FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 1969 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Filozofia, Psychologia, Religie
Ci fanatyczni ateiści (z racjonalisty.pl) 
[powiadom znajomego]    
Autor "Ci fanatyczni ateiści (z racjonalisty.pl)"   
 
Tadeknorek
 Wysłana - 14 grudzień 2008 23:33        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź swoje BMI

Autor tekstu: Dan Gardner; Oryginał: [www.racjonalista.pl/kk.php/s,5378]

Ci fanatyczni ateiści

Autor tekstu: Dan Gardner

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska



Popularne jest obecnie zrównywanie tych, którzy kwestionują Boga, z najgorszego rodzaju fanatykami, ale jest to niesprawiedliwe.

Wczoraj było święto jednej z głównych religii. Dzisiaj jest święto drugiej. Jutro będzie święto trzeciej. Uznałem więc, że jest to właściwy moment, żeby powiedzieć, iż sądzę, że te trzy wiary - te potężne instytucje, te szacowne filozofie, te pradawne i czczone tradycje - są absurdalną szarlatanerią. Rozstępowanie się morza. Spacerujące trupy. Nocne wizyty w Niebiosach. Na bogów, ludzie, mówiący ludzkim głosem wilk w Czerwonym Kapturku jest bardziej wiarygodny.

W przeszłości próbowałem unikać mówienia o religii tak ostrym tonem. Nie ze strachu przed obrażeniem kogoś (byłoby to niejakim ograniczeniem w moim zawodzie). Raczej dlatego, że wiem - jak to wiedzą wszyscy ludzie - jak przerażająca jest wiedza, że się umrze. A jeśli wiara w anioły na wysokościach łagodzi egzystencjalne lęki niektórych ludzi, nie będę im tego żałował. Cokolwiek, byle przetrwać noc, jak powiedział kiedyś długowłosy prorok.

Szereg książek jednak, które zupełnie nieźle radzą sobie na listach bestsellerów - Richarda Dawkinsa, Sama Harrisa, a niebawem także Christophera Hitchensa - dowodzi, że pora zdecydowanie zmniejszyć szacunek okazywany wierze i muszę powiedzieć, że trudno mi się z tym nie zgodzić. W końcu żyjemy w czasach, w których rozrywanie dzieci na kawałki jest coraz popularniejszą formą praktyk religijnych, zaś najpotężniejszy człowiek na ziemi uważa, że ma gorącą linię do Boga, a elektorat, który dał mu władzę, nigdy nie zastąpiłby go kimś, kto nie wierzy, że zmarły 2 tysiące lat temu syn cieśli siedzi w niebie i doradza prezydentom, ustala wyniki meczów futbolowych i czeka na dzień, kiedy powróci na Ziemię, żeby brutalnie wymordować wszystkich niewierzących i stworzyć światową dyktaturę.

Prywatna, cicha wiara jest czymś innym. Kiedy jednak facet, który ma dostęp do guzika atomowego, wierzy, że koniec świata może nadejść lada dzień i że to jest dobre, wówczas ci, którzy wierzą, że tylko jedno życie przypada na jednego klienta, mają problem.

Ludzi, którzy odważają się mówić o tym jasno i wyraźnie nazwano "nowymi ateistami". Nazywa się ich także fanatykami, którzy są dogmatyczni, zapamiętali i nietolerancyjni wobec poglądów innych - twierdzi się, że są lustrzanym odbiciem ekstremistów religijnych. Jak pisał jeden z dziekanów angielskiego uniwersytetu na łamach "Guardiana", Richard Dawkins "jest tak samo fundamentalistą, jak ludzie podkładający bomby w metrze". Niektórzy twierdzili nawet, że tacy ateiści przyczyniają się do "kryzysu cywilizacji".

Mniej olimpijscy myśliciele przedstawiają wojujących ateistów jako ludzi rozdzierających więzy moralności, co nieuchronnie musi prowadzić do rozmaitych form zdeprawowania, rozciągających się od występków seksualnych aż do ludobójstwa.

Nie wiesz, że Stalin był ateistą? Tak to się kończy. Najpierw czytasz Richarda Dawkinsa. Potem masz aborcję. Potem remontujesz baraki Gułagu.

To ustawia debatę w przyjemnie symetryczny sposób. Po jednej stronie masz szalonych fanatyków religijnych, którzy wbijają się samolotami odrzutowymi w wieżowce i maszerują pod hasłami "Bóg nienawidzi pedałów". Po drugiej są fanatyczni ateiści. Między tymi dwiema krańcami są rozsądni umiarkowani, którzy do wiary i rozumu przyjmują postawę Złotowłosej. Nie za gorąco. Nie za zimno. Letnio, proszę, utrzymajmy to w letniej temperaturze.

Atrakcja jest oczywista. "Zachowajmy umiar" rozsądnie radzili Grecy i taka perspektywa wygląda na doskonale umiarkowaną. Inna sprawa, czy wytrzyma ona bliższą analizę.

Pierwszy problem dla umiarkowanie wierzących prezentują ci, którzy lubią swoją wiarę na gorąco. Zgodziłeś się, że Bóg istnieje i że nieustannie majstruje przy świecie. Zgodziłeś się, że jakaś święta księga zawiera Jego święte przykazania. Jak więc odpowiesz, kiedy szalony fanatyk religijny powiada, "hej, tutaj na stronie 23 jest napisane, że trzeba rozpruwać brzuchy niewierzących i używać ich jelit na szelki. A tutaj, na stronie 75, jest napisane, że trzeba zakopywać homoseksualistów aż po szyję i wpychać im oliwki do nosa. Jeśli Bóg istnieje i to są jego święte przykazania, to czy nie powinniśmy zabrać się na poważnie za rozpruwanie brzuchów i wpychanie oliwek?"

Można w odpowiedzi zachować się jak "filadelfijski prawnik", który tak długo powtarza nonsensowne zwroty ("i tak orzekł Pan, że nosy sodomitów będą wypchane oliwkami...") aż przestają znaczyć to, co najwyraźniej znaczą. Dużo powszechniejszą praktyką jest jednak udawanie, że te fragmenty traktujące o szelkach i oliwkach po prostu nie istnieją i spokojne paplanie o tym jak miłosierny i miłujący jest Bóg.

Nie jest to ani wierne, ani rozsądne. Niemniej w praktyce, daje się to robić w czasach religijnego spokoju. Jednak przy rosnącym fanatyzmie religijnym takie unikanie odpowiedzi nie powstrzyma wzrostu szeregów szaleńców. Taka postawa jest niebezpieczna dla nas wszystkich.

Inny problem prezentuje druga strona - czyli ateiści tacy jak Richard Dawkins, którzy otrzymali etykietkę "fanatyków". No cóż, jest prawdą, że ton Dawkinsa jest czasem równie miły dla ucha jak przejechanie nożem po szkle, ale popatrzmy jaki właściwie jest rdzeń tego radykalnego przesłania Dawkinsa?

Jest on mniej więcej taki: jeśli twierdzisz, że coś jest prawdą, zbadam dowody, które wspierają twoje twierdzenie; jeśli nie masz żadnych dowodów, nie uznam za prawdę tego, co mówisz, i będę uważał, że wierząc w to jesteś człowiekiem głupim i łatwowiernym.

To wszystko. To jest to całe, szalone, fanatyczne przesłanie.

Kiedy papież mówi, że kilka słów i kilka gestów rękami powoduje, iż wafelek zamienia się w ciało człowieka liczącego sobie dwa tysiące lat, Dawkins i jego poplecznicy mówią: dobrze, dowiedź tego. Weź próbkę hostii i zanalizuj DNA. Jeśli tego nie zrobisz, nie będziemy traktować twoich twierdzeń inaczej niż twierdzeń tych, którzy mówią, że widzą przyszłość w kuli kryształowej, zginają łyżki siłą woli albo zamieniają się w wilkołaki przy pełni księżyca.

I za to właśnie Dawkins, a nie papież, otrzymuje etykietkę niedorzecznego fanatyka, równego przesiąkniętym wiarą szaleńcom, którzy poświęcają dzieci dla jakiegoś niewidzialnego ducha.

Jest to całkowicie sprzeczne z tym, jak zachowujemy się we wszystkich innych dziedzinach życia. Żądamy dowodów nawet dla błahych twierdzeń ("John był głównym twórcą "Sierżanta Peppera"") i ignorujemy ludzi, którzy twierdzą takie rzeczy bez dowodu. Jeszcze bardziej zdecydowanie domagamy się dowodów, kiedy twierdzenia dotyczą spraw przynajmniej chwilowo ważnych ("Saddam Hussajn ma broń masowego rażenia" jest tu osławionym przykładem).

Czy nie jest więc dziwne, że kiedy twierdzenia dotyczą spraw tak ważnych jak natura istnienia i nasze miejsce w świecie, nagle porzucamy wszelkie oczekiwania dowodów i szanujemy tych, którzy czynią dziwne twierdzenia i wierzą w nie bez najmniejszego dowodu? Dlaczego jest całkowicie uzasadnione przewracanie oczami, kiedy ktoś śmiało twierdzi, że Ringo był największym Beatlesem, ale jest "fundamentalistyczne" i "fanatyczne" stwierdzenie, że bez dowodów absurdalna jest wiara, iż Mahomet nie kłamał ani nie miał halucynacji, kiedy twierdził, że miał długie pogaduszki z Bogiem?

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że zadając to pytanie mogę przyczynić się do masowej deprawacji i kryzysu cywilizacji. Ale pomyślałem sobie, że zaryzykuję. Takim właśnie jestem fanatykiem.

W tym świetle powinno być oczywiste, że rzekomy związek między ateizmem Dawkinsa i barbarzyństwem Stalina jest kompletnym nonsensem. Tak, Stalin nie wierzył w Boga. Ale wierzył w Historię, Marksizm, Leninizm i wszelkiego rodzaju heglowskie brednie, dla których nie ma najmniejszego dowodu.

Nie był człowiekiem religijnym, ale z pewnością był człowiekiem wiary.

Tekst opublikowany pierwotnie w "The Ottawa Citizen" z 5 maja 2007r.


Zmieniony przez - Tadeknorek w dniu 2008-12-14 23:34:22
______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
Florro
 Wysłana - 14 grudzień 2008 23:49      [zgłoszenie naruszenia]

Ciekawe i prawdziwe...
_______________________________
 
Love me, hate me or both
Student dzienny

 
jysk
 Wysłana - 15 grudzień 2008 02:29      [zgłoszenie naruszenia]

Metoda Dawkinsa "jeśli twierdzisz, że coś jest prawdą, zbadam dowody, które wspierają twoje twierdzenie; jeśli nie masz żadnych dowodów, nie uznam za prawdę tego, co mówisz, i będę uważał, że wierząc w to jesteś człowiekiem głupim i łatwowiernym" jest błędnym kołem. Ponoć udowodnić musi ten, kto twierdzi, a nie kto przeczy, ale jeśli twierdzenie to jedynie wiara, a nie wiedza?

 
Tadeknorek
 Wysłana - 15 grudzień 2008 12:01      [zgłoszenie naruszenia]

"Nadzwyczajne zdarzenia wymagają nadzwyczajnych dowodów"

Carl Sagan

Myślę, że w przypadku rzekomego przekraczania praw fizyki, biologii i chemii ciężar dowodu leży na tym, który chce dowieść prawdziwości tych cudów. Jeśli coś jest bardzo nieprawdopodobne, należy udowodnić, że jednak- jest to realne. Jeśli powiedziałbym ci, że w aucie trzymam niewidzialnego różowe go słonia, musiałbym dowieść, że to, co mówię jest prawdą. W innym przypadku, owszem, mógłbyś powiedzieć, że nikt nie udowodni, że mój słoń nie istnieje, skoro akurat go nie widać. W ten sposób można zakładać jednak tysiące absurdalnych rzeczy.
_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
himen20
 Wysłana - 15 grudzień 2008 12:06      [zgłoszenie naruszenia]

Pytanie do Agnosiewicza, fragment z artykułu [http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,6255]

Podsumowując, będzie Pan świętował Boże Narodzenie w tym roku?

Każdy kolejny rok napawa mnie coraz większą nadzieją i optymizmem, mam więc zawsze w tym okresie dobre powody do świętowania zwycięstwa Światła. Ściągam do Warszawy z drugiego końca Polski najbliższą rodzinę, mamę i siostrę. Będziemy wspólnie świętować, również nasze rodzinne więzi. Jeśli jesteś ateistą i chcesz cokolwiek świętować, to znaczy, że poradziłeś sobie z twardą rzeczywistością. Można by zatem rzec, że ateista świętujący, to ateista zweryfikowany.


No to pewnie Agnoś ubierze sobie choineczkę i będzie się zajadał wigilijnymi potrawami. Do koscioła oczywiscie nie pójdzie, bo to do niego nie pasuje, jest przecież ateistą.
Ateizm to takie wybieranie sobie tego co przyjemniejsze. Bóg nie, ale prezenty, kolorowe swiecidełka i choinka już tak( wystarczy sobie poczytać komentarze do tego artykułu). Po kolei wszyscy ,,lecą" z tekstami: jestem ateista, ale święta będę obchodził właściwie jak inni, oczywiście pozostawiając całą niewygodną resztę. Niech żyje mikołaj i choinka.
na jedno z wcześniejszych pytań Agnosiewicz odpowiada że kieruje się: Dla mnie prywatnie najważniejsze wartości w życiu to twórczość, poznawanie, doskonalenie, poprawianie, przekształcanie.
A co z innymi ludźmi? sam na tym świecie żyje, samowystarczalny jest? trzeba się też kierować wartościami użytecznymi społecznie.

 
fazimodo
 Wysłana - 15 grudzień 2008 12:18      [zgłoszenie naruszenia]

pieprzenie kotka przy pomocy młotka.
Ja jak zwykle powołam się w tym wypadku na Japońców, którzy obchodzą boże narodzenie nie mając nawet 1% chrześcijan w społeczeństwie - zabronisz im bo są w większości shintoistami i ateistami? Wyśmiejesz ich jak Agnosiewicza?
Jak już nie raz było wspominane to święto to i tak pogaństwo najczystszej postaci - więc czemu nie czepiasz się chrześcijan, że walczą z pogaństwem, a sami mają obrządki z niego zaczerpnięte.
Poza tym w wielu krajach dni w okresie bożego narodzenia są wolne, a w sklepach przewalają się mikołaje bombki etc. więc ciężko uniknąć klimatu świąt i pozostawać obojętnym na nie.
I choinka to jest w zasadzie tradycja, coś w stylu wywieszania flagi na 3maja, więc kolejny raz 'argument' o obchodzeniu przez ateistów 'chrześcijańskiego' święta można sobie wsadzić...
_______________________________
 
Zdrowy rozsądek - występuje tak rzadko, że jest uważany za super moc.

Znawca -
 
Fluff.y
 Wysłana - 15 grudzień 2008 12:25      [zgłoszenie naruszenia]

Kiedy papież mówi, że kilka słów i kilka gestów rękami powoduje, iż wafelek zamienia się w ciało człowieka liczącego sobie dwa tysiące lat, Dawkins i jego poplecznicy mówią: dobrze, dowiedź tego. Weź próbkę hostii i zanalizuj DNA. Jeśli tego nie zrobisz, nie będziemy traktować twoich twierdzeń inaczej niż twierdzeń tych, którzy mówią, że widzą przyszłość w kuli kryształowej, zginają łyżki siłą woli albo zamieniają się w wilkołaki przy pełni księżyca.

I za to właśnie Dawkins, a nie papież, otrzymuje etykietkę niedorzecznego fanatyka, równego przesiąkniętym wiarą szaleńcom, którzy poświęcają dzieci dla jakiegoś niewidzialnego ducha.


I całkiem słusznie! Co za idiotyzm Po co takie rzeczy brać na serio? Dostaje etykietkę fanatyka, bo zachowuje się jak fanatyk. Rozpoczął krucjatę, walkę o rząd dusz, która nie wiadomo do czego ma prowadzić i tak jakby nie było innej "trzeciej drogi".
Rozstrząsa kwestię wiary, bo co? Denerwują go krzyżyki, księża, kościoły? Ja takiego zachowania nie rozumiem. Zachowywanie się w ten sposób to jakby dowód na poczucia zagrożenia osobami z innymi poglądami? Świat jest ogromny i jest w nim sporo miejsca na różne poglądy.

W ogóle to już chce mi się rzygać dziesiątkami tych samych tematów(ateizm-wiara) w tym dziale, tak jakby nie było ciekawszych do dyskusji.
_______________________________
 
'Hen, tam wysoko już jest z niebem jesiennym góra Fuji'

Znawca -
 
Tadeknorek
 Wysłana - 15 grudzień 2008 12:41      [zgłoszenie naruszenia]

Himen, z grubsza tak, jak fazimodo. Jeśli chodzi o święta bożego narodzenia, historycy potwierdzą, że wiele tradycji tego święta ma genezę pogańską. Jednak nie chodzi o ich genezę, czy pochodzą od wyznawców innych religii, czy są wytworem tej, która teraz akurat dominuje. Jeśli chodzi o obiektywizm, to oczywiście zachowujemy go i widać w takiej postawie oczywistą logikę- do kościoła nie pójdę i owszem, gdyż jest tam niepomiernie bardziej "religijnie", niż obok stołu wigilijnego, po drugie jest to afiszowanie się jako wierzący. W domu rodzina wie, że jestem niewierzący i dlatego nie zmuszają do modlitw, zaś dzielenie się opłatkiem, to i tak pewien symbol, który wiedzą, że się z nim ideologicznie nie utożsamiam. Jeśli więc wiedzą, wiedzą też, że robię to w innych celach, tak samo, jak podczas BARDZO wyjątkowych okazji- np. ślubu, gdy jestem w kościele, podzielam tylko znak pokoju, ponieważ bez całego kontekstu modlitewnego w którym nie uczestniczę pozostaje to gestem całkiem świeckim. Chodzi tylko o to, by było WIADOMO. Nie po to, żeby nie robić niczego związanego z religią (ABSOLUTNIE!), bo i tak w to nie wierzę, nie jestem wyznawcą INNEGO boga, nie wierzę w żadnego. Z drugiej strony z obiektywnym podejściem uznaję, podobnie, jak wielu ateistów, że plusem religii są te święta, z uwagi na wzmacnianie się społecznych i rodzinnych więzi, a także miłych wspomnień. Oczywiście czuję się mimo wszystko nieswojo kiedy jestem zmuszany brać udział w czymś obcym mi światopoglądowo, dlatego rodzina mnie nie zmusza. Jednak samą kolację wigilijną kojarzę dużo mocniej z melodiami kolęd, rodziną, choinką, pysznymi daniami itd. Nie jest to dla mnie obce. Świadkowie Jehowy grzmią, że to wszystko pogańskie, ale to akurat po mnie spływa, bo przywiązuję wagę do wpływu zwyczajów na ludzi i ich relacje, a nie do pochodzenia tych zwyczajów. Tak samo mam w dupie, że ksiądz mojej parafii kiedyś nawoływał, by bardziej "kontemplować" wigilię. Dla mnie radość spontaniczna i autentyczna jest najnormalniejsza i najcenniejsza.
_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
Tadeknorek
 Wysłana - 15 grudzień 2008 12:47      [zgłoszenie naruszenia]

Flufyy, po to brać takie rzeczy na serio, żeby ludzie łatwowierni nie brali na serio tych jarmarcznych cudów, ergo przestali być łatwowierni. Nie jest to szlachetna inicjatywa? Przez podchodzenie do wszystkiego na zasadzie wiary w potencjalne cuda można narobić sobie wiele szkody. Wkrótce być może ktoś będzie próbował leczyć raka homeopatią. Innym razem na cud będzie liczył uczeń, który przed maturą nie uczył się, ale modlił. Słychać o wróżkach, które zatruwają życie klientom i nastawiają ich negatywnie. Są dowody na to, że to wszystko bajda i trzeba pokazywać ludziom, że wymuszanie od nich pieniędzy nie ma innego celu, niż bogacenie się cwaniaków, zaś do "cudnych" rezultatów można dojść jedynie uczciwą, systematyczną pracą.
_______________________________
 
Diabeł zakrył mi oczy ogonem.

Ekspert -
 
Fluff.y
 Wysłana - 15 grudzień 2008 14:51      [zgłoszenie naruszenia]

Flufyy, po to brać takie rzeczy na serio, żeby ludzie łatwowierni nie brali na serio tych jarmarcznych cudów, ergo przestali być łatwowierni. Nie jest to szlachetna inicjatywa?

To nie jest szlachetne, tylko głupie i krótkowzroczne. Coś na kształt uczenia świni latać. Jak ktoś jest głupi to jego strata. Dostanie x razy po tyłku za swoją głupotę to się nauczy.
Jak zaczniesz ślepca za rękę prowadzić to już do końca będzie ciężarem, chyba, że chcesz go wykorzystać.
Niektórzy ludzie są po prostu głupi, inni nie chcą widzieć tego co oczywiste, jest grupka która odcina kupony i jakaś część poszukujących(badających), którzy prędzej czy później sami się uwolnią od tego co ich ogranicza.
Nie widzę sensu wciskania komuś swojego światopoglądu choćby z "obiektywnego punktu widzenia" był 100 razy bardziej odpowiedni, niż ten któremu wierzy.
Swoista walka o narzucenie komuś czegoś swojego, by potem chełpić się, że przyznaje mi racje(ha! jest słabszy ode mnie, narzuciłem mu swój model, ha!!!) i by nie martwić się, że jeszcze tyle innowierców jest do nawrócenia!
Tak, jak wszyscy będę myśleć racjonalnie to świat będzie zbawiony! Niewątpliwe? Raczej utopijne. Człowiek w większości przypadków nie postępuje racjonalnie, bo kieruje się emocjami. Człowiek z natury jest nierozsądny, ale przecież do tego celu wyewoluował nam zwój neuronów w łepetynie, aby go czasem używać i rewidować swoje postępowanie. Jak ktoś go nie używa, nie wyciąga wniosków, to jak powiedziałem, jego strata.

Zmieniony przez - Fluff.y w dniu 2008-12-15 14:53:29
_______________________________
 
'Hen, tam wysoko już jest z niebem jesiennym góra Fuji'

Znawca -
 
jysk
 Wysłana - 15 grudzień 2008 17:04      [zgłoszenie naruszenia]

T adeknorek
"Myślę, że w przypadku rzekomego przekraczania praw fizyki, biologii i chemii ciężar dowodu leży na tym, który chce dowieść prawdziwości tych cudów. Jeśli coś jest bardzo nieprawdopodobne, należy udowodnić, że jednak- jest to realne.

A jeśli, ktoś nie chce dowieść? Jeśli wierzy, że jest tak, a nie inaczej i nie jest w stanie tego udowodnić? Co wtedy? Powinien stać się ateistą, bo ktoś taki, jak Ty, czy Dowkins odmawiacie mu prawa wierzenia, w co mu się tylko podoba? Udowadniać należy, jeśli chce się przekonać do czegoś drugiego człowieka. Nie zakładaj, że każdy wierzący ma potrzebę przedstawiani komukolwiek, jakichkolwiek dowodów i przekonywania do swoich racji. Może sama wiara, bez weryfikowanych dowodów komuś wystarczy.
Jeśli powiedziałbym ci, że w aucie trzymam niewidzialnego różowe go słonia, musiałbym dowieść, że to, co mówię jest prawdą. W innym przypadku, owszem, mógłbyś powiedzieć, że nikt nie udowodni, że mój słoń nie istnieje, skoro akurat go nie widać. W ten sposób można zakładać jednak tysiące absurdalnych rzeczy.
Tu nie chodzi o tworzenie absurdów (na marginesie słoń w aucie to nie absurd), ale o prawo każdego do wierzenia w co się podoba. Istnienie boga, jest dla mnie tak samo mało prawdopodobne, jak Twój niewidzialny słoń. Choć bóg ma tą przewagę nad słoniem, że stoją za nim tysiące lat tradycji, nie mniej przekazów ustnych i pisemnych, cała wielka firma pn. Kościół.
Rzeczywiście, jeśli chcesz mnie przekonać o tym swoim słoniu, żądam dowodów namacalnych, empirycznych. Jeśli mówisz mi, że tak jest, a jest bo w to wierzysz, to przyjmuje to do wiadomości, jako mniej lub bardziej prawdopodobne i idę dalej. Nie mam takiego parcia jak Ty, żeby powtarzać za kolegą, jaki to jesteś "głupi i łatwowierny". Czemu miałoby to służyć? Takie zacietrzewienie i imię wolności intelektualnej?

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]


Odpowiedzi jest na 3 strony.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia

Ci fanatyczni ateiści (z racjonalisty.pl)

Strony: 1 2 3
 
Warto przeczytać: CZEMU ??? | OPIEKA NAD FILOZOFIĄ - nowy mod | Za odpust - studniówka %-) | Propozycja nie do odrzucenia :D | (?) Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal (?) | Asatru czyli Neopogaństwo Nordyckie | Dragi | Zen, Japonia, Samurajowie ;) | Swiąteczne życzenia | dół | O zdobywaniu bogactwa... :) | Przemęcznie - choroba naszej ery??? | Relatywizm moralny | Jak to jest z kobietami?? | Wicca - czyli coś także i dla płci pięknej ;-) | Jostein Gaarder | twoje uczucia sa najwa | southland | Olivia28 | Olivia | kod ograniczeA" nokia 6300 | koncerty | voodoowiec | muflon9 | patrycja markowska | thekleszcz | z kory dębu | mitomani | mitomania | egoiste platinum | zostańmy przyjaciólmi | tusk jest bi | zen-40 | zen 40 | Biznes

 
Polecamy: KSW | Motywatory | Spalacz tluszczu

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2019 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0