FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 81520 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Zjawiska niewyjaśnione, nauka i historia
Nawiedzone miejsca w Polsce 
Wyślij odpowiedź [powiadom znajomego]    
Autor "Nawiedzone miejsca w Polsce"   
 
Angel...
 Wysłana - 5 maj 2007 19:53       
 
Przeniesiona przez xami z działu 'Zjawiska niewyjaśnione'. | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

~Babia Góra

Babia Góra (najwyzsze pasmo w Beskidach - 1725 m.n.p.m.) ze swym szczytem o zdumiewajacej nazwie Diablak prawie zawsze ukrytym we mgle, byla swiadkiem wielu zdarzen, od których ciarki przechodza po plecach. Moze dlatego, ze wg legendy byla Babia Góra miejscem sabatów czarownic ("bab"). Na Diablaku zas stal czarci zamek, z którego dzis pozostalo jedynie ogromne rumowisko kamieni. W okolicy Babiej, miejsca rozstajne zwyczajowo nazywane sa Widlami.

Tajemnicze katastrofy samolotów
Latem 1963 r. na Babiej Górze rozbil sie przy pieknej pogodzie helikopter. Pilot i pasazerowie zgineli. Nigdy nie odkryto przyczyny katastrofy.
W 1969 r. o zbocze Babiej uderzyl samolot pasazerski. Przybyli na miejsce GOPR-owcy znalezli wsród szczatków samolotu zwloki 53 osób. Nikt nie przezyl. Domniemywa sie, ze mogly zawiesc pokladowe instrumenty i pilot - lecac we mgle - nie zauwazyl góry. Ale to wytlumaczenie nie jest do konca przekonywujace.

Wycieczki do swiata koszmaru
Góry zawsze sa niebezpieczne. Nikt przy zdrowych zmyslach nie wybierze sie w Alpy czy Pireneje bez odpowiedniego sprzetu, obuwia i ubrania, ale polskim "turystom" zdarzaly sie wyprawy bez zachowania podstawowych zasad bezpieczenstwa.
Z wypraw na Babia Góre nieszczesliwie i niesamowicie zakonczyla sie pewna czerwcowa wycieczka turystów ze Slaska, którzy wieczorem wybrali sie na spacer z Widel na Babia. Panie w pantofelkach i lekkich sukienkach, panowie w samych koszulach. Dotarli do polowy drogi do schroniska, gdy powietrze raptownie sie ochlodzilo i zaczal sypac snieg. Przy zerowej widocznosci skostniali z zimna turysci postanowili schronic sie pod nawisem skalnym, poniewaz nie mogli juz isc dalej. Krzyczeli wzywajac pomocy. GOPR-owcy zostali zaalarmowani po kilku godzinach. W trudnych warunkach odszukali w koncu lekkomyslna grupe: niektóre osoby jednak zdazyly juz zamarznac. Wzywajacy pomocy mezczyzna zupelnie zesztywnialy otwieral usta do krzyku, ale jego zmarznieta krtan nie wydawala zadnego dzwieku.
Pewnej zimy 4 osobowa grupka narciarzy zostala zaskoczona nagla zmiana pogody i szybkim nadejsciem nocy. Gospodarz schroniska w Markowych Szczawinach zaniepokojony ich dluga nieobecnoscia zorganizowal poszukiwania. Rankiem trzeciego dnia pod grania Kosciólków odnaleziono dwie pary kobiecych nart bez kijków, a potem jeszcze pare meskich nart równiez bez kijków. Po wielu godzinach ktos spostrzegl wystajacego z pod sniegu jednego z czwórki, który nie zdjal nart i zastygl w niedokonczonym telemarku kilkanascie metrów ponizej schroniska. 130 metrów dalej snieg zasypal 19-letnia dziewczyne. Czwartego dnia w odleglosci ok. 100 m od schroniska odnaleziono jeszcze cialo drugiej dziewczyny. Na zwloki czwartej ofiary, kierownika wyprawy natknieto sie dopiero w polowie maja, w gestwinie lesnej 200 m powyzej gajówki na Przywarówce.

Bieszczady, czyli gdzie diabel mówi dobranoc
Czy byliscie kiedys w Bieszczadach? Jesli nie, to zalujcie, to jeszcze wciaz kawal dzikiej i nie skazonej przyrody. A bieszczadzkie góry - poloniny, choc wygladaja dosc lagodnie, wcale latwe nie sa dla niewprawnych turystów. Podobno w latach 70-tych wlóczyl sie po poloninie Wetlinskiej czarny kon. Ludzie - tak nieliczni w tych okolicach, cmokali na niego, chcac czestowac chlebem. Kon rzal, odbiegal kawalek i zatrzymywal sie, jakby zapraszal, aby isc za nim. Podazajacy za nim gubili szlak, wpadali w wykroty skrecajac nogi. Kon wtedy rozplywal sie we mgle.

Jak to mozliwe ze w tej czesci Polski brak jest (poza jedna: Smolnik) nazw niesamowitych. Bieszczady pochodza od slowa bies czyli diabel. Nie wykluczone, ze bies mógl przybierac postac czarnego konia.




Zmieniony przez - Angel... w dniu 2007-05-05 19:54:19

Znawca -
 
Angel...
 Wysłana - 5 maj 2007 19:56      [zgłoszenie naruszenia]





~Zamek w Czorsztynie

Wypalone ruiny średniowiecznego zamku w Czorsztynie są wyjątkowo malownicze: wyglądają dokładnie tak, ja ruiny wyglądać powinny: samotnie i ponuro. Znajomym z Krakowa zdarzyło się kiedyś przeżyć taką historię: trzej panowie - uczestnicy zgrupowania naukowego - wybrali się do monopolowego w Czorsztynie po zaopatrzenie. Coś ich podkusiło (3 piwo?) i zamiast prościutko na kwaterę powędrowali z plecakami pełnymi szkła drogą do zamku. Pora był grudniowa, więc szybko się ściemniło. Nigdy nie chcieli opowiedzieć co dokładnie się stało i co widzieli. Faktem jest, że wrócili biegiem krzycząc z przerażenia, bez cennych plecaków, z ubłoconymi twarzami i kompletnie mokrymi ubraniami. Mówili tylko w kółko, że to niemożliwe. Ze strzępków zdań można się było domyśleć, że jakieś widmo spod ruin wciągnęło ich do Dunajca. Może to duch spalonego zamku a może zatopionej wsi?


Zmieniony przez - Angel... w dniu 2007-05-05 19:59:35

Znawca -
 
Angel...
 Wysłana - 5 maj 2007 20:00      [zgłoszenie naruszenia]



~Zamek w Niedzicy

Chyba nie ma w Polsce drugiego obiektu, z którym związanych byłoby tyle niesamowitych opowieści. W zamku tym położonym na wysokiej skale nad Dunajcem panuje rzeczywiście niezwykła atmosfera. I nic dziwnego - tam właśnie więziono Janosika i innych rozbójników, a przyrządy do tortur zachowały się do dziś w lochach zamkowych. Tam schroniła się inkaska księżniczka Umina, która przed swą skrytobójczą śmiercią ukryła pod progiem Średniego Zamku testament Inków. Tam podobno ukazuje się czasem szczególnym gościom pod postacią białej damy duch ostatniej właścicielki zamku, Ilony Salamon pochowanej 35 lat temu na pobliskim cmentarzyku. A niekiedy tylko gasną świece, słychać kroki w podcieniach kierujące się na dziedziniec.

Tajemnicza atmosfera, potęgowana przez szczególną "labiryntową" architekturę tego miejsca sprawia, że niezwykle udają się w Niedzicy seanse spirytystyczne. Chętnych do udzielania informacji duchów przychodzą na wezwanie całe rzesze. Niestety większość z nich bełkocze lub mówi po węgiersku. Mistrzowie ceremonii twierdzą, że to duchy więźniów torturowanych w lochach lub byłych węgierskich właścicieli i ich służby. Nasz informator był świadkiem takiego seansu, na którym została przepowiedziana katastrofa zapory na Dunajcu - miało to mieć miejsce w 1999 r. Na szczęście przepowiednia się nie spełniła. Dalej więc z baszty Górnego Zamku można podziwiać rozległy wspaniały widok na okolicę i na nieszczęsną tamę, której budowa wzbudzała tyle emocji, na zalew, którego wody zatopiły część osady Czorsztyn.

Znawca -
 
Dzudi90
 Wysłana - 5 maj 2007 20:01      [zgłoszenie naruszenia]

ciekawe

a slyszeliscie cos o tym domu pod Krakowem na tej drodze co sie jedzie do Proszowic, Kazimierzy Wielkiej ?
_______________________________
 
Jesli będziecie się lekac,nigdy nie poznacie bohatera którym było pisane wam się stac.

Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy etc ®®

 
Angel...
 Wysłana - 5 maj 2007 20:05      [zgłoszenie naruszenia]



~Ruiny Zamku Ojcowskiego

Na Szlaku Orlich Gniazd spotykamy wiele zrujnowanych zamków. Trwałą ruiną jest też zamek w Ojcowie, upośledzony trochę, bo zarośnięty dorodnymi bukami i brzozami stał się prawie niewidoczny. Jednak prowadzi do niego całkiem wygodna droga, dziwiliśmy się więc, dlaczego nie potrafimy jej znaleźć, klucząc i błądząc wokół przez dobrą godzinę. Przed bramą stanęliśmy, gdy słońce zabarwiało krwistą czerwienią wapienne bloki i pnie brzóz. Zmartwiliśmy się, że jest już za późno na zwiedzanie. Wtedy u wejścia pojawił się staruszek kustosz i zaprosił nas do wejścia. Podaliśmy mu pieniądze aby kupić bilety wstępu. "Myśleliśmy, że już nikogo tu nie ma" - powiedziałam. "Nigdy nie jest tak, żeby tu nikogo nie było" - staruszek zaśmiał się i wydał nam resztę. Zwiedziliśmy ocalałą basztę, potem rozejrzeliśmy się po ruinach. Oprócz nas była tam najwyraźniej jeszcze jedna turystka - w jasnej sukni, którą słońce barwiło na czerwono, siedziała na cembrowinie studni o głębokości, jak napomknął kustosz, szesnastu pięter, (30 sążni). "Niebezpiecznie tak siadać" ktoś powiedział. Kobieta wstała, uniosła ręce nachyliła się nad cembrowiną i bezgłośnie znikła w otchłani. Przerażeni podbiegliśmy do studni - wewnątrz zamocowano solidną kratę, aby nikt nie mógł wpaść do środka. Doszliśmy do wniosku, że to było zbiorowe przewidzenie; byliśmy głodni i zmęczeni po całym dniu zwiedzania, więc mogło się to zdarzyć.

W restauracji na Złotej Górze osłupiały kelner zapytał "Co mi pan tu daje?" Na stoliku leżała archaiczna moneta z zatartym wizerunkiem..

Zmieniony przez - Angel... w dniu 2007-05-05 20:06:19

Znawca -
 
Angel...
 Wysłana - 5 maj 2007 20:14      [zgłoszenie naruszenia]

Alchemik z Nowego Sącza
Nocami na rynku w Nowym Sączu spotkać można zjawę człowieka, który w siedemnastym stuleciu uchodził za jednego z najznakomitszych alchemików Europy. To Michał Sędziwój nawiedza miejsca, gdzie spędził swoje lata chłopięce i ponoć pobierał pierwsze nauki.
Kroczy w uniwersyteckiej todze z podniesioną głową, jego postać nie rzuca cienia nawet przy pełni księżyca. Widmowe dukaty, które rozrzuca wokół, padajaą bezdzwięcznie i znikają nad ranem.
Przepowiednia głosi, że ten kto spotka alchemika, będzie miał szczęście, szczególnie w zdobywaniu wiedzy. Miejsce- Golub

Biała Dama z Golubia
Od stuleci zamek w Golubiu ma swojego ducha. jest to zjawa ludziom życzliwa. Na krużgankach i murach pojawia się bowiem Anna Wazówna w białej szacie i książęcym diademie na głowie, doglądając nocami swego starostwa.
Za życia spędziła w Golubiu wiele lat. Zamek podarowany Annie przez jej brata, króla Polski Zygmunta III Wazę, z krzyżackiej warowni został przebudowany na wspaniałą renesansową rezydencję. Anna szybko uczyniła golubski zamek miejscem spotkań ludzi uczonych. Założyła w zamku bibliotekę i ogród botaniczny (to tu podobno po raz pierwszy na naszych ziemiach wyhodowano tytoń), a także aptekę, w której sama warzyła ziołowe odwary i ucierała maści.
Dla swych poddanych Anna byla dobrą i łaskawą panią, fundowała nawet stypendia dla zdolnych chłopców. Po jej śmierci w 1625 roku zamek podupadł, a pozniej, podczas szwedzkiego potopu, podzielił los wielu polskich kaszteli.
Biała Dama z Golubia jest jedynym widmem, które materializuje się raz do roku w obecności licznie zaproszonych gości. Kiedy w Golubiu odbywa się słynny bal kostiumowy, a dzieje się to co rok w ostatnią sobotę karnawału, o północy w drzwiach ukrytych w murze staje Biała Dama i spełnia puchar wina wręczany jej przez aktualnego gospodarza zamku.

Biała Dama z Kórnika
W dawnym Pałacu Działyńskich w kórniku w pobliżu Poznania pojawia się nocami widmo dawnej pani tego zamku Teofili Z Działdyńskich Szołdrskiej Potulickiej. Jak wyglądała za życia przypomina portret francuskiego malarza Antoniego Pesne, przedstawiający młodą jeszcze kobietę w białej peruce i takiejż krynolinie pochylającą się w dworskim ukłonie.
Nocą tuż przed dwunastą, dama na portrecie ożywa, wychodzi z ram i aż do świtu przechadza się po salach i parku. W rodzinnej tradycji Działdyńskich zachowało się wiele opowieści o pani Teofili, która byla daleką prababką tej rodziny. Żyła w wieku osiemnastym. Była podobno niezwykle jak na owe czasy wykształcona, całymi kuframi sprowadzała księgi z Paryża, miała nawet pracownię, gdzie wykonywała doświadczenia chemiczne. Przeżyła dwóch meżów, z ktorymi nie byla chyba zbyt szczęśliwa.
Zdaje się, że pani Teofila, jak wielu arystokratów w owym okresie nie byla zbyt pobożna, zaniesbywała praktyki religijne i wiodła spory z miejscowym proboszczem. W obrębie jej dóbr znajdoway się ruiny dawnego myśliwskiego zameczku rodu Górków, którzy niegdyś władali tymi ziemiami. Podobno w piwnicach budowli ukryli oni skarby, powierzając nad nimi pieczę złym mocom. Moc ich mogła być tylko wtedy pokonana, jeśli na miejsce to uda się ksiądz z procesją. musi jednak uważać, aby nie zapomnieć niczego z przepisanych obrzędów, a probować może tylko trzy razy.
Podobno za czasów pani Teofili trzykrotnie wybierał się bniński proboszcz, aby uwolnić skarby od niesamowitych strażników, ale za każdym razem coś przeoczył. Pani Teofila śmiała się z niego i kazała rozebrać ruiny a ceglu użyć na budulec. Skarbów nie znaleziono.

Sroga Pani z Suchej Beskidzkiej
Na krużgankach, korytarzach i dziedzińcu renesansowego zamku w Suchej Beskidzkiej pojawia się widmowa postać damy w czarnym stroju, jaki w osiemnastym stuleciu nosiły owdowiałe matrony wysokiego rodu.
Niewidzialna ręka otwiera drzwi w amfiladzie komnat, zimny podmuch daje się odczuć, gdy ma się pojawić. Zamkowa opowieść głosi, że jest to widmo Anny Konstancji z lubomirskich Wielopolskiej secundo voto Małachowskiej, władającej tymi ziemiami w latach 1689 - 1725.
Była ona kolejno żoną dwóch magnatów - Jana Kazimierza Wielopolskiego, który wkrotce po ślubie zmarł zapisując jej wielkie dobra zwane "państwem suskim", drugi mąż - Stanisław Małachwoski uczynił Annę Konstancję jeszcze bogatszą, ale i z nim zaledwie trzy lata pozostawała w małżeńskim stanie. Ludzie rowni jej stanem podziwiali energię i rozsądek, z jakim młoda jeszcze wdowa zarządzała majątkiem. Ale poddani - mieszczanie i chłopi drżeli przed Srogą Panią suskiego zamku.
Anna Konstancja miała iście żelazną rękę. Ustanowiła kodeks praw dla poddanych, w Wieży Zegarowej na zamku sama sprawowała sądy. Nawet za drobne przewinienia wymierzała karę chłosty i skazywała na wtrącenie do lochu. Nieraz ubrana po męsku wyruszała na czele swych hajduków na wyprawy przeciw bandom zbójnicków kryjących się w karpackiej puszczy. Regułą było, że schwytanych skazywała na śmierć. jedna z takich egzekucji odbyła się w niedalekim Krzeszowie, a Sroga Pani osobiście dozorowała tracenia nieszczęśników.
Anna Konstancja dożyła sędziwego wieku. pochowano ją z wielką pompą w krypcie miejscowego kościoła. Poddani i służba odetchnęli, ale jescze nie wypaliły się znicze na grobowej płycie, kiedy na przykościelnym cmentarzu zaczęło pojawiać się jej widmo. Widywano zjawę nawet i wówczas, gdy dobra suskie przeszły na innnych właścicieli - Branickich a pózniej Tarnowskich.
Anna Konstancja prześladowała nie tylko pałacowych gości, ale również straż obywatelską istniejącą w Suchej w latach międzywojennych. Zmieniający się co noc wartownicy obchodzący ulice miasteczka, napotykali nieraz, ku swemu przerażeniu w pobliżu kościoła czy obok zamku cień we wdowim welonie.

Biała Dama z Niedzicy
Na dziedzińcu tak zwanego górnego zamku w Niedzicy i w pobliżu zamkowej kaplicy pojawia się w poszumie gwałtownego wichru kobieca postać w bieli, która wyrasta jak gdyby w nadnaturalnej wielkości zjawę, sięgającą sklepienia. legenda głosi że to duch nieszczęsnej księżniczki z kraju Inków Uminy, która tu w drugiej połowie osiemnastego wieku żyła przez lat kilka jako żona jednego z właścicieli zamku.
W połowie osiemnastego wieku potomek węgierskiej rodziny Sebastian Berzevicy wyruszył do Ameryki Połódniowej w poszukiwaniu przygód - i zapewne majątku. Po latach osiadł w Peru i tam ożenił się z indianką ze szlachetnego rodu z krwi dawnych władców państwa Inków. Mieli jedną córkę imieniem Umina, która w wieku piętnastu lat wyszła za młodzieńca z rownie świetnej inkaskiej rodziny, imieniem Tupak Amaru. W roku 1780 w Peru wybuchło powstanie przeciwko Hiszpanom, a na jego czele stanął krewny męża Uminy. Po upadku powstania Hiszpanie mścili się na wszystkich, którzy brali udział lub mu sprzyjali. Sebastian Berzevicy wraz z Uminą i jej mężem uszli do Europy, zabierając ze sobą część legendarnego skarbu Inków, przynależnego z mocy prawa rodzinie Tupak Amaru.
Ale i w Europie dosięgła ich zemsta Hiszpanów - męża Uminy zasztyletowano w weneckim zaułku. Na krótko przed jego śmiercią Umina urodziła syna. Stary Berzevicy postanowił wraz z Uminą i wnukiem powrócić do zamku nad Dunajcem.Po roku w niedzickim zamku Uminę zasztyletowano na dziedzińcu przed wejściem do kaplicy. Aby ocalić wnuka, Berzewicy kazał go zaadoptować swym dalekim kuzynom Beneszom, przepisując na nich majątek.
Antoni - bo takie imię wymienia się w akcie adopcji - znał tajemnicę swego pochodzenia i skarbu Inków. Na łożu śmierci zaklinał swych synów, aby nie szukali bogact władców Peru, gdyż ciąży na nich przekleństwo. Uminę podobno pochowano pod kaplicą w srebrnej trumnie, a pod całun włożono dokument sporządzony pismem węzełkowym "kipu", może testament Tupak Amaru, a może wskazówkę, jak dotrzeć do skarbu? Niestety, pomimo szczegółowych badań archeologicznych nie znaleziono ani trumny Uminy, ani skarbu.

Błękitna Dama z Łańcuta
Jest zjawą nie budzącą grozy, a ci, którzy się z nią zetknęli, opowiadają o jej niewątpliwej urodzie i pięknej błękitnej krynolinie. Trudno zresztą się dziwić - wszak za życia byla jedną z najwytworniejszych pań polskiego rokoka, słynną sawantką i miłośniczką sztuki. Aże od wczesnej młodości ubierała się w błękitne krynoliny, już za życia nazwano ją "Błękitną Markizą".
Izabela z Czartoryskich Lubomirska, żona marszałka wielkiego koronnego Stanisława Lubomirskiego jest tą, której piękny pałac w Łańcucie zawdzięcza swą świetność. Zakochana bez wzajemności w swoim kuzynie królu Auguście Poniatowskim, pocieszała się snując gorliwie polityczne intrygi, kolekcjonując dzieła sztuki i hołdując francuskiej modzie. W testamencie nakazała, by na ostatnią drogę ubrano ją w jedną z błękitnych toalet.
Podobno można zobaczyć ją nieraz jak przechadz się w galerii rzezby, czy w zamyśleniu patrzy na posąg Amora dłuta Canovy, do którego pozował w dzieciństwie jej ukochany wychowanek książę Henryk Lubomirski. Czasem można spotkać zjawę w dawnym buduarze księżnej marszałkowej, jak spoczywa na sofie. Kiedy ktoś nieoczekiwanie wejdzie do pokoju, zjawa znika w jednej chwili.

Diabeł z Łańcuta
Tak nazywali sąsiedzi Stanisława Stadnickiego staroste zygwulskiego, szlachcica żyjącego w siedemnastym wieku, który swym warcholstwem i nieposłuszeństwem wobec władzy wzbudzał przerażenie i nienawiść swych poddanych, sasiadów i krewnych.
Zgromadziwszy oddział takich jak on warchołów i okrutników kpił sobie z wyroków sądowych, najeżdżał dobra sąsiadów,palił, grabił, mordował. Urządzano przeciw niemu istne ekspedycje karne, ale Stadnicki w obronnym łańcuckim zamku potrafił wraz z załogą odeprzeć każde oblężenie.
Wreszcie zginął z ręki jednego ze swych kamratów, podobno przekupionego przez rodzinę Zebrzydowskich, którym Stadnicki bardzo dawał się we znaki, pustosząc ich dobra, paląc zbiory i porywając poddanych.
Po śmierci Diabeł Łańcucki nawiedza swe dawne włości jako jezdziec w rozwianej opończy na czarnym koniu, galopujący po drodze prowadzącej z pałacu na dworzec, albo w też mniej przerażającej postaci - w stroju siedemnastowiecznego szlachcica - przechadza się po pokojach w najstarszej części pałacu.

Czarna Dama z Pałacu Wielopolskich (Kraków)
Najczęściej wymieniane w krakowskich opowieściach o duchach, widmo młodej, pieknej kobiety w czarnej szacie, z długimi czarnymi włosami pojawia się i dziś, choć dawny Pałac Wielopolskich od stu lat z góra został zamieniony na urząd miejscki.
Z Czarną Damą wiąże się opowieść zapisana przez biskupa krakowskiego Łętowskiego, który miał słyszeć ją na spowiedzi od jakiegoś stuletniego księdza na łożu śmierci.
Ksiądz ów jako wikary w pierwszym roku po wyświęceniu uczestniczył w dziwnym i prezrażającym zdarzeniu. Otóż w burzliwą noc jakiś człowiek w płaszczu z kapturem zastukał w okno wikarówki i poprosił go, aby pojechał z nim do umierajego. Ksiądz wraz z kościelnym wsiedli do karety, której okna były szczelnie zasłonięte. Jechali długo skręcając w coraz to inne ulice, a kiedy konie stanęły, zawiązano im oczy. Na miejscu zdjęto przepaski z ich oczu, ksiądz zobaczył, że znajdują się w bogato urządzonej sali. Za stołem pokrytym czarnym suknem siedział starszy mężczyzna w masce, obok niego młoda zapłakana dziewczyna w czarnej sukni. Mężczyzna kazał wyspowiadać przerażoną dziewczynę i przygotować ją na śmierć. Kiedy ksiądz zaprostestował, mężczyzna zagroził mu ścięciem i wskazał na ukryte w murze drzwi, w których stanął kat w czerwonym płaszczu i kapturze.
Przerażony duchowny wyspowiadal pannę i udzielił jej komunii, a wtedy kat sciął jej głowę. Ksiądz i duchowny byli bliscy omdlenia, więc podano im ku pokrzepieniu wino. Księdzu jednak tak trzęsły się ręce, że rozlał wino, kościelny zaś wypił swój kieliszek do dna. Znów zawiązano im oczy i odwieziono pod wikarówkę.Kościelny jeszcze tej nocy zmarł w męczarniach, ksiądz ciężko pochorował się,,wino bowiem było zatrute.
Po latach, kiedy wezwano go do pałacu Wielopolskich, by oddał ostatnią poslugę, rozpoznał salę, gdzie odbyła się egzekucja. Historię tę, prawie w niezmienionej wersji powtarza też anonimowy druk Panowie Wielopolscy w Krakowie z początku dziewiętnastego wieku, wyjaśniając, że nieszczęsną pannę spotkał tak straszny los, gdyż pałała występną miłoscią do pokojowca.
Odtąd na rodzinie Wielopolskich ciążyć miało przekleństwo, zaś w Pałacu pojawiła się Czarna Dama.
W latach międzywojennych, kiedy zaczęto kuć mury dawnego pałacu, w jednej z sal na pierwszym piętrze natrafiono na niszę, gdzie znaleziono szkielet młodej kobierty odzianej w resztki sukni z czarnego aksamitu.

Czarny Pies z Ogrodzieńca
Można go zobaczyć, jeśli wieczorami lub nocą znajdzie się wśród ruin starego gotyckiego zamku w Ogrodzieńcu, wzniesionego ongiś wśród poszarpanych i przedziwne kształty przybierajacych skał wapiennych Jury Krakowsko - Częstowchowskiej.
Pies ten znacznie większy od zwykłego, olbrzymiego nawet psa, ciągnie za sobą długi, brzęczący łańcuch, oczy jego płoną, sierść jest smoliście czarna.
Stara powieść głosi, że tak po wsze czasy pokutuje kasztelan Stanisław Warszycki. Ten okrutny pan tu właśnie, na zewnętrznym dziedzińcu zamku, urządził grotę zwaną "Męczarnią Warszyckiego", gdzie torturowano opornych poddanych. Równie okrutnie popczynał sobie ze służbą, a nawet z domownikami. Podobno i własną żonę skazał na publiczną chłostę.
Widmowy pies strzeże skarbów, które Warszycki przed potopem szwedzkim ukrył w podziemiach zamku. Większość tych bogactw miało by wypłaconych kasztelanowi Męcińskiemu, który ożenił się z jego córką z pierwszego małżeństwa - Barbarą. Jednakże posag nigdy nie dostał się rodzinie Męcińskich. Kiedy po śmierci Warszyckiego rodzina przeszukiwała komnaty, gdzie - jak wydawało się - powinny być skarby, nie odnaleziono ani jednego talara. być może kasztelan obawiając się grabieży zamku przez najezdzców schował swe skarby głęboko w lochach.
Większa część piwnic wydrążonych w wapiennych skałach pod zamkiem została zresztą wysadzona jeszcze przed oblężeniem, aby zapobiec atakom Szwedów. Może to właśnie kasztelan w postaci czarnego psa pilnuje ukrytych skarbów?

Czerwony upiór z Grodzca
Dawny piastowski zamek Grodziec na Dolnym Sląsku ma swego przerazającego ducha. Jest nim widmowy rycerz zwany Czerwonym Upiorem, którego spotkać można błądzącego po zamkowych komnatach i wewnętrzym dziedzińcu.
Kościotrup w zbroi i w długiej purpurowej opończy straszył już w czasach legnickich piastów, zapiski o tym niesamowitym zjawisku pochodzące z dziewiętnastego wieku zachowały się do dizs. W latach powojennych polscy osadnicy widzieli wyraznie upiora stojącego na szczycie najwyższej baszty zamkowej.
Trudno z całą pewnością stwierdzić, który z dawnych właścicieli pokazuje się w zamkowych komnatach, gdyż zanim zamek dostał się legnickim Piastom przez wiele dziesiątków lat był gnizdem rycerzy rozbójników. Niejeden z nich poległ w czasie łupieskiej wyprawy, niejeden z wyroku księcia położył głowę pod topór kata na rynku w pobliskim Lwówku Sląskim czy Legnicy.
Z pojawieniem się Czerwonego Upiora wiąże się też piękne średniowieczne podanie o kasztelanie imieniem Jan. Panu temu - bezlitośnie gnębiącego poddanych - ukazał się w czasie uczty Czerwony Upiór, a kasztelan tak bardzo przeraził się, że uwaolnił wszystkich więzniów i poświęcił resztę życia na spełnianie dobrych uczynków, posty i modły. Gdy zmarł, rzezbę przedstawiającą jego głowę wmurowano w ścianę komnaty rycerskiej.
Minęły lata i na Grodzcu zasiadł jego wnuk i imiennik, równie okrutny jak w młodości jego dziad. pewnego dnia sprawował sąd nad poddanymi, którzy nie zapłacili mu daniny. Kiedy jakiegoś biedaka skazał na śmierć głodową, z ust kamiennej głowy posypaly się dukaty. Wydarzenie to wstrząsnęło chciwym panem tak bardzo, jak niegdyś pojawienie się Czerwonego Upioera jego dziadem. Uwolnił skazanych i zezwolił swej córce Agnieszce poślubić książęcego drużycznika, a swe dobra przekazał młodej parze.
Trzy wczesnorenesansowe rzezby głów: młodej kobiety, rycerza w hełmie i starszego mężczyzny z otwartymi ustami przypominają o tym niezwykłym wydarzeniu.

Dama z Sokolnikiem (Tuczyn)
W pięknie położonym nad jeziorem zamku w Tuczynie, niegdyś należącym do wielce zasłużonego rodu Wedlów - Tuczyńskich pojawiają się dwa widma: giermka z sokołem na ramieniu i młodej kobiety w bieli.
Zamkowa opowieść wiąże owe zjawy z wypadkami, jakie rozegrały się na początku czternastego wieku. W owym czasie jeden z Tuczyńskich ożenił się z piekną panną należącą do świetnego wielkopolskiego rodu. Być może przymuszono ją do małżeństwa, bo między małżonkami rychło zaczęły się niesnaski, a gdy pan zamku na wezwanie króla pociągnął ze swym pocztem do Krakowa, pani nawiązała tajemny romans z młodym sokolnikiem. Kochankowie spotykali się we wschodniej wieży, gdzie pani dla niepoznaki kazała ustawić swe krosna i kołowrotek.
Po kilu miesiącach powrcił mąż, urządzono wielkie polowanie na wodne ptactwo z udziałem całego dworu. pani strzelając z kuszy do stada cyranek, trafiła sokolnika. Młodzieniec zmarł jeszcze tego wieczora. Zrozpaczona kasztelanowa zamkneła się w swej komnacie w wieży.
Po jakimś czasie znaleziono ją martwą. Służba szeptała że sama sobie zadała śmierć wypijając truciznę. Kiedy już pochowano ją w rodzinnej krypcie, zaczęły dziać się niewytłumaczalne zjawiska: zza zamkniętych drzwi pokoju na wieży dochodził turkot kołowrotka. Straż obchodząca nocą mury widziała w oknie tej komnaty migocące światła, w szpalerach wiryndarza przechadzała się o zmierzchu zmarła pani otulona białą opończą - całunem. Sokolnicy zauważyli, że wieczorami sokół trzepoce niespokojnie skrzydłami i wydaje głos, jakim ongi witał opiekującego się nim młodzieńca. Po latach kasztelan Tuczyński ożenił się po raz drugi i smutne wydarzenie zatarłoby się w ludzkiej pamięci, gdyby nie wciąż ukazujące się zjawy.

Fantomy z Pieskowej Skały
Zamek w Pieskowej Skale koło Krakowa ma widmowych mieszkańców, którzy tylko nocami odwiedzają jego mury.
Błądzi więc po dziedzińcu i korytarzach mężczyzna w długiej czarnej opończy z kapturem, który jakby skrywa ściętą z królewskiego wyroku głowę. W takiej właśnie postaci pojawia się dawny pan na Pieskowej Skale Krzysztof Szafraniec - warchoł i pieniacz występujący przeciw królewskiej władzy. W roku 1580 został ścięty na Rynku Krakowskim z wyroku Stefana Batorego. Ciało jego pochowano w podziemiach kościoła Domiikanów, niedaleko miejsca kazni, a duch jako bezgłowy upiór powraca nocami do swojej posiadłości.
Drugie widmo Pieskowej Skały to nieszczęsna Dorota - za życia była żoną jednego z kasztelanów tego zamku. Zazdrosny mąż podsłuchał, jak spowiadała się księdzu w zamkowej kaplicy z miłości do nadwornego lutnisty, i kazał wtrącić ją do lochu skazując na śmierć głodową. Zjawa Doroty nieraz widywana jest na pierwszym piętrze, w sieni, gdzie niegdyś była zamkowa kaplica. Kobieta w ciemnej opończy zarzuconej na suknię klęczy z twarzą zwróconą ku ścianie. Gdy podejdzie się blicko niej - rozwiewa się w powietrzu.

Rycerz z Melsztyna
Na wąskiej kamienistej drodze wijącej sie zboczem góry, na której szczycie widnieją dziś ruiny dawnego zamku Melsztyńskich, spotkać można wieczorami zjawę konnego rycerza w zbroi jadącego z rozwianym proporcem w kierunku zamku. Z ramion jezdzca spływa długi, czarny płaszcz, jedzie na karym olbrzymim koniu okrytym ciemnym czaprakiem.
Ten wspaniały niegdyś zamek na szczycie góry nad Dunajcem wzniósł Spycimir Leliwita, który tak gorliwie popierał księcia Władysława walczącego o zjednoczenie państwa polskiego, że gdy Łokietek został królem, nadał mu godność wojewody i urząd kanclerza. Syn jego, Jan, był kasztelanem krakowskim, pierwszym panem w Polsce i właścicielem rozległych dóbr. Ale - jak można sądzić - nocami do Melsztyna wraca duch innego jeszcze Leliwity - Spytka Drugiego, który mianowany w młodym wieku wojewodą krakowskim, mając lat trzydzieści zginął w 1399 roku w bitwie z Tatarami pod Worsklą. Rycerski ten pan był mężem ulubionej dworki królowej Jadwigi, Elżbiety Laczkjfi, córki wielorządcy Siedmiogrodu.

Nawiedzony dom z Wierchomli (Nowy Sącz)
Zagroda ta znajdowała się niegdyś we wsi Wierchomla Wielka koło Piwnicznej i otaczała ją ponura sława miejsca nawiedzonego. Podobno przed wieloma laty, być może jeszcze w ubiegłym wieku, któryś z właścicieli zginął tragicznie czy popełnił samobójstwo. Odtąd w chacie słychać było dziwne stukoty i trzaski, czasem dzwięczały szyby a sprzęty same przesówały się od ściany do ściany.
Gdy przed dwudziestu laty na przedmieściach Nowego Sącza urządzono park etnograficzny, z czterech regionów Ziemi Sądeckiej przeniesiono tam najstarsze i najbardziej charakterystyczne dla ludowej architektury tych okolic budowle. Wśród nich znalazła się nawiedzona chata z Wierchomli, zakupiona od dotychczasowych właścicieli wraz ze wszystkimi sprzętami. Kiedy w izbach wszystko stanęło już na swoim miejscu, chatę zamknięto na klucz. Gdy po kilku dniach pracownicy skansenu weszli do urządzonego z całą pieczołowitością wnętrza, ze zdziwieniem zobaczyli że większość mebli jest odsunięta od ścian, a niektóre drobne przedmioty leżą porozrzucane w nieładzie na podłodze. W kilka dni potem stróż nocny skansenu obchodząc zabytkową wioskę zobzaczył na kamiennych schodkach przed tą właśnie chatą skulony ciemny kształt przypominający zgarbionego człowieka, siedzącego z twarzą ukrytą w dłoniach. Gdy podszedł bliżej, usłyszał jakby stłumiony płacz, kiedy odezwał się - zjawa zniknęła...

Znawca -
 
Angel...
 Wysłana - 5 maj 2007 20:21      [zgłoszenie naruszenia]

Dzudi - nie nie slyszalam, a co tam sie dzieje ciekawego?

Znawca -
 
senderos
 Wysłana - 5 maj 2007 20:26      [zgłoszenie naruszenia]

Dzudzi: koło wsi takich jak Skalbmierz i Baranów ? Ja słyszałem, ale tylko dlatego, że w Baranowie mieszka moja babcia. Sam jestem z Poznania i ******le te bajeczki
_______________________________
 
'od miasta do miasta, po mistrzostwo i basta!'

Lech Poznań

 
Dzudi90
 Wysłana - 5 maj 2007 21:46      [zgłoszenie naruszenia]

no podobno nawiedzony...

raczej nie kolo tych wiosek^^

pare kilometrow od Krakau
_______________________________
 
Jesli będziecie się lekac,nigdy nie poznacie bohatera którym było pisane wam się stac.

Kim jesteśmy, dokąd zmierzamy etc ®®

 
Mada_182
 Wysłana - 6 maj 2007 13:16      [zgłoszenie naruszenia]

W Puszczy Białowieskiej jest takie miejsce,krąg Celtów,może nie jest on nawiedzony,ale przepełnia go energia,wchodzisz tam i czujesz lekkość bytu,odprężenie,wszystko jest wyciszone,nie słychać śpiewu ptaków,świstu wiatru,ani niczego takiego.Cisza po prostu.Kilka razy tam byłam i za każdym razem jest tak samo.Zdjęcia robione w kręgu zazwyczaj są rozmazane,mało co na nich widać.Nie wiem jak to wytłumaczyć,ale wrażenia za każdym razem są ekscytujące

I raczej nie ma tam duchów
_______________________________
 
You say I'm selfish
I agree with you on that

 
slaweh
 Wysłana - 6 maj 2007 19:01      [zgłoszenie naruszenia]

o tych zjawach w łańcuckim zamku to musiałbym zapytać kumpla, który pracuje tam jako ochroniarz
_______________________________
 

robie swoje, ryzyko jest Moje.

ludzie niepijący są zupełnie inni niż ja %-)

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]


Odpowiedzi jest na 8 stron.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia | Wyślij odpowiedź

Nawiedzone miejsca w Polsce

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8
 
Warto przeczytać: Stygmaty & stygmatycy | Reikarnacja - przypadek Marcinka | Katastrofa Tunguska | Prawdziwa historia o reinkarnacji - ten tekst powinien przeczytać każdy z Was! | Duchy, zjawy, poltergeisty | Fotka syreny z Filipin | VooDoo | droga A2 - straszy? | Skrzaty | Miał z was ktos stycznosc z aniołem strózem? | 23 minuty w piekle. | książki- ezoteryka | Deszcz żywych zwierząt - to zdarzyło się w Polsce! | dualizm korpuskularno-falowy - do rozmyslan dla was dzieci! | Umierał 68 razy i żyje! | Z czoła dziewczynki wydobywają się... kawałki szkła. | bimberboy | od sprzedawcy kunte bez A adnej | wojskowe filmy instruktażowe | rudy | pitrekk | house | zamiast w klubie | wojna polsko ruska | korea północna | niedziela | bigbrother | vicky | Elegia na powrót umarłych poetów | stilo | pokazac | dziela | antychryst | konkwista 88 szary czlowiek | Biznes

 
Polecamy: KSW | Komputery | Nauka

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2014 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0