FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 6702 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Nauki Humanistyczne
Dlaczego się nie lubi Niemców?!! 
Wyślij odpowiedź [powiadom znajomego]    
Autor "Dlaczego się nie lubi Niemców?!!"   
 
schlesiner
 Wysłana - 7 maj 2005 13:52       
 
Przeniesiona przez Predrag z działu 'Nauki Humanistyczne'. | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

jak wyżej. Mam pytanie dlaczego ludzie tak nie lubią Niemców. Co prawda bylem tak wielokrotnie i wydaje mi sie, ze to nieprawda, ze Niemcy sa aroganccy, zadufani.. itp., jak ludzie uwazają, czy też tak myslicie? Przeciez tylu zdolnych ludzi stamtad bylo: od ottona III, do einsteina. Jak myslicie czy to jest taka obiegowa opinia komunistycznej propagandy w polsce, czy też ja może czegoś nie zauwazylem tam/nie wiem czegos?

 
nowe widmo
 Wysłana - 7 maj 2005 23:38      [zgłoszenie naruszenia]

polak niemiec dwa bratanki...
_______________________________
 
to że zawsze mam racje czasem bywa męczące

 
enwu
 Wysłana - 8 maj 2005 01:52      [zgłoszenie naruszenia]

Polityka onet.pl

NUMER 18/2005 (2502)

Co Niemiec, to odmieniec

Niemcy słowem ukarani

Oficjalny język powojennej propagandy wobec Niemiec Polacy szybko podchwycili jako własny. Język miał chłostać i karać. Pozwalało to na szybsze odreagowanie koszmaru wojny.

ANNA WOLFF-POWĘSKA

Język karania wszedł na dobre do języka potocznego. Miał zresztą swoje źródła we wcześniejszej niechęci do sąsiadów. Obecnej choćby w porzekadłach i przysłowiach ludowych. Nie były życzliwe: "Co Niemiec, to odmieniec", "Dębak trzeszczy, Niemiec wrzeszczy", "Gdzie Niemiec staje, tam trawa nie rośnie", "Niemiec dziurki nie zrobi, a krew wypije".

W czasach bezpośrednio po wojnie unikano określenia Niemcy. W tej ucieczce od nazywania po imieniu narodu, z którym Polska graniczyła od tysiąca lat, wyrażała się cała bezradność wobec tego, co wydarzyło się podczas II wojny światowej. Niemożność opisania okupacyjnego koszmaru wyrażała się w pogardzie wobec wszystkiego co niemieckie. Dlatego chętnie zastępowano "Niemcy" zbitką pojęciową: hitlerowcy, faszyści, okupanci, agresor, wróg, odwetowcy, rewizjoniści. W pierwszych powojennych latach terminy: naród zbrodniarzy, bandytów, kat, siepacz, polakożerca, wystarczały za obiegowe określenia zachodniego sąsiada.

Poczucie zagrożenia i lęku, wynikające z braku akceptacji przez Niemcy Zachodnie granicy na Odrze i Nysie, wyrażało się w dystansie do wrogiego świata niemieckiego. W podręcznikach i szkolnych czytankach Niemcy rzadko występowali jako jednostkowe postaci. Pojawiali się zaś jako abstrakcyjna masa, odrażająca zbiorowość, której łatwo można było przypisać zbrodniczy charakter: esesmani, gestapowcy, okupanci. Wplatane w wypisy szkolne wybrane niemieckie zwroty: Alle raus, Hande hoch, halt, miały brzmieć jak krzyk i budzić jednoznaczne skojarzenia z wojną.

Podkreślano też ciągłość agresywnej natury niemieckiej. Stąd najczęstszym synonimem Niemca był - obok hitlerowca - Prusak.

Szukanie analogii i genezy hitleryzmu głównie w dziejach Prus, przypisywanie im wyłącznie negatywnych cech wynikało przede wszystkim ze znikomej wiedzy na temat tej niemieckiej prowincji. Doświadczenie zaboru pruskiego sprzyjało zakodowaniu negatywnego stereotypu zaborcy, który automatycznie przeniesiono na wszystkich Niemców. To bowiem, co w XIX w. pruski zaborca uznawał za własne cnoty: dyscyplinę, dokładność, poszanowanie porządku, posłuszeństwo, kulturę, łatwo było Polakom, poddanym pruskiego króla, widzieć jako biurokratyczną reglamentację czy służalcze posłuszeństwo. Przeciwieństwa potęgowały różnice wyznaniowe. Z punktu widzenia polskiego katolicyzmu pruski protestantyzm wydawał się zimny, zbyt moralizujący i racjonalistyczny. Wyniesione z okupacji doświadczenia przenoszono niekiedy na czasy wcześniejsze i późniejsze. Atrybuty pruskiego i hitlerowskiego militaryzmu, wykorzystywane w prasie i literaturze, stosowano zamiennie: armia najmitów, faszystowskie szumowiny, hakatyści, pretorianie Adenauera. Była to najbardziej lapidarna i obrazowa forma potępienia włączenia RFN do struktur NATO i jednoczesne wskazanie na niezmienność niemieckiej polityki.

Przez dziesiątki lat chętnie zastępowano przymiotnik "niemiecki" określeniem germański. Posługiwanie się wyrażeniami: napór germański, nawała germańska, świat germański, przeciwstawianymi słowiańskiemu, służyło podkreśleniu kontynuacji ekspansji niemieckiej i niezmienności natury Niemca. Tym samym celom podporządkowane było posługiwanie się wizerunkiem Krzyżaka jako synonimem Niemca. Przypadająca na 1960 r. 550 rocznica bitwy pod Grunwaldem oraz atmosfera obchodów tysiąclecia państwa polskiego stwarzała szczególną okazję do wyeksponowania motywu krzyżackiego jako kwintesencji niemieckiego zła. Ekranizacja "Krzyżaków" Henryka Sienkiewicza, dokonana przez Aleksandra Forda w 1960 r., przyczyniła się do spopularyzowania wypaczonego przez wielkiego pisarza obrazu zakonu krzyżackiego. W świadomości Polaków utrwalony został na lata obraz Krzyżaków jako urodzonych sadystów.

Brak możliwości konfrontacji propagandowego przekazu z realiami życia zachodniego sąsiada sprawiało, że dla władz PRL język był ważnym źródłem perswazji i kształtowania światopoglądu. Politycy wrogiego, oddzielonego zasiekami świata po drugiej stronie Łaby występowali bez imion. Taki zabieg sugerował negatywną ocenę postaci. Adenauer w przeciwieństwie do Józefa Wisarionowicza Stalina czy Bolesława Bieruta miał brzmieć jak wyrzut. Podobnie Bonn wystarczało za cały opis rewizjonistycznej polityki RFN. Stolica Niemiec zachodnich jawiła się bowiem jako synonim reakcji i odwetowych tendencji oraz kontynuacji antypolskiej polityki. Kiedy "Trybuna Ludu" pisała: hitlerowscy oprawcy w służbie Bonn, kohorta pogrobowców Trzeciej Rzeszy lub klika Adenauera, boński puklerz reakcji, to czytelnicy otrzymywali od władz jednoznaczne przesłanie, iż "nad Renem bez zmian".

Język zimnowojenny lubił kontrasty.

Toteż NRD, ZSRR i inne państwa obozu pełniły wdzięczną funkcję kontrapunktu. Polscy korespondenci zachłystywali się w latach 50. i 60. naszymi sąsiadami po zachodniej stronie Odry, którzy wkroczyli na szlak budowy socjalistycznego państwa i przeciwstawiali im masę niemiecką między Łabą a Renem jako odczłowieczone zbiorowisko imperialistycznych zabijaków. Z przynależności do obozu socjalistycznego wynikały konsekwencje znajdujące wyraz w codziennym języku mediów. Punktem wyjścia było założenie Polskiego Związku Zachodniego w 1947 r.: "Nas sprzymierzonych trwałym sojuszem i szczerą przyjaźnią z najpotężniejszym państwem słowiańskim, Rosją Radziecką, nie wytrąci z równowagi ani ryk, ani skomlenie miotającego się w bezsilnej wściekłości zwierza germańskiego".

Nowa polityka wschodnia SPD/FDP, traktat o podstawach normalizacji między PRL a RFN w 1970 r., atmosfera odprężenia w Europie stworzyły nowy klimat w stosunkach polsko-niemieckich. Z wolna i z mozołem przebijała się do opinii publicznej nowa, nieznana w powojennych stosunkach między obu społecznościami frazeologia. Tematyka wojenna nie straciła swej atrakcyjności, przestała być jednak wszechobecna. Zmieniał się język komunikacji w kraju i tym samym język opisu sąsiadów. Dzięki "Orędziu pojednania" z 1965 r. pojawiło się na krótko, by powrócić w latach 90., ważne słowo pojednanie. Prawo obywatelstwa zyskały w wąskich jeszcze kręgach określenia: normalizacja, inni Niemcy. Niemała w tym zasługa "Tygodnika Powszechnego", który jako pierwsze polskie pismo akcentował element ludzki i europejski w interpretacji dziejów niemieckich, głosząc odejście od tezy o kolektywnej winie narodu niemieckiego. Ważną rolę odegrał również tygodnik "Polityka". Już w latach 80. stał się, dzięki rzeczowej informacji i kompetentnemu komentarzowi, ważnym miejscem kształtowania świadomości nowych stosunków z Niemcami.

Prawdziwy zwrot nastąpił na przełomie 1989 i 1990 r. Wraz z obu traktatami, zawartymi między III Rzeczypospolitą i zjednoczonymi Niemcami, zamknęło się koło, jakie zatoczyła historia powojennego sąsiedztwa polsko-niemieckiego. I Zjazd Oświatowy w Łodzi w 1945 r. rozważał możliwość całkowitego wykluczenia języka niemieckiego z nauczania. W ostateczności zakazano go na byłych terenach wcielonych do Rzeszy, na pozostałych ograniczono do minimum. Język niemiecki stał się obrazą, a pisanie "niemcy" w urzędowych pismach małą literą było w pierwszych latach po wojnie codzienną praktyką.

Normalność przywrócił po 60 latach traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 r. Zwrócił on odebrane językowi niemieckiemu miejsce w kulturze europejskiego narodu. Oba państwa zapewniają w art. 20, iż osoby posiadające polskie obywatelstwo, które są pochodzenia niemieckiego lub przyznają się do tradycji i języka niemieckiego, jak również obywatele RFN polskiego pochodzenia, mają prawo do "swobodnego wyrażania, zachowania i rozwijania swej tożsamości etnicznej, kulturalnej, językowej i religijnej bez jakiejkolwiek próby asymilacji wbrew ich woli".

W ostatniej dekadzie XX w. pojawiły się u nas nowe pojęcia określające polsko-niemieckie sąsiedztwo, m.in. partnerstwo, wspólnota interesów, a synonimem Niemca stał się adwokat interesów Polski w jej staraniach o członkostwo w UE oraz NATO. Pojawiło się hasło do Europy przez Niemcy. Kiedy zdawało się, iż oba społeczeństwa uwolniły się od upiorów przeszłości, a dawne epitety stały się antykwarycznym ozdobnikiem niechlubnego świata minionego reżimu, początek nowego stulecia i tysiąclecia powitaliśmy

starym nowym terminem. Kryzys jest dziś kluczem do interpretacji aktualnej kondycji sąsiedztwa. W toku debaty na temat przeszłości, jaka przetoczyła się w Polsce przez ostatnie dwa lata, w żargonie politycznym pojawiły się na określenie Niemców dawno nie używane obelgi, do łask przywrócono tezę o ciągłości ekspansjonizmu niemieckiego i kolektywnej winie narodu niemieckiego za zbrodnie III Rzeszy.

Język polski dostarczał nam zawsze wiele nie tylko estetycznych wrażeń. Dlatego nie może opuszczać nas nadzieja, iż również w zakresie naszych relacji z Niemcami fantazja podpowie nam nowe możliwości zdefiniowania naszych interesów i uczuć.

Dotychczasowe doświadczenia udowodniły, iż język wyrażający negatywne odczucia okazał się barwniejszy i bogatszy od ilustrującego pozytywne postawy.

Autorka jest profesorem, historykiem i politologiem, szefem Instytutu Zachodniego w Poznaniu; napisała ok. 300 prac z zakresu dziejów myśli politycznej i stosunków polsko-niemieckich.



_______________________________
 
Tylko idioci i geniusze maja prawo do rozumienia dowcipow ...


 
Helevorn
 Wysłana - 8 maj 2005 08:58      [zgłoszenie naruszenia]

Ja nie lubie jezyka niemieckiego - nienawidze jego brzmienia, sposobu konstrukcji zdan etc. Watpie zeby to bylo zwiazane z jakas fobia
_______________________________
 
Były moderator Polityki i Seksu

 
ryba_
 Wysłana - 8 maj 2005 12:39      [zgłoszenie naruszenia]

Mam podobne odczucia jak Helevorn, od poczatku w szkole sreDniej mialem problemy z nauka tego jezyka. Kilku glupich slowek uczylem sie 2 godziny a i tak slabo zapamietalem.Poprostu ten jezyk jest dla mnie taki szorstki, ostry i drazniacy uszy jak zaden inny!! Nauka jezyka rosyjskiego(i angielskiego) zawsze szla mi bez problemu a niemieckiego nigdy nie moge sie nauczyc ... moze jest to spowodowane tym ze moja rodzina (tzn. te tereny) gdzie mieszkam byly pod zaborem Ruskich !?

"Dlaczego się nie lubi Niemców?!!" A ZA CO MAMY ICH LUBIC !


Zmieniony przez - ryba_ w dniu 2005-05-08 12:40:37
_______________________________
 
Dla Ciebie Ojczyzno biją nasze młode serca

 
schlesiner
 Wysłana - 8 maj 2005 13:22      [zgłoszenie naruszenia]

a za co nie?!

Lubić można ich za ich solidność, wkład w kulturę rozwoju Europy, to, że teraz możesz pisać na kompie ten głupi post, dobroć i uczynność, pracowitość, praworządność i wiele rzeczy związanych z wspolpracą polsko-niemiecką.

 
M-F
 Wysłana - 8 maj 2005 20:33      [zgłoszenie naruszenia]

a za co nie? -przede wszystkim DRUGA WOJNA SWIATOWA, w historii niemcy zrobili nam niewspolmiernie wiecej zlego niz dobrego(cokolwiek?), wiec powolywanie sie na nia(wklad w kult. Europy itd) jest tu bezsensu

 
enwu
 Wysłana - 9 maj 2005 00:25      [zgłoszenie naruszenia]

Jesli chodzi o II Wojne Swiatowa ...

[http://www.insomnia.pl/temat168738/]
_______________________________
 
Tylko idioci i geniusze maja prawo do rozumienia dowcipow ...


 
DiseQ
 Wysłana - 9 maj 2005 00:44      [zgłoszenie naruszenia]

Jak to "nie lubi się..." a do niemców nic akurat nie mam
Nawet jeśli chodzi o II Word War to nie ma powodu żeby narodu niemieckiego nienawidzieć.
Przypomniała mi się taka historia:
Kiedyś w do mojej szkoły przyjechała kobieta która podczas wojny była w obozie i doznała wielu okrucieństw ze strony niemieckiej.W każdym razie opowiedziała nam swoją historie,przeżycia z obozu itp. A na końcu zadawaliśmy pytania, jedno z nich:
-Czy czyje pani nienawiść do niemców??
-Nienawiść??Za co mam ich teraz nienawidzieć??Za krzywdy które wyrządzili mi ich przodkowie??To teraz są zupełnie inni ludzie którzy niczym mi nie zawinili a niesprawiedliwością byłoby osądzanie ich za winy przodków.
TYLE. A co do języka to dodam że dla niemców słowiański też nie jest pięknym językiem :]

_______________________________
 
Wydałem dużo pieniędzy na wódę, babki i szybkie samochody
- resztę po prostu roztrwoniłem.
G.Best

 
aanka
 Wysłana - 9 maj 2005 14:13      [zgłoszenie naruszenia]

dlaczego nie lubimy niemców? bo zawsze jest ktos kogo nie lubimy, zawsze są jacyś inni, obcy a padło na niemców bo mamy ku temu powud w naszym uznaniu to histpria II wojna i jeszcze wcześniej szczegulnie na slasku jest to szczególnie widoczne ale ja takiego niemca np. Steffen Muler (tak to się chyba pisze) lepiej poznamu okaże się że jest całkiem sympatyczny i jeszcze coś może dla nas zrobic to juz nie jest taki obcy i juz niejest aż tak bardzo niemcem

 
blaine
 Wysłana - 9 maj 2005 19:59      [zgłoszenie naruszenia]

II wojna swiatowa - i nie trzeba nic wiecej dodawac . Gdzies czytalem artykul jakiegos historyka ktory przeprowadal wywiady z ludzmi ktorzy walczyli w 2 giej wojnie. Zolnierze sowieccy zgodnie moiwli ze walczyli bo sie bali , kary ze strony dowodcy , stalina czy kogo tam jeszcze. Niemcy natomiast walczyli i uwazali ze to co robia (zabijanie milionow ludzi)za sluszne. Propaganda , propaganda ale musi byc cos w tym narodzie ze na zew kilku ludzi zaczal bez zbednych sktupolow mordowac miliony ludzi.
_______________________________
 
niech twoja wola bedzie jedynym prawem

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]


Odpowiedzi jest na 3 strony.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia | Wyślij odpowiedź

Dlaczego się nie lubi Niemców?!!

Strony: 1 2 3
 
Warto przeczytać: Motyw Domu - Przedstaw różne obrazy domu.. TANIO! | Bibliografia-sprawdzi ktos? | Ziemia Obiecana - Niemcy | ...Dekolonizacja Ghany...???POMOCY??? | Podstawy Przedsiębiorczości - zadanie | Matura ustna z polskiego- ksiazki | Pozycja USA po zakonczeniu II WŚ w świecie....pomocy. | Referat Historia <Czy Galicja była poslkim piemontem?> | Esej z historii, jak napisać?? | Skrotowce, neologizmy | Afryka ! | matura z wosu - znacie jakies stronki www z powtorzeniem? | potop | Wiersz barokowy | Plan prezentacji-potrzebuję pomocy | Tytuły książek - pilne | ząb ósemka | Biznes

 
Polecamy: KSW | Komputery | Nauka

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2014 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0