna internetowa kreacjonistów "Answers in Genesis"
powołuje się na wyniki badań Larsona i Withama, choć oczywiście nie po to, by pokazać, że może coś
jest nie tak z religią, ale by pognębić tych swoich religijnych rywali, którzy utrzymują, że teoria ewolucji
nie zaprzecza wierze. Pod nagłówkiem National Academy of Science is Godless to the Core
[Amerykańska Akademia Nauk to siedlisko bezbożników]55 redaktorzy "Answers in Genesis" pomieścili
nawet (z wyraźną satysfakcją) końcowy cytat z listu Larsona i Withama do redakcji "Naturę":
Kiedy opracowywaliśmy wyniki naszych badań, NAS (National Academy of Sciences) wydała właśnie
broszurę mającą zachęcić do nauczania teorii ewolucji w szkołach niepaństwowych. Jak wszyscy wiemy, ta kwestia
jest od dawna źródłem poważnych napięć między wspólnotą naukową a częścią konserwatywnych środowisk
chrześcijańskich w USA Apel NSA, o którym tu mówimy, zapewnia czytelników, iż "istnienie lub nieistnienie Boga
to problem, wobec którego nauka zachowuje neutralne stanowisko". Przewodniczący NAS Bruce Alberts dodaje
jeszcze: "Wielu najwybitniejszych członków tej akademii to ludzie głęboko wierzący. Są wśród nas również
religijni biolodzy akceptujący teorię ewolucji". Nasze wyniki wskazują, że twierdzenie to nie odpowiada prawdzie.
Alberts, jak widać, jest zwolennikiem NOMY, zapewne z przyczyn, które omawiałem, pisząc o
chamberlainowskiej szkole ewolucjonistów (Rozdział 2.). Redaktorzy "Answers in Genesis" są za to
zwolennikami zupełnie innej szkoły.
Brytyjskim odpowiednikiem amerykańskiej National Academy of Sciences (z tym, że obejmującym
całą Brytyjską Wspólnotę Narodów, a więc również Kanadę, Australię, Nową Zelandię, Indie, Pakistan i
część dawnych kolonii angielskich w Afryce) jest Royal Society. Kiedy ta książka szła do druku, R.
Elisabeth Cornwell i Michael Stirrat kończyli właśnie opracowywać wyniki bardzo dokładnego studium
nad przekonaniami religijnymi członków Towarzystwa Królewskiego (FRS - Fellows of the Royal
Society). W badaniu tym Cornwell i Stirrat posłużyli się standardowym kwestionariuszem z
siedmiopunktową skalą. Opracowany przez siebie kwestionariusz rozesłali do 1074 członków Royal
Society, których adresami mailowymi dysponowali (to większość FRS). Odpowiedziało 23% (całkiem
przyzwoita proporcja, jak na tego typu badanie). W ankiecie znalazły się stwierdzenia takie jak: "Wierzę
w osobowego Boga, który przejmuje się losami poszczególnych jednostek, wysłu****e modlitw i reaguje
na nie, widzi i osądza grzeszników", a wypełniających poproszono, by ocenili, na ile zgadzają się z takim
poglądem na skali od jednego (zdecydowanie nie) do siedmiu (zdecydowanie tak). Lar son i Witham
posłużyli się w swoim badaniu skalą trzypunktową, więc trudno bezpośrednio porównać wyniki, ale
tendencja była identyczna. Zdecydowana większość członków Royal Society, podobnie jak zdecydowana
większość członków NAS, to ateiści - tylko 3,3% respondentów kategorycznie zadeklarowało, że
osobowy Bóg ich zdaniem istnieje (tzn. wybrało "7"), 78,8% odpowiedzi zdecydowanie temu zaprzeczało
(wybrane "1"). Jeżeli zdefiniujemy, że do "wierzących" zaliczamy tych, którzy zdecydowali się na
odpowiedź "6" lub "7", do "niewierzących" zaś wybierających "1" lub "2", to w drugiej grupie znalazło
się 213 respondentów, w pierwszej - 12. Podobnie jak Larson i Witham (a także Beit-Hallahmi i
Argyle) Cornwell i Stirrat wykryli jeszcze jedną niezbyt silną ale istotną statystycznie zależność -
biolodzy są bardziej skłonni do ateizmu niż przedstawiciele nauk fizycznych. Na szczegółowe wyniki
badania Cornwell i Stirrata musimy niestety poczekać do momentu publikacji56.
Pozostawiając na boku wybory naukowych elit, sprawdźmy może, czy w populacji w ogóle łatwiej
znaleźć ateistów wśród ludzi lepiej wykształconych i inteligentniejszych. Statystycznie istotną zależność
między religijnością a poziomem wykształcenia oraz między religijnością a ilorazem inteligencji
potwierdziło kilka niezależnych programów badawczych. Na przykład Michael Schermer zamieścił w
książce How We Belieue: The Search for God in an Age of Science [Jak wierzymy: poszukiwanie Boga w
erze nauki] opis wyników sondażu, który ze swoim kolegą Frankiem Sulloway'em przeprowadzili na
dużej, losowo wybranej próbie Amerykanów. Uzyskali sporo ciekawych wyników, ale z naszej
perspektywy najistotniejsze, że udało im się wykazać istnienie ujemnej korelacji między religijnością a
wykształceniem (tzn. ludzie wykształceni rzadziej są religijni). Religijność jest też negatywnie
skorelowana z zainteresowaniami naukowymi (bardzo silny związek) i z liberalnymi poglądami
politycznymi. Oczywiście trudno uznać te rezultaty za zaskakujące, podobnie jak nikogo nie dziwi
istnienie silnej korelacji między religijnością dzieci i rodziców. Z badań przeprowadzonych w Wielkiej
Brytanii wynika na przykład, że tylko jedno dziecko na dwanaścioro nie "dziedziczyło" przekonań
religijnych po rodzicach.
Oczywiście nietrudno się domyślić, że w różnych badaniach mierzono tak naprawdę dość różne
rzeczy, więc nie należy raczej bezpośrednio porównywać rezultatów. Istnieje jednak technika badawcza
zwana metaanalizą, która pozwala dokonywać takich porównań za pomocą zbiorczej analizy wszystkich
wyników, jakie opublikowano na dany temat, i zliczenia, jak często uzyskiwane są rezultaty
potwierdzające jakąś hipotezę, a jak często przeczące jej. Jeśli mówimy o zależności między religijnością
a ilorazem inteligencji, to jedyną metaanalizą, jaką udało mi się odnaleźć, jest tekst Paula Bella w "Mensa
Magazine" z 2002 roku (stowarzyszenie Mensa zrzesza ludzi o bardzo wysokim IQ; trudno się dziwić, że
temat zainteresował ich pismo). Konkluzja artykułu Bella brzmi następująco: "Spośród 43 badań nad
zależnością między siłą przekonań religijnych a poziomem wykształcenia, które przeprowadzono od roku
1927, tylko cztery nie wykazały ujemnej korelacji między tymi zmiennymi. Ze wszystkich pozostałych
wynika, że im wyższa inteligencja i im lepsze wykształcęnie, tym mniejsze prawdopodobieństwo
posiadania jakichkolwiek «przekonań religijnych»"57.
Jakakolwiek metaanaliza z założenia mówi o zależnościach bardziej ogólnych niż szczegółowe
badania, na których jest oparta. Byłoby przyjemnie, gdybyśmy mieli więcej danych na podobne tematy, a
także opracowania mówiące więcej o poglądach elit (inne narodowe akademie nauk, laureaci
najważniejszych nagród i wyróżnień: Nobel, Crafoord, Fields, Kyoto, Cosmos...). Mam nadzieję, że w
kolejnych wydaniach tej książki będę mógł takie informacje zamieścić. Te, które są dostępne już dzisiaj,
pozwalają jednak sformułować pewną radę dla apologetów religii: otóż lepiej dla nich samych, by nieco
ostrożniej powoływali na świadków głoszonych przez siebie "prawd" różne wybitne jednostki -
zwłaszcza z grona uczonych.

Ostatniego nie chciało mi się podkreślać, ale miłej lektury życzę. Dziś już naprawdę się kładę, co nie przekreśla dotrzymania przez mnie obietnicy- dziś jest już sobota!

_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
brokenhead
 Wysłana - 12 lipiec 2008 00:44      [zgłoszenie naruszenia]

Mnie tylko zastanawia dlaczego z ok.50 ewangelii ostatecznie w bibli jest 4.I czemu tak wiele zdarzen i przypowiesci pokrywa sie z duzo starszymi religiami?m.in z religia Sumeru?

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]


Odpowiedzi jest na 2 strony.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia

Biblia- Słowo Boże Czy Ludzkie?

Strony: 1 2
 
Warto przeczytać: Przemyslenia | Potęga Podświadomości ZAPRASZAM | Pytanie | Poszukuję tajemnicy bytu i prawdziwej prawdy... | Zespoły behawioralne związane z zaburzeniami fizjologicznymi i czynnikami fizycznymi | Zaburzenia osobowości i zachowania dorosłych (F60-F69) | Zaburzenia zachowania i emocji rozpoczynające się zwykle w dzieciństwie i w wieku... | LISTA PORADNI ZDROWIA PSYCHICZNEGO | jak rozumiecie to pojęcie??? | DDA | Leszek Kołakowski | Patriarchat? | Dlaczego ludzie nie umieją się cieszyć? | W stanie nirwany tęsknił za miłością | Nie wiem czy sie smiać czy płakać %-) | Święte tajemnice.... | noopept | shuffle | co-sie-dziej-z-penisem-po-pierwszym-razie | playboy 2001 | playboy 01 | dom-pas | linki linki | rpksy | roksy | przyjaźń z | dom pas | grabasz koszalin | podniecenie | brak | Probolem z penisem po pierwszym razie | resident evil 6 | resident evil | odtwarzacz mp3 | Biznes

 
Polecamy: KSW | Motywatory | Spalacz tluszczu

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2020 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0