FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 51565 razy ¬
 
ROZRYWKA | Zjawiska niewyjaśnione, nauka i historia
Egzorcyzmy i opętania 
[powiadom znajomego]    
Autor "Egzorcyzmy i opętania"   
 
M.Jacek
 Wysłana - 1 luty 2008 12:34      [zgłoszenie naruszenia]

Być może zostałem oszukany ? Ale z doświadczenia mistycznego wiem, że Bóg jest Osobową Pełnią Miłości, która nie ma granic ani uczuciowych ani przestrzennych ani czasowych. I ten Bóg z całą Pełnią mieszka w swoim Stworzeniu, a to Stworzenie mieszka w Nim [wszak On nie ma granic]. Takiego Boga znam bo takiego doświadczyłem. I jeszcze jedna rzecz: Bóg nie myśli bo wie już wszystko - wszystkie możliwe warianty są już w Nim.

I mój Bóg nie jest mściwy i okrutny ani też nie jest sprawiedliwy [sprawiedliwość to efekt tzw karmy]. On jest po prostu nieskończenie Miłosierny !!!

A jakiego Boga Ty znasz ?

 
Vetinari
 Wysłana - 1 luty 2008 17:03      [zgłoszenie naruszenia]

Wierzę jak już napisałem we wszechobecny i odwieczny absolut który jest wszystkim i którego nie da się ogarnąć podczas jednego żywotu a Boga jako takiego nie znam bo jestem tylko człowiekiem i minie jeszcze wiele żywotów zanim się choć trochę do niego zbliżę . Ale rozważanie było o egzorcyzmach katolickich i to ich dotyczyła moja wypowiedź , myślę ,że niema sensu rozpoczynać rozmowy o bogu w temacie o opętaniach ponieważ jeśli wyznajemy inną wiarę to nigdy się nie dogadamy.
Co do czakry - jest jeszcze jedna ukryta "czarna" czakra , znajduje się nieco nad czakrą korony i odpowiada za smutek , złe samopoczucie i ogólnie negatywne emocje w człowieku - i jej energię wykorzystują demony.

 
M.Jacek
 Wysłana - 1 luty 2008 21:43      [zgłoszenie naruszenia]

Cenna informacja o tych czakrach ! Skąd to wiesz ?

A jeśli całym sercem uwierzysz w Boga, który jest Osobową Pełnią Miłości i mieszka w Tobie być może po śmierci ciała zjednoczysz się z Tą Miłością i już nie będziesz musiał wracać do tego padołu płaczu, cierpienia i smutku ?!

 
Vetinari
 Wysłana - 2 luty 2008 00:54      [zgłoszenie naruszenia]

Może, nigdy nic nie wiadomo.
O czarnej czakrze można się nieco dowiedzieć studiując magię dracońską ale to paskudna sprawa i nie polecam , pewnego znanego mi człowieka próby pracy z ta czakrą doprowadziły niemal do samobójstwa

 
M.Jacek
 Wysłana - 2 luty 2008 18:48      [zgłoszenie naruszenia]

A ja myślałem w ten sposób, że w chwili gdy otwiera się czakra korony to człowiek ma kontakt ze Światłością [i ja tak to czuję od czasu gdy czakra mi się otwarła]. Ale w chwili gdy ona się otwiera podczepiają się pod nią również ciemne byty i człowieka atakują [tak odczuwałem te ataki, potworne ataki]. Ten mój tok myślenia potwierdził poniekąd Ojciec Jacques Verlinde, który uczył się wschodnich medytacji i poznał moce, które doprowadziło Go do opętania. Z wielkim trudem się z tego wyzwolił. Założył zakon Świętego Józefa i teraz przestrzega ludzi by nie ryzykowali eksperymentów z czakrami. Mówi, że otwarcie się czakr samo w sobie nie jest złe ale złe jest to co się pod te energię płynącą do czakry podłącza. I wtedy stajemy się medium dla sił kosmicznych, a siły te mogą nas zechcieć zniszczyć. To co się podłączyło w moim przypadku dwukrotnie przywiodło mnie do prób samobójczych. To było potworne, niesamowicie potworne. Do dziś ponoszę tego skutki bo straciłem napęd życiowy [jakby ktoś wyssał ze mnie wszystkie siły] i ciężko mi się pozbierać do życia, oj ciężko !!! Jednocześnie wciąż czuję jak mi się otwiera czakra korony, sama, nawet w tej chwili !!!

 
M.Jacek
 Wysłana - 2 luty 2008 19:23      [zgłoszenie naruszenia]

A teraz coś o Ojcu J.Verlinde

Medytacja transcendentalna - dlaczego nie?

Dwudziestojednoletni Belg spacerował ulicami, kiedy zainteresował go afisz z twarzą hinduskiego guru. Niżej był napis "Medytacja transcendentalna". "Dlaczego nie?" - pomyślał Jacques.

Zdobył zaproszenie na wstępny kurs. Tam z wielkim zainteresowaniem wysłuchiwał wykładów na temat techniki medytacji, która miała mu dać dostęp do wnętrza samego siebie. W niedługim czasie poddał się inicjacji w ramach tej techniki. Zgodnie z zaleceniami miał ją ćwiczyć dwa razy dziennie po dwadzieścia minut. Verlinde byt jednak ambitnym uczniem i już od samego początku zwiększył dawkę ćwiczeń. Aby móc osiągnąć lepsze wyniki, wydłużył czas do trzydziestu minut, dwa razy dziennie. Później do godziny, dwóch, aż doszedł do stanu, w którym nie panował nad sobą. W tym czasie prowadził badania naukowe w CNRS, instytucji, która stanowi francuski odpowiednik Polskiej Akademii Nauk. Stał się specjalistą w dziedzinie chemii nuklearnej. Kończył doktorat z nauk ścisłych, a dokładnie z fizyki.

"Rozpoczynając na uniwersytecie karierę badacza w dziedzinie chemii nuklearnej zainteresowałem się prądami filozoficznymi, wywodzącymi się od Marksa, Freuda i Nietzschego, oraz strukturalizmem. Jako młody naukowiec nie potrafiłem im przeciwstawić żadnych argumentów. Wtedy wydawało mi się czymś dobrym odrzucenie życia religijnego, kultu - po to, by stać się człowiekiem w pełni wolnym i odpowiedzialnym za swoją ludzką egzystencję. Usiłowałem więc w kontekście maja 1968 porzucić ten religijny wymiar mojego życia i zaspokoić istniejące we mnie pragnienie Absolutu poprzez inne zajęcia. Był zatem teatr uliczny, w oparciu o ruch trockistowski, potem w ciągu trzech lat zaangażowanie społeczne - z wielkim zapałem i w różnych formach. Idąc za pragnieniem bycia człowiekiem w pełni wolnym odczułem, że w moim życiu istnieje szczelina, że wewnątrz mojego bytu tkwi pustka, którą bez skutku próbowałem wypełnić. Zrozumiałem wtedy, że mimo tego wszystkiego, co mówiły nowe prądy filozoficzne, wymiar duchowy człowieka jest czymś bardzo istotnym i nie można go zredukować tylko do analizy psychologicznej. Postanowiłem więc rozpocząć swoje poszukiwania duchowe."

Należałem do słynnego ruchu kontestacyjnego, który był przeciwny wszystkim instytucjom, dlatego nie szukałem Boga w starej instytucji, jaką jest Kościół. Zgodnie z tendencją, która była obecna w tym momencie w naszej kulturze, zwróciłem się w stronę Wschodu.

Dyrektor CNRS, który zauważył duchowe poszukiwania, poradził swojemu pracownikowi, aby wziął miesięczny urlop i zastanowił się nad wszystkim. Verlinde skorzystał.

Pojechał na spotkanie ze stawnym guru z afisza, który kazał mu jeszcze zwiększyć czas przeznaczony na medytacje, aby lepiej zgłębić technikę. Kilka miesięcy później został instruktorem medytacji. Pozostał w Europie jeszcze przez pewien okres, dzieląc czas między pracę w laboratorium i nauczanie ludzi, którzy, podobnie jak on kiedyś, chcieli poznać technikę medytacji. Później wycofał się z pracy w laboratorium i poszukiwań naukowych, aby dołączyć do guru w Indiach. Tam został otoczony przyjaźnią. Guru pozwolił mu nawet na bycie Brahmacharia (w Indiach są dwie duże gałęzie zakonne: Sanasies i Brahmacharias). Dodatkowo został przyjęty w poczet najbliższych uczniów guru. Od tego czasu Jacques towarzyszył mu podczas jego wszystkich wizyt. Zagłębił się w tradycjach naturalistycznych. Przebywał razem z innymi mnichami w aśramach w Himalajach. Tam, gdzie dotarło niewielu Europejczyków. Pogłębiał swoją znajomość filozofii orientalnej, jak i wszystkich technik, które tamte religie mu proponowały. Verlinde, przyjmując wszystkie zasady religii wschodniej, poddał się bardzo rygorystycznemu życiu, praktykując nieustanną medytację oraz yogę.

Bardzo dużo medytowałem, nawet przez całe tygodnie, prawie 24 godziny na dobę, sen i posiłki byty ograniczone do minimum, jedynie po to, aby przeżyć - twierdzi.

Przez cztery lata Jacques poddawał się wszelkim ćwiczeniom medytacyjnym. Był coraz bardziej zafascynowany religiami naturalistycznymi.

Wycofał się ze świata, aby za bić swoje osobowe "ja" w poszukiwaniu kosmicznego absolutu.

Ale już wówczas, w Indiach, kilkakrotnie podczas medytacji widział twarz płaczącej kobiety. Nie wiedział, kim jest ta przepiękna Pani.

"Gdy trwałem w praktykowaniu technik medytacyjnych w świątyni w Tybecie, w momencie, w którym tego absolutnie nie oczekiwałem, wielokrotnie pojawiała się przede mną twarz kobiety, która była bardzo piękna, ale jej oblicze nosiło na sobie oznaki cierpienia. Patrzyła na mnie płacząc i jednocześnie z prośbą w oczach, a ja byłem wstrząśnięty tym widokiem. Za każdym razem, kiedy pytałem: "Kim jesteś?"; ona znikała. Jak bardzo byłem wzruszony, kiedy po raz pierwszy przyjechałem tu, do stóp ikony Pani Jasnogórskiej, i rozpoznałem w tym Obrazie twarz tamtej kobiety. To Maryja płakała nad swoim dzieckiem, które się oddalało. I tam przed dwudziestu laty do aśramu przyszedł Jezus, aby mnie odnaleźć" - tak mówił podczas pobytu w Częstochowie w maju 1996 roku w Polsce ojciec Joseph Marie Verlinde.

Verlinde żyjąc u boku guru myślał, że tatą resztę życia poświęci mistyce hinduizmu... Pewnego dnia do guru przyjechał gość z Francji. Nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie pytanie, które zadano wówczas Verlinde. Nieznajomy całkiem niewinnie zagadnął:

- Przecież w dzieciństwie byłeś chrześcijaninem, a więc masz wychowanie chrześcijańskie.

- Tak - odpowiedział Jacques.

- To kim jest dla ciebie dzisiaj Jezus? zapytał przybysz.

Verlinde nie odpowiedział na pytanie.

Oddalił się. Starał się o wszystkim zapomnieć, ale od tego dnia imię Jezusa towarzyszyło mu już do końca.

Wieczorem kładąc się spać pomyślałem: "Do rana o wszystkim zapomnę!" Jednak czułem, że moje dotychczasowe życie zostało całkowicie wstrząśnięte. Następnego ranka, kiedy się obudziłem, ten sam głos Boży, z tą samą mocą mówił mi: "Wydawało Mi się, że szukasz Boga i teraz pozwoliłem ci zrozumieć, że Ten, którego szukałeś na końcu świata, pozostał z wielką wiernością w twoim sercu, czekając na twój powrót. Pozwoliłem ci zrozumieć, że Moje Miłosierdzie jest nieskończone i wiesz, co teraz powinieneś zrobić - wspomina tamte chwile Verlinde.

- Nie było to łatwe, jednak Bóg pomógł mi, abym w ciągu 24 godzin opuścił aśramę i mógł powrócić do Europy. Poprosiłem guru o możliwość opuszczenia go. Zaufał mi i pozwolił pojechać, wysyłając samochód i szofera, aby mnie odwieziono na lotnisko. l tak znalazłem się po 4 latach w Europie z jedną walizką i z całym moim życiem do odbudowania w Jezusie - dodaje.

Jacques Verlinde wrócił na stary kontynent, aby odnaleźć Boga, ale swe pierwsze kroki skierował do grup ezoterycznych.

- Szybko zorientowali się, że mam jakąś moc. Tę moc nazywano darem bożym. Poproszono mnie, abym podzielił się nią z innymi w imię miłości do Ewangelii. Byłem tym roztrzęsiony, tym bardziej, że sam nie wiedziałem, iż posiadam jakieś "dary boże", które zostały we mnie odkryte, m.in. moc promieniowania, nazywana radiestezją, co pozwalało wykrywać choroby. Dano mi do ręki wahadełko. Zaskoczył mnie rezultat. Bardzo szybko zorientowałem się, że nie muszę mieć bezpośredniego kontaktu z osobą badaną, że także bez wahadełka jestem w stanie wykryć chorobę. Wystarczyło mi spokojne popatrzenie na osobę, aby móc powiedzieć, co jej dolega. Stwierdzono również, że gdy dotykam ręki chorego, aby postawić diagnozę, dana osoba czuje się lepiej. Stąd też stwierdzono, że mam dar uzdrawiania. Wciąż popychano mnie do praktykowania tych "darów", do używania ich w celu uzdrawiania innych, bo przecież Jezus uzdrawiał, a więc nie ma powodu, aby ci, którzy do Niego należą, nie mogli robić tego samego - wspomina Verlinde.

Cały czas w trakcie swojej nowej działalności Jacques próbował nawracać się. Codziennie uczęszczał na Eucharystię, od czasu do czasu adorował Najświętszy Sakrament i modlił się za wstawiennictwem Maryi oraz odmawiał różaniec. Równocześnie oddawał się praktykom okultystycznym, nie dostrzegając, że kłóci się to z nauką katolicką.

Coraz więcej różnych szkół ezoterycznych było zainteresowanych jego możliwościami. Wszyscy namawiali go do wykorzystywania swoich sił i mocy.

Jacques Verlinde skorzystał z pomocy duchów, stosował pismo automatyczne. Okultyzm praktykował przez kolejne trzy lata swojego życia.

Pewnego dnia, podczas Eucharystii w Paryżu, w trakcie przeistoczenia poczuł chęć do rzucania bluźnierstw.

Wystraszyłem się i poczułem zmieszanie, przecież chciałem pozostać wierny Jezusowi i Ewangelii, a tutaj chęć rzucania obelg - wspomina Verlinde. - Pytałem siebie: "Skąd to wszystko pochodzi, kto za mnie mówi?"

Po Mszy Jacques udał się do zakrystii i opowiedział wszystko księdzu, który celebrował Eucharystię.

- Wcale mnie to nie dziwi - usłyszał w odpowiedzi.

- Łatwo księdzu powiedzieć: "Nie dziwi mnie to" - skomentował Verlinde.

- Nie. Dlatego, że jestem egzorcystą dodał kapłan.

Wspólnie z duchownym zaczęli się modlić. Verlinde został poddany egzorcyzmom. Dziś ojciec Joseph - Marie nie lubi zbyt dużo mówić o tym etapie swojego życia.

- Nie chciałbym wchodzić w detale. Myślę, że wśród etapów, jakie przeżyłem, ten był najtrudniejszy, najbardziej poniżający. Zapewniam, że trudno jest sobie wyobrazić to, co się przeżywa w podobnych chwilach. Jednak mimo wszystko jestem wdzięczny Panu, że mogłem tego doświadczyć. Był to czas łaski. Chrystus pozwolił mi na wewnętrzne uczestniczenie w walce światłości z ciemnościami - mówi.

Jacques Verlinde skierowany przez kapłana do Ruchu Odnowy Charyzmatycznej wyrzekł się nie tylko używania, ale również posiadania dotychczasowych mocy.

Wszedł na drogę "rehabilitacji" duchowej, która w jego przypadku trwała siedem łat. Gdziekolwiek Verlinde pojawił się, tam zawsze prosił wiernych o modlitwę o uzdrowienie. W jego intencji modliło się kilkadziesiąt wspólnot w Europie. Ostateczne wyzwolenie przyszło przez modlitwę uzdrawiającą, wyzwalającą - w belgijskiej miejscowości Bruges, w małej wspólnocie Ojców Karmelitanów, którzy służyli modlitwą wszystkim duchowo uwikłanym. W niedługim czasie Verlinde wstąpił do seminarium duchownego w Rzymie, gdzie w 1983 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Uzyskawszy doktorat z filozofii w Louvain, zaczął prowadzić wykłady na Uniwersytecie Katolickim w Lyonie. Otrzymał również stanowisko wykładowcy w Międzynarodowym Seminarium Duchownym w Ars. W trzy lata od złożenia ślubów kapłańskich z grupą młodzieży założył wspólnotę "Rodzina Świętego Józefa".

Obecnie ojciec Joseph - Marie Verlinde bardzo dużo czasu poświęca na pracę z młodzieżą, która, podobnie jak on niegdyś, poszukuje swojej drogi życiowej. "Rodzina Świętego Józefa" ma kilka miejsc, gdzie przyjmuje potrzebujących, aby w kontekście rodziny przywrócić im ich ludzką godność. Uświadomić, że są ich braćmi, że są kochani tylko dlatego, że istnieją, a jeśli istnieją, to znaczy, że Bóg ich kocha i są oni godni nieskończonego respektu i miłości. W Ars wspólnota zagospodarowała fermę, którą nazwano potem "gospodarstwem spotkań". Tam spędzają czas z młodzieżą, która zerwała z rodziną, ze szkołą i ze społeczeństwem. Poprzez wspólną pracę, rozmowy i modlitwę pomagają zagubionym ludziom odnaleźć na nowo smak życia. Ojciec Joseph - Marie Verlinde także dużo podróżuje. Spotyka się z ludźmi z całego świata, dzieli swoimi doświadczeniami i modli razem z nimi.

Pojechałem na Wschód, aby spróbować odnaleźć moją drogę duchową. Spotkałem tam boskość, ale nie spotkałem Boga (...). Byłem głęboko chory w moim duchu, duszy i ciele. We wszystkich wymiarach mojego bytu byłem zraniony i chory na skutek wszystkich moich zbłądzeń. Pan mnie uzdrowił i wskrzesił, i myślę, że teraz wymaga ode mnie, abym był świadkiem i kanałem tego miłosierdzia, z którego sam skorzystałem - powiedział ojciec Joseph Marie Verlinde podczas jednego ze spotkań modlitewnych .

Opr. Marcin Dybuk

 
M.Jacek
 Wysłana - 2 luty 2008 19:31      [zgłoszenie naruszenia]

 
Vetinari
 Wysłana - 3 luty 2008 08:05      [zgłoszenie naruszenia]

wywaliłem post stwierdziłem brak sensu w prowadzeniu tej dyskusji

Zmieniony przez - Vetinari w dniu 2008-03-19 09:05:19

 
bested
 Wysłana - 23 marzec 2008 12:19      [zgłoszenie naruszenia]

nie wiem czy już został tutaj zamieszczony link do takiego filmiku pt "egzorcyzmy Anneliese Michel" więc zaweiadamiam was że warto obejrzeć ..znajdziecie go na YOUTUBE
_______________________________
 
ja się nie ścigam więc nikt mnie nie dogoni!

 
Zakir
 Wysłana - 24 marzec 2008 15:25      [zgłoszenie naruszenia]

Kilka dni temu był na TVP2...
Przerażający...

_______________________________
 
I see you...

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]


Odpowiedzi jest na 19 stron.   poprzednia | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia

Egzorcyzmy i opętania

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19