Przymszyk proszę twoje słowa na temat mojego carpe diem. Więc nie wmawiaj mi że czarne jest białe i na odwrót, twierdząc że to ja pierwszy zaatakowałem twój "wspaniały" system wartości. Dopiero po twoim oskarżeniu napisałem to co ma na sumieniu ateizm.
Nie próbuj się wykręcić - napisałeś o swoim carpe diem. I niżej napisałeś, że ateiści nie chcą pamiętać o przeszłości. I dodałeś Może nie chcą pamiętać gdyż to był system po części ateistyczny gdzie na siłę wmawiano ludziom że Boga nie ma
Chyba nie powiesz, że Ci się tak przypadkiem to napisało i wcale nie chciałeś zdyskredytować ateizmu?
Ja zaprzeczyłem twoim słowom i podałem Ci przykład na to że pamiętam o przeszłości, a raczej patrzę w nią, bo nie są to moje wspomnienia. Sęk w tym, że TY chcesz pamiętać tylko fakty dla Ciebie i twoich teorii wygodne a na wszelkie niewygodne patrzysz przez palce.
Sadomaczo - czeski filozof
Tak samo jak nie spotkałem naukowca, który mógł by opisać czarne dziury na podstawie innych źródeł niż wyobraźnia. Ba nikt nawet takowej nie widział. (bo widzimy tylko efekty jej wpływu na otoczenie)
Skoro widzisz efekty jej wpływu na otoczenie to masz chociaż przesłankę ku temu, że istnieje a efektów działania boga NIE MA. To jest zasadnicza różnica.
Jak widzisz poznawanie niepoznawalnego wcale nie jest głupawe.
Może po drodze dać odpowiedzi na wiele innych pytań, na ktore nie znamy odpowiedzi.
Co?
A jak chcesz zacząć to poznawanie niepoznawalnego? Gdzie zacząć szukać? Może zacznijmy od dłubania w nosie albo drapania się po jajach
Celem jest poszukiwanie a nie poznanie.
Jak celem poszukiwania może być poszukiwanie?
Celem badania czarnych dziur i wszechświata jest poznanie. Może się to wydawać niemożliwe ale przynajmniej postępy poszukiwań i badań są namacalne.
Powinno się udowadniać istnienie danego zjawiska, a nie odwrotnie, bo to jest zgodne z logiką.
Hoho Stefani myślisz, że jak napiszesz coś takiego to wszyscy zrozumieją? Chciałbym, żeby tak było ale to prowadzi tylko to "ciętej" riposty w stylu - 'Nieprawda' - którą genialnie można uargumentować tekstem - 'Nie udowodnisz mi, że boga nie ma, on jest wszędzie, jesteśmy zbyt prymitywni żeby go dostrzec' itp. pierdoły.
Zmieniony przez - Przymszyk w dniu 2009-12-15 19:11:04
_______________________________
Ma w sobie boga. To gorsze niż rak.
Umysł ludzki ma taką niemiłą wadę, że potrafi generować wrażenia, które nie mają odzwierciedlenia w rzeczywistości np. na bazie indoktrynacji z dzieciństwa.
Sadomaczo, czy Ty jesteś tym samym Sadomaczo, który mi ubliżał na forum niewyjaśniene.pl? Tamten to dyslektyk, ale też nadmiernie religijny :)
Zmieniony przez - stefani w dniu 2009-12-15 19:15:23
_______________________________
Konto zbanowane
Ja uważam, że obrońca boga, wiary i krzyża MUSI być kłamczuchem. Bo sam w to wszystko wierzy a dla mnie to jest oszukiwanie samego siebie
_______________________________
Ma w sobie boga. To gorsze niż rak.
Sadomaczo - czeski filozof
Jak dyskutuje z wami to wlasnie tak się czuje. Filozofia z grubej rury No ale co tam, kopt lubi kroczyć w te rejony, wiec mu kulturalnie odpowiadam.
Skoro widzisz efekty jej wpływu na otoczenie to masz chociaż przesłankę ku temu, że istnieje a efektów działania boga NIE MA. To jest zasadnicza różnica.
Nie da się stwierdzić, że Boga nie ma. Tak jak nie da się stwierdzić że jest.
Odrazu:
Powinno się udowadniać istnienie danego zjawiska, a nie odwrotnie, bo to jest zgodne z logiką. Nikt nikomu niczego nie musi tu udowadniać. Chcesz wierzysz nie chcesz nie wierzysz. Z resztą szczerze... po co miał bym Ci udowadniać istnienie Boga?
Co?
A jak chcesz zacząć to poznawanie niepoznawalnego? Gdzie zacząć szukać? Może zacznijmy od dłubania w nosie albo drapania się po jajach
Dobry przykład to CERN. Przykład jak najbardziej realny. W ten sposób chcą choć w pewnym stopniu poznać niepoznawalne. No ale poznawanie Boga to zupełnie co innego. W tym co pisze, chodzi raczej o wytknięcie wam, tego że takie tezy są sprzeczne z rzeczywistością.
Jak celem poszukiwania może być poszukiwanie?
No tak normalnie. Nie ma w tym niczego dziwnego. Nawet nie tyle poszukiwania co "dążenia do poznania". To też jest różnica.
Celem badania czarnych dziur i wszechświata jest poznanie. Może się to wydawać niemożliwe ale przynajmniej postępy poszukiwań i badań są namacalne.
Nie jest poznanie, bo nigdy człowiek nie osiągnie całkowitego poznania wszechświata, natomiast celuje teleskopem w przestrzeń i kładzie setki milionów dolarów na badania tej dziedziny? Przyczyna z której się śmiejesz jest prosta. Tak jak badając niezgłebialny kosmos, powstają nowe technologie / materiały mające zastosowanie w życiu codziennym. Tak Poznając prawdę o Bogu, człowiek rozwija się mentalnie i duchowo. Rozwój jest celem, a nie poznanie samo w sobie. Nie wiem jak można tego nie rozumieć.
Sadomaczo, czy Ty jesteś tym samym Sadomaczo, który mi ubliżał na forum niewyjaśniene.pl? Tamten to dyslektyk, ale też nadmiernie religijny :) Dawaj linka, powiedział bym TAK. Ale ten fragment o dysleksji mi nie pasuje
Ps. z tą nadmierną religijnością jest tak. Ze nie koniecznie prezentuje sobą w 100% to jakie zasady wyznaje. Mam swoje słabości, ale wychodzę z założenia, że człowiek musi mieć pewne niezbywalne zasady, jako punkt odniesienia dla weryfikacji swojego zachowania. Jak ten punkt odniesienia się zmienia, to w zasadzie nie można stwierdzić co jest złe a co dobre. Bronie krzyża na ścianie, bronić będę swoich przekonań i zasad. Mam do tego prawo. Każdy ma do tego prawo
Obrońca Boga, wiary, krzyża nie może być kłamczuchem :)
No pewnie, przeklinać nie może, wogle to celibat, wór za odzienie i uciemiężenie. A co ja jestem innym człowiekiem niż ty? Mam pewnie podobne wady i zalety. Nawet jak Ci kiedyś pojechałem, to pamiętaj, że człowiek rozwija się całe życie. Dziwnym by było jak bym prezentował ten sam poziom wypowiedzi, co kilka lat temu.
Ja uważam, że obrońca boga, wiary i krzyża MUSI być kłamczuchem. Bo sam w to wszystko wierzy a dla mnie to jest oszukiwanie samego siebie
ok, zapodaj mi jakieś logiczne przesłanki za tym aby przejść na ateizm, jaką korzyść z tego będę miał? Dla mnie się zdaje, że porzucenie wiary (nawet nie będzie okłamywaniem siebie) miało by taki sam sens, co zdjęcie butów przed spacerem po ściernisku.
Zmieniony przez - Sadomaczo w dniu 2009-12-15 20:17:28
O to chodzi? Mógłbyś udowodnić, że istnieje Bóg?
Chodzi o to żebym dał ci do ręki pukiel włosów Boga, czy zdjęcie z nim?
Mogę natomiast przytaczać Ci sytuacje z mojego życia dzięki którym twierdze, że Bóg jest.
Od sytuacji banalnych jak egzaminy, po sytuacje zakrawające o cud. Np. odzyskanie wzroku niewidomej od urodzenia sąsiadki mojej babki. Problem w tym, że dla Ciebie nie będą to żadne dowody, ba nawet gdyby miało miejsce najmniej prawdopodobne zdarzenie, to dla ciebie będzie bardziej prawdopodobne, iż był to przypadek. W sumie to nawet dla mnie nie jest to bezapelacyjnym dowodem, bo jak dowodem może być jakaś historyjka... nie? Nie ma odcisków paców, nie ma DNA. Logicznego wyjaśnienia nie raz też nie raz nie ma.
Zmieniony przez - Sadomaczo w dniu 2009-12-15 20:30:23
Zmieniony przez - Sadomaczo w dniu 2009-12-15 20:32:31
Nie da się stwierdzić, że Boga nie ma. Tak jak nie da się stwierdzić że jest.
niczego nie musi tu udowadniać.
Skąd ja wiedziałem, że tak będzie
Nawet nie tyle poszukiwania co "dążenia do poznania". To też jest różnica.
Żeby dążyć do poznania czegoś to musisz mieć jakikolwiek punkt zaczepienia od którego zaczniesz. Zresztą, żeby dążyć do czegokolwiek trzeba mieć jakiś początek drogi. W przypadku boga nie masz tego punktu zaczepienia, więc nie masz do czego dążyć. To tak jakbyś chciał biec nie mając nóg i na dodatek nie mając nawierzchni po której byś stąpał.
Nie jest poznanie, bo nigdy człowiek nie osiągnie całkowitego poznania wszechświata
Może i nie osiągnie - tego nie możesz być w każdym razie pewny ale pewne jest, że celem jest poznanie. Nawet jeśli się nie uda to taki jest właśnie cel, taka właśnie jest droga, którą podążą badacz nawet jeśli nie widzi jej końca to przynajmniej zna fragmencik wszechświata i stąpa po tej drodze nogami i wie że chce dojść do końca tej drogi, nawet jak mu życia na to nie starczy to ma jasno określony cel i punkt zaczepienia od którego zaczął.
ok, zapodaj mi jakieś logiczne przesłanki za tym aby przejść na ateizm
Na ateizm się nie przechodzi BO TO NIE JEST WIARA
Mogę podać przesłanki ku temu aby rzucić religię w ****u
Mogę natomiast przytaczać Ci sytuacje z mojego życia dzięki którym twierdze, że Bóg jest. Problem w tym, że dla Ciebie nie będą to żadne dowody, ba nawet gdyby miało miejsce najmniej prawdopodobne zdarzenie, to dla ciebie będzie bardziej prawdopodobne, iż był to przypadek.
Jeśli zdarzenie będzie faktycznie nieprawdopodobne, fizycznie niemożliwe - po prostu niewiarygodne to skąd wniosek, że za tym stoi bóg? Czemu akurat on? A może super inteligentni, wysokorozwinięci, niewidzialni kosmici? A może gumisie? A może koń Joli Rutowicz? Czemu to miałby być akurat bóg, skoro uważasz to za dowód na jego istnienie to musi być jakieś wytłumaczenie czemu wykluczasz moich kosmitów albo konia Joli i przypisujesz wszystko bogu?
_______________________________
Ma w sobie boga. To gorsze niż rak.