FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 16312 razy ¬
 
ROZRYWKA | Uzależnienia i Używki
Otwórzcie oczy ! 
[powiadom znajomego]    
Autor "Otwórzcie oczy !"   
 
komitywa
 Wysłana - 21 grudzień 2005 14:08        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

Cześć, mam tu artykuł z magazynu LAIF znaleziony na łamach serwisu hyperreal.info. Mimo iż tekst jest długi bardzo mocno zachęcam do jego przeczytania ponieważ, niektórym ludziom może ukazać problem 'narkotyków' z całkiem innej perspektywy. Lektura jest wciągająca, mam nadzieję, że nie zniechęci Was jej długość.





Ach, te używki... Czy clubbing istnieje bez dragów? Oczywiście, ale nie ma się co oszukiwać - są istotną częścią tej kultury. Dlatego też przygotowaliśmy LAIF Special - trzeba wiedzieć, gdzie kryje się ryzyko.

Filozofia ćpania
Odurzamy się odkąd zaczęliśmy ewoluować. Przypuszczalnie zaś nawet wcześniej. Dlaczego? Nie wiadomo. Tak było, jest i będzie i nikt tu nic nie zmieni. Rozwiązania problemu nadużyć na próżno szukać w planach zmiecenia z powierzchni ziemi wszelkich mózgotrzepów. Równie mądra byłaby chęć wyplenienia AIDS poprzez zakaz seksenia się. Czy jednak należy przyzwolić na totalną narkotyczną Sodomę i Gomorę? Bierzesz? Zastanów się, czy warto. Ale trzeźwość też potrafi odurzyć, oj potrafi. Ilu znasz stuprocentowo straight osób, które wyznają zasadę maksymalniej trzeźwości? Czy masz za sobą choć jeden dłuższy okres bez piwka, herbaty czy papierosa? Jeśli tak - gratuluję, jesteś osobą, która w pełni dorosła do narkotyków. Narkotyki są wszędzie! W szkole, w pracy, w domu. Wiele osób nie wyobraża sobie spotkania w grupie bez jointa czy piwa. Uświadom sobie, jak bardzo bezpośrednio dragi dotykają twojego życia! Nie zapomnij, że nie można utożsamiać czasu działania narkotyku z koniecznością obecności substancji w organizmie. Przykładem tego są chociażby objawy głodu - czy to tytoniowego, czy morfinowego. Oczywiście co innego oddziaływanie, które polega na zmianie postrzegania otoczenia. To, co może przez przeciwników narkotyków zostać uznane za "trwałe ślady na psychice". Gdy czytamy dane policyjne na temat poszczególnych substancji, najbliżej prawdy są opisy halucynogenów. Pytanie jednak, jak rozumieć owe "ślady". Dobra lektura też zostawia ślady. Tak samo jak dobry film, udana dyskusja czy piękne życiowe chwile. Dlaczego ustalać odgórne, jakim sposobem należy horyzonty poszerzać, a jakim nie. Jeśli granice poznania istnieją, należy je przynajmniej oddalać. Nie wszyscy chcą otwierać wrota percepcji kluczem religii, filozofii czy medytacji... Porozwodziliśmy się trochę na temat kosmologii ćpania, pora wrócić na ziemię. Chociaż nie tak nam bliską. Byłeś kiedyś w Ameryce Południowej? My nie, ale znamy kogoś, kto był Próba odpowiedzenia sobie na pytanie, czym dla człowieka jest narkotyk, byłaby niepełna bez krótkiego przynajmniej opisania, jak to u pierwotnych mieszkańców rejonów na południe od Meksyku bywało. Swoją drogą, dużo do powiedzenia na ten temat miałby jeden z... kandydatów na Prezydenta RP. Stan Tymiński podczas pobytu w Peru miał do czynienia z napojem Ayahuasca. Co to takiego? Wywar ze specjalnego pnącza i liści odpowiedniego gatunku rośliny. Zawiera jeden z inhibitorów monoaminooksydazy (MAOi, konkretniej harmalina) - grupy środków stosowanych przy schorzeniach umysłowych, oraz N,N-dimetylotryptaminę (DMT), którą znajdziemy w wykazie substancji zakazanych niemal na całym świecie. Przy okazji - zarówno DMT jak i GHB i wiele, wiele innych środków występuje w stanie naturalnym w... naszych mózgach. Formalnie rzecz ujmując, każdy z nas jest nielegalny Amerykański sąd po wielu procesach pozwolił mniejszościom rdzennych mieszkańców na spożywanie napoju w celach religijnych. Podobnie rzecz się ma z zawierającym meskalinę, ubóstwianym przez Witkacego kaktusem - peyotlem. Skąd taka presja ze strony środowisk indiańskich? To, co w naszym "cywilizowanym" świecie uchodzi za dietę szaleńców bądź przedmiot eksperymentów, dla innych stanowi podstawę ceremonii religijnych. Wyobraź sobie, co by było, gdyby w Polsce zdelegalizowano krzyż.... Mnogość roślin stosowanych przez curanderos (czarowników) jest zaskakująca. Do myślenia daje także gorliwość, z jaką strzegą swoich sekretów. Wydany w dobrej wierze rytuał spożywania pewnego gatunku grzybów zaowocował natychmiastową izolacją psylocybiny. Po kolejnych wyprawach światu ukazał się LSD. Szamani dali cywilizacji najpotężniejsze narzędzia samoeksploracji. Co dostali w zamian? Wycieczki spragnionych nowych wrażeń bladych twarzy i druzgocące doniesienia o skutkach nieodpowiedzialnego stosowania ich daru. Studiując narkotykę wyższą teoretyczną i stosowaną, nie sposób nie dojść do fascynacji naturą. Pięknym przykładem przenikania się świata narkotyków z (wydawałoby się) ostoją niewinności jest muchomor czerwony. Występuje w bajkach dla dzieci jako domek dla krasnoludków. Czy to przypadek? Ów wesoły grzybek jest brany pod uwagę jako jeden z możliwych składników legendarnego napoju halucynogennego, somy. Wątpliwości nie pozostawiają efekty wywaru z kapeluszy samych muchomorów. Najczęstsze wizje dotyczą małego człowieczka-grzyba (ewentualni zainteresowani niech pamiętają, że jest to jeden z najbardziej niebezpiecznych powszechnie występujących dragów). Rośliny roślinami, grzyby grzybami, ale czy myślałeś kiedyś o odurzaniu się żabą? Jad ropuchy Bufo Alvarius zawiera 5-MeO-DMT oraz bufoteinę - jedne z mocniej działających tryptamin halucynogennych odkrytych przez dra Shulgina. Zażywa się ją m.in. poprzez polizanie, co stawia bajkę o królewiczu całującym ropuchę w całkowicie nowym świetle Na zakończenie wypada dodać coś na potwierdzenie tego, co już zostało powiedziane. Gałka muszkatołowa zawiera zbliżoną w budowie do psychoaktywnych amfetamin mirystycynę. Dawki, które potrafią wysłać człowieka na orbitę, można znaleźć w każdej kuchni. Podobnie rzecz się ma z... pietruszką. Malujesz płot? Kleisz buty? Napełniasz zapalniczkę? Robisz bitą śmietanę? Za każdym razem masz do czynienia z narkotykami, nieraz bardziej niebezpiecznymi i wymagającymi znacznie większej umiejętności w stosowaniu niż wiele popularnych nielegalnych substancji. Czy teraz już wierzysz, że narkotyki są wszędzie?

Amfetaminy
Bardzo duża grupa związków z jeszcze większą grupą użytkowników. Historia zatacza kółeczko - niejeden z nich znalazł swoje zastosowanie w lecznictwie, a czort wie, ile jeszcze mogłaby pomóc ludziom, gdyby nie politycy, który pragną "pomagać" sami. Podstawowa amfetamina, dostępna w aptekach jako benzydryna, początkowo miała służyć walce z narkolepsją. Z czasem jednak jej właściwości doprowadziły do poszerzenia zakresu stosowalności na zwykłą walkę ze zmęczeniem. Metylenodioksymetyloamfetamina (MDMA) wypromowana została przez małżonkę dra Shulgina (o kontrowersyjnej osobie doktora czytaj w LAIF-ie nr 28). Konserwatywnemu środowisku medycznemu trzeba jednak duuużo (za dużo...) czasu, by zaakceptować liczne sukcesy psychoterapii przy użyciu narkotyków.

Co, gdzie, jak, kiedy, po co i dlaczego?
Emocje, które wzbudzają, są uzasadnione. O narkotykach można mówić jako o narzędziu szatana, nieszkodliwej zabawce, one-way ticket czy wrotach świadomości. Wszystkie te określenia są równie prawdziwe, co bezwartościowe. Dlaczego bowiem, niech mnie ktoś oświeci, gros ludzi ma tendencje do generalizowania tego (i nie tylko tego) tematu? Wszystkie narkotyki są złe vs wszystkie narkotyki są dobre. Są też wielcy znawcy, którzy rysują grubą czarną kreskę i mówią: to są twarde narkotyki, a to są narkotyki miękkie. Super. Może ustalimy skalę miękkości i twardości? Błazenada na całej linii. Oczywiście, można posługiwać się tego typu określeniami jako orientacyjnymi skrótami myślowymi, ale nie jako konkretnymi kategoriami. Podziały są wszędzie. Nawet ludzi dzieli się na kategorie. Tylko czy ktoś pokusi się o stwierdzenie, że skoro Flip i Flap są diametralnie różni, to świat składa się z samych Flipów i Flapów? Nie sądzę. Dlatego przyjmijmy do wiadomości podstawowy fakt. Każdy narkotyk jest inny (wszyscy równi. Ufff... Teraz, skoro zdajemy sobie już sprawę z tego, że pomimo podobieństw każdy środek ma inne (czasem nieznacznie, ale jednak) działanie, możemy przystąpić do rzeczy. Chcemy odpowiedzieć na pytanie, czym są narkotyki. "() Substancje mogące stać się przedmiotem nadużywania" - twierdzi słownik PWN. Znakomicie. W takim razie ja dziękuję. O heroinie, telewizji, seksie i polityce w jednym pisać nie będziemy. Przynajmniej nie tym razem. Zastanówmy się wspólnie, czym są narkotyki? Oczywiście tyle odpowiedzi, ilu czytelników. Poszukajmy jednak jakiegoś wspólnego mianownika. Umówmy się, że myślimy o tym, co poprzez zażycie powoduje jakąkolwiek zmianę świadomości. Śmiejesz się? No tak, niestety w tym szczególnym przypadku choć na moment trzeba być precyzyjnym. Koniec gadania. Oto kilka podstawowych grup, na które możemy podzielić narkotyki ze względu na podobieństwo chemiczne lub działanie. Najwięcej miejsca poświęciliśmy oczywiście "najważniejszym klubowo"...

Alkohol (etylowy)
Pewnie wiesz, o czym mowa. Najpopularniejszy i siejący największe zniszczenia drag. Wedle różnych szacunków, 600-700 tysięcy uzależnionych żyje sobie w naszym małym, nadwiślańskim kraju. Krocie więcej sowicie nadużywających i nieskończone ilości pijących z tzw. umiarem (pośród nich ekipa LAIF-a. Pomimo społecznej akceptacji zażywania, alkohol jest naprawdę mocnym środkiem. Wystarczy porównać. Świat na trzeźwo i po półlitrze. Jednym z pierwszych kroków na ścieżce do pełnego zrozumienia słowa "narkotyk" (nie mówię w żadnym razie, że dysponuję jakąś wiedzą ostateczną - ja tylko staram się skłonić cię do myślenia tymi kategoriami), jest przyjęcie do świadomości pewnego prostego równanka. Alkohol równa się narkotyk.

Kawusia
Rzesze organizmów nie byłyby w stanie bez niej funkcjonować normalnie. A przynajmniej tak im się zdaje. Może nie jest to najbardziej szkodliwy, najmocniejszy czy jakkolwiek wyróżniający się swoimi właściwościami narkotyk. Tylko dlaczego wszyscy ją piją, a niektórzy nawet nadużywają (hej, Whitemax, jesteś narkomanem!)?

Halucynogeny (Psycho/e/deliki)
To nie tylko LSD (notabene dostępne w aptekach jeszcze w latach 60. jako Dilesyd) i grzyby. Niezliczona ilość tryptamin i część fenetyloamin może swobodnie z nimi konkurować, przynajmniej w niektórych aspektach. Nie o to jednak chodzi, by wymieniać substancje. Zainteresowanych odsyłam do Indeksu Mercka. Całkowicie inne spojrzenie na intoksykacje. Eksploracja najgłębszych zakamarków duszy, medytacja, swoista psychoanaliza, a dla niektórych także niepowtarzalna zabawka. Choć ręce świerzbią, gdy się słyszy, że "fajne wzorki" były

Tytoń
Biznesmeni, studenci, samotne matki, emeryci, księża i kierowcy PKS. Nie ma chyba takiej klasy, której przedstawiciele nie mieliby słabości do chwili przyjemnego (przynajmniej wg niektórych) otępienia. Zabawnie jest słuchać o demonach drzemiących w narkotykach z ust, z których chwilę później unosi się chmura pełna najzwyczajniejszego w świecie narkotyku: nikotyny.

Opiaty
"Nie no, to już jest hardcore", jak mi pewien zastępca redaktora naczelnego powiedział. Tak czy inaczej, wspomnieć trzeba. Co więcej, o tym powinno uczyć się w szkołach! Z jednej strony marginalizowane przez rozlicznych użytkowników konopi czy amfetamin, z drugiej łączą się ze stereotypem narkomana. Myśląc o opiatach, większości przed oczami staje taki obraz: ugięte kolana, wysunięte przedramię, martwy wzrok i strzykawka w ręku. Prawda jest jednak taka, że opium jest najstarszym ze znanych i używanych narkotyków. Sto lat temu mówiono o nim jako o "lekarstwie"! Heroina, zsyntetyzowana pod koniec XIX wieku, szybko znalazła swoje miejsce w medycynie. Reklamowana jako panaceum, lek na wszystko, była z powodzeniem używana przy szerokiej gamie schorzeń i - tak jak wcześniej opium - podawana rekonwalescentom i noworodkom, dając wymierne efekty w uodpornianiu i wzmacnianiu organizmu. Nowy, wspaniały świat szybko jednak został zdemaskowany wraz z coraz głośniejszymi sygnałami o nadużyciach i uzależnieniach, o których nie informowała nawet ulotka. Dziś mamy sytuację odwrotną - heroinę oskarża się o wszelkie zło świata. Trudno się rzeczywiście dziwić moralistom, którzy widząc ludzką tragedię utożsamiają ją z substancją. Przecież łatwiej zwalić wszystko na igły i strzykawki, niż zastanowić się, dlaczego ludzie decydują się na ten krok, dlaczego brakuje im woli walki...

Leki uspokajające
Któż nie słyszał o Valium albo o Prozaku. Relanium narkotykiem? A gdzieee.... Mama narkomanką??? Miliony uzależnionych i miliardy towarzyszących zjawisku dolarów. Przecież nikt nie będzie podcinał gałęzi, na której siedzi i rozgłaszał głupoty o szkodliwości wspaniałych i genialnych psychotropów. Kolejna nowa, wspaniała kraina wiecznego uśmiechu.

Poppers
Na pewno widziałeś kiedyś osoby inhalujące się na imprezach z niewielkich buteleczek. Oczywiście nie były to sole trzeźwiące tylko poppers, czyli azotan amylu. Jego działanie powoduje bardzo intensywne, lecz krótkie (około pół minuty) podniecenie. Przypomina to przyjemną dezorientację. Często używany jest podczas stosunku seksualnego, ponieważ daje porządnego kopa. Poppersy popularne są szczególnie wśród homoseksualistów, gdyż rozluźniają mięśnie, w tym zwieracza. Uwaga! Wypicie płynu z buteleczki może spowodować nawet śmierć! Długotrwałe konsekwencje jego stosowania obejmują chroniczne bóle głowy, problemy z ciśnieniem oraz sercem. Poppers nie jest nielegalny, można nabyć go w internecie, gdzie sprzedawany jest zazwyczaj nie jako narkotyk, ale płyn do czyszczenia głowic.

***tasy
Najpopularniejszy narkotyk wśród clubberów. Fenomen piguły, czyli MDMA, czyli fenetylaminy wynika z wywoływanych przez nią: ekstazy, błogości i wszechogarniającego szczęścia. To "love drug". Jednak szczęście - jak to szczęście - nie trwa wiecznie. Po kilku godzinach E przestaje działać, a uczucie ekstazy przeradza się w niepokój i rozdrażnienie. Wtedy sięgasz po kolejną pigułkę... W Anglii klubowicze robili zawody, kto zje więcej. 19-letni Justin z Leeds, uczestnik kultowej już nocy Gatecrasher w ciągu weekendu łyknął 31 tabletek. Przeżył Według sondy przeprowadzonej swego czasu przez "Mixmaga" przeciętny balangowicz na Wyspach myka cztery pigułki w ciągu jednej sesji. Wrzucenie "połówki" w środku tygodnia przy piwie w barze nie jest niczym nadzwyczajnym - jak wypicie drinka. Jednak E to narkotyk, a każdy narkotyk to trucizna. I nawet jeśli jej zażywanie nie powoduje fizycznego uzależnienia, trzeba się liczyć z tym, że kiedyś przyjdzie zapłacić za chwile uniesień. Istnieją podejrzenia, że długotrwałe zażywanie ***tasy powoduje uszkodzenie mózgu, a konkretnie zakończeń nerwowych w obszarach odpowiedzialnych za myślenie, pamięć i emocje. Konsekwencje mogą oznaczać depresje na skutek zmniejszonego wydzielania serotoniny, niepokój, lęki, zaburzenia pamięci. Poniżej dokładniejszy opis wszystkiego, co chciałbyś wiedzieć o ***tasy, ale bałeś się zapytać.

co
***tasy (XTC, E, ekstazka, pigułka, tabletka, drops, cukierek) to inaczej 3,4-metylendioksymetamfetamina, w skrócie MDMA - należy więc do licznej rodziny narkotyków z grupy amfetamin. "W przyrodzie" najczęściej występuje pod postacią tabletek (różne kolory z wytłaczanym na powierzchni logo, np. roleksa, Batmana, mitsubishi, mercedesa, gołąbka, motylka itp.), czasem proszku. Po raz pierwszy otrzymana została w 1914 roku i znalazła zastosowanie jako lek na otyłość (jeden z efektów ubocznych E to brak apetytu). Dopiero w latach 80. zanotowano pierwsze "rekreacyjne" spożycia na terenie USA. Cztery lata później, w związku z jego rosnącą popularnością, narkotyk zdelegalizowano. Do Wielkiej Brytanii ***tasy przywędrowała z Chicago wraz z muzyką house. Rok 1985 jest oficjalną datą pojawienia się pigułek w klubach na kontynencie. Przeciętna tabletka zawiera od 100 do - mg MDMA. Do tej pory na całym świecie odnotowano kilka przypadków "zatrutych E", co wcale nie znaczy, że wszystkie pigułki są czyste. Jest wiele sposobów wytwarzania MDMA. Przy nieodpowiednim skomponowaniu składników powstają pochodne - MDA i MDEA. Ich działanie jest podobne (wszystkie trzy należą do rodziny amfetamin), jednak nie tak euforyczne jak w przypadku czystego MDMA. Piguły, w których brak jednego z chemikaliów, zawierać mogą LSD lub ketaminę. Czasem w tabletce znajduje się substancja 4-MTA, która ma właściwości spowalniające. Na działanie trzeba czekać dłużej, co powoduje, że niecierpliwi dobierają kolejne sztuki. W Polsce w 2001 roku pojawiły się tabletki UFO, które miały w sobie 4-MTA i były przyczyną kilku zgonów.

jak
MDMA dostaje się do mózgu wraz z krwią. Tam pobudza komórki nerwowe odpowiedzialne za wydzielanie serotoniny i dopaminy. Serotonina to hormon szczęścia, który odpowiada m.in. za dobre samopoczucie i ochotę na seks. Dopamina działa jak środek znieczulający. Od momentu połknięcia piguły do pierwszych symptomów działania mija od 20 do 60 minut. Przypływ energii, euforia objawiająca się dreszczami na całym ciele, łaskotanie w żołądku, suchość w ustach, powiększone źrenice oraz skurcze mięśni twarzy i szczękościsk (jak w przypadku amfetaminy) trwają trzy do sześciu godzin. W przeciwieństwie do LSD, ***tasy nie powoduje bad tripów, jednak znane są przypadki fatalnego samopoczucia po jej zażyciu. U niektórych osób wejście jest tak mocne, że następuje coś w rodzaju reakcji alergicznej, objawiającej się gwałtownymi wymiotami. Przy większych dawkach następują zaburzenia koordynacji ruchów i równowagi (częste upadki z podestów, obijanie się o tańczących), a przede wszystkim przegrzanie organizmu: gwałtowny wzrost temperatury ciała, przyśpieszona akcja serca, czerwona twarz, gorąca skóra, ani kropli potu, rwanie mięśni, sztywność rąk i nóg, trudności ze złapaniem oddechu, uciskający czaszkę ból głowy, bóle w nerkach i trudności w oddawaniu moczu, który przybiera ciemną barwę. To oznacza niedobór wody. Organizm potrzebuje jej więcej! Natychmiast! Ale nie przesadzaj. Zalecana się wypicie 0,6 litra wody na godzinę. Obmywaj również kark i ręce podczas koniecznych przerw w tańczeniu. Po paru godzinkach piguła schodzi i zaczynają się roztargnienie, rozdrażnienie, czasem ogłupienie lub depresja. Uwaga! Zaburzenia pamięci i nieracjonalna ocena rzeczywistości mogą potrwać kilka dni.

(nie)bezpieczeŃstwo
Najlepiej nie brać piguł wcale. A jeśli brać, to z głową. Rozsądne dawkowanie, sprawdzone źródła, momenty odpoczynku, regularne spożywanie napojów bezalkoholowych. Dzień przed wyjściem do klubu wyśpij się. Zjedz porządny obiad, upewnij się, że lokal ma wentylację i swobodny dostęp do toalet. Idź z przyjaciółmi. Jeśli jesteś w złym nastroju, przełóż zabawę na inny dzień. Jak to mówią, co się odwlecze, to nie uciecze. Jeśli byłeś natomiast w nastroju zbyt dobrym i przeholowałeś, w żadnym wypadku nie kładź się i w jednym miejscu nie siedź za długo. Spróbuj się przejść, zrób sobie wycieczkę do toalety. Sprawdź, czy nic cię nie boli, porozmawiaj z ludźmi. Nie pij alkoholu ani drinków energetyzujących. Alkohol powoduje odwodnienie, a kofeina i tauryna przyspieszają akcję serca oraz wzmagają szczękościsk. Spróbuj potańczyć - ruch wzmaga metabolizm (nie na darmo mówią, że ruch to zdrowie). Poza tym poprzez taniec łatwiej będzie ci odzyskać kontrolę nad tym, co się z tobą dzieje. ***tasy powoduje stan euforyczny. Oznacza to, że nie czujesz bólu ani innych przykrych skutków ubocznych, np. wzmożonej akcji serca, wysokiej temperatury ciała czy pocenia się (pot chłodzi rozgrzane ciało). Tracisz kontrolę i nie jesteś w stanie stwierdzić, ile tak naprawdę wypiłeś wody, a nawet ile tabletek zjadłeś. Więcej nie oznacza lepiej. Tolerancja ciała na MDMA szybko rośnie. Jeśli weźmiesz dwie pigułki na raz, serotonina w mózgu szybko się "skończy". By osiągnąć ten sam efekt, następnym razem będziesz musiał wziąć cztery. I pamiętaj - każda pigułka jest inna. Nawet jeśli pochodzą z tego samego źródła. Mechanizm mieszania MDMA w ogromnych, przypominających lejki naczyniach jest ułomny. Zdarza się, że z dwóch tabletek od tego samego dilera jedna zawiera dwa razy więcej MDMA od drugiej. Po pigule raczej nie chce się spać, więc uderzasz na afterparty. Chillout z przyjaciółmi w prywatnym mieszkaniu uspokoi organizm. Narkotyk przestaje działać. Otoczenie powoduje, że nie skupiasz się na typowych problemach zejściowych. Spróbuj coś zjeść (jogurty, owoce, może uda ci się wcisnąć pizzę), napij się ciepłej, słabej herbaty, najlepiej z mlekiem. Weź prysznic, ale nie za gorący. Unikaj alkoholu, który odwodni i tak już odwodnione ciało. Wśród używaczy do legendy przeszły "czarne wtorki". Organizm najbardziej odczuwa spustoszenie trzy dni "po". Zmniejszona ilość serotoniny, wyczerpanie fizyczne na skutek nieprzespanej nocy (a często dwóch), spożycie pokarmu ograniczone do gumy do żucia, odwodnienie - to może doprowadzić do krótkoterminowej depresji. Na niedobór serotoniny nic nie poradzisz, ale pij dużo wody, łykaj witaminy (przede wszystkim B, która niweluje wolne rodniki uwalniane przez MDMA), magnez, zjedz syty obiad, a przede wszystkim śpij.

Skrócone dzieje fenetylamin
Rzadko kto zdaje sobie sprawę, jak niedaleko pada ekstazka od prozaku, że jedno i drugie kocha się z tym samym receptorem (fluoksetyna mocniej), i że ojcem większości syntetycznych draszków jest jeden gość. Za popularyzatora XTC uważa się Nicholasa Saundersa, którego książkę prezentowaliśmy w poprzednim "LAIFie", ale prawdziwym Prometeuszem wszystkich modnych obecnie trucizn jest Alexander Shulgin. Facet natrzaskał kasy na wynajdywaniu nawozów i herbicydów, przeszedł na emeryturę i zaczął wynajdywać rożnej maści spidy. Tu warto zaznaczyć, że termin "amfetaminy" obejmuje bardzo wiele substancji i spora część z nich funkcjonuje w organizmach nie tylko weekendami. Amfetaminami są nasze naturalne neuroprzekaźniki. Nawiasem mówiąc, każdy - nawet stuprocentowy abstynent - ma w żyłach lub neuronach połowę pozycji z wykazów i załączników do sławnej "Ustawy O Przeciwdziałaniu Narkomanii". Ciekawe, co mieli w głowach autorzy tego przepisu, gdy go tworzyli, ale to temat dość obszerny i na zupełnie inny artykuł. Wracając do Shulgina, facet na początku lat 60. ubiegłego wieku wytwarzał w swoim laboratorium na różne sposoby najprzeróżniejsze dragi, by potem eksperymenty spisać w postaci zwartego przewodniczka. Oczywiście świadom był psychoaktywnego działania fenetylamin i każdą z nich poddawał szczegółowej analizie jakościowej poprzez zażywanie jej w różnych ilościach i na różne sposoby. Nie jako patologiczny ćpun, a fascynat odkrywania. i - co istotne dla świata - dzielenia się wiedzą, którą posiadł. Stworzył m.in. wiekopomne dzieło pod tytułem "PIHKAL - chemiczne love story". PIHKAL jest skrótem od angielskiego "Fentylaminy, które poznałem i pokochałem". Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego, że wynalazca ekstazki (MDMA - pozycja nr 109 w wykazie) nie mógł nie zapałać do niej autentyczną miłością. Tym bardziej, że ów plasujący się wśród metaamfetamin syntetyk był zaledwie jednym z wieeelu wynalazków, po które dzwoni się w piątek, wybierając z książki w komórce "ciocia Zuzanna". Pewnie zdziwi cię fakt, że sporo działających podobnie gorzkich związków nie figuruje na listach prohibicyjnych. Można je legalnie (lub półlegalnie) sprowadzić przez net z Japonii czy Belgii. Napisałem: półlegalnie, bo trudno powiedzieć, czy zakupiona przez sieć fiolka, legalnie wysłana w kraju numer jeden, będzie tak samo traktowana w docelowym kraju dwa, ale praktyka potwierdza, że paczuszka nie-z-Kolumbii z bezbarwnym płynem zwykle dociera do polskiego adresata. Wracając do tematu, sporo z szulginowskich dragów jest też obecnych na naszym rynku. Niektóre spidy są tańsze i łatwiejsze w uzyskaniu, toteż różne ich mieszanki figurują obecnie pod nazwą "drops". Fenetylaminy sprzedawane w innych krajach są laboratoryjnej czystości, jednoznacznie zidentyfikowane i zwykle opatrzone odrobiną informacji, czego nie można powiedzieć o "garażowych produkcjach" polskich gangstaz. I tu leży tajemnica fenomenu różnic w działaniu poszczególnych partii pigułek - można trafić na efekt eksperymentów jakiegoś gościa, co po kolei testuje receptury z "PIHKAL-a". Książka jest bowiem skonstruowana w taki sposób, że autor tytułuje poszczególne rozdziały nazwami amin, po czym w części głównej opisuje sposób uzyskania "bohatera" rozdziału. Często takich sposobów jest kilka i Szulgin je porównuje, po czym w ramach "qualitative comments" opisuje, jak uzyskany drag na niego (lub jego żonę) i przy jakiej dawce zadziałał. Oczywiście, spośród ponad dwustu związków nie wszystkie odwzajemniały Szulginowi jego miłość, sporo było zupełnie obojętnych lub męczących, ale każdy wie, jak to jest z miłością. Spostrzeżenia i refleksje Aleksa były źródłem wielu późniejszych wynalazków, kiedy w Stanach zaczęto delegalizować modne narkotyki. Gdy (dla przykładu) zdelegalizowano jakieś 2CB, producent przestawiał się z amfetaminy z atomem bromu na amfetaminę z atomem jodu i sprzedawał (zapewne stojąc pod szkołą, jak u nas) 2CI. Dla formalności wspomnę, że nasz wynalazca stworzył też inne dzieło pt. "TIHKAL", traktujące o tryptaminach

Kokaina
Wymaga ciepłego, wilgotnego klimatu i żyznej gleby. Przed trzema tysiącami jej liście żuli już peruwiańscy Indianie. Wciąganie alkaloidu wyekstrahowanego z krzewu Erythroxylon coca jest od lat najbardziej popularną przeginką współczesnego świata. Wraz z eksplozją clubbingu i pojawieniem się klasy japiszonowej, marginalna wcześniej kokaina eksplodowała i w Polsce. W związku z zaporową ceną - od - PLN w górę za gram, czyli dwie godzinki zabawy - biorą tylko lepiej zarabiający. Kokaina jest coweekendową normalką didżejów, pracowników i bywalców klubów typu: trendy, geyfriendly, aferowe. Koks jest w modzie, jak bycie bi. C17H21NO4. Kokaina to jedna z najsilniej działających substancji pobudzających pochodzenia roślinnego. Alkaloid z grupy tropiny otrzymywany z liści krzewu kokainowca, który pierwotnie porastał tereny Andów w Ameryce Południowej. Jest biała, kiepsko rozpuszcza się w wodzie, topnieje przy 98°C. Pierwsi złapali o co chodzi peruwniańscy Indianie. Inkowie uważali kokę za roślinę magiczną, jednoczącą z duchami przodków i łączącą z bogami. Spełniała rolę kulturową, społeczną i rytualną. Można było ją pić (napar), żuć (liście) oraz jeść ze specjalnym pieczywem. Zwiększała wytrzymałość, zmniejszała głód i pozwalała pokonywać spore odległości pieszo. Norweski odkrywca i podróżnik Thor Heyerdahl twierdził, że dzięki niej Indianie zasiedlili wyspy Polinezji. Kiedy w XVI wieku od Inków rolę kolonizatorów Peru przejęli Hiszpanie, poznali nie tylko piękny kraj, ale i jego tajemnicę. Fascynacja kolonizatorów koką urosła do tego stopnia, że roślina stała się oficjalnym środkiem płatniczym, a o narkotyk królewska administracja kłóciła się z Kościołem. Kler tępił upowszechnianie upraw, słusznie uważając je za element wiążący rdzennych mieszkańców z ich niechlubną pogańską tradycją. Handel koką rzeczywiście podupadł na początku XVII w., ale na skutek zwiększenia produkcji, eksterminacji tubylców, rozpowszechnienia się substytutu - alkoholu oraz wysokiemu opodatkowaniu towaru. Ze względu na energetyzująco-wzmacjniająco-znieczulające działanie rośliny. Hiszpanie stopniowo zwiększali kontrolę nad jej obiegiem. Siła oporu tubylców wyrosła na koce! Kokainę wyizolował w 1859 niemiecki chemik Albert Niemann. Pojawiała się w papierosach, czekoladkach i napojach. Coca-cola - mieszanka ekstraktów krzewu koka i nasion drzewa kola - weszła na rynek w 1886 roku jako "wartościowy napój pobudzający umysł i leczący wszystkie nerwowe przypadłości". Do 1903 roku typowe opakowanie zawierało około 60 mg kokainy. Dzisiejsza cola nadal zawiera ekstrakt z liści koki, a firma importuje osiem ton liści rocznie. Sam narkotyk jest oczywiście usuwany. Europejczycy fascynowali się leczniczym działaniem proszku z roślinki. Kupowało się go bez recepty w aptekach. Wzmacniał i uśmierzał bóle. Zwalczał syfilis, żółtaczkę, cholerę czy zapalenia płuc. Próbowano leczyć nim uzależnienie od morfiny, ale patent był z góry skazany na porażkę. Zaradni pacjenci zaczęli nadużywać obu substancji. Pod koniec XIX w. inny Niemiec, Carl Koller, jako pierwszy zastosował kokainę w chirurgii okulistycznej. I stosuje się ją w tej dziedzinie po dziś dzień, znieczulając błony śluzowe, spojówki i rogówki. I teraz małe know how and what. Koks to najpotężniejszy stymulant naturalnego wpływający na ośrodkowy i autonomiczny układ nerwowy. Na ten pierwszy działa stymulująco, polepszając samopoczucie, znosząc zmęczenie i powodując pobudzenie psychoruchowe. Działanie na układ autonomiczny wiąże się ze skurczem naczyń krwionośnych, wysuszaniem błon śluzowych, zmniejszaniem obrzęku i krwawienia. Wpływa jednocześnie na układ współczulny, powodując wytrzeszcz gałek ocznych i rozszerzenie źrenic. Działa fizjologicznie (norepinefryna), wzmagając aktywność serca oraz psychotropowo (dopamina), powodując u człowieka euforię i zwiększając jego pewność siebie. Uzależnia jedynie na tej drugiej płaszczyźnie. Ale za to poważnie. "Najdrobniejsze przeciwności urastają do rozmiarów nieprzezwyciężonych zwałów niepowodzeń, małe przykrości stają się prawdziwymi nieszczęściami, a cień teraźniejszości tak zohydzonej i zdeformowanej pada na całą przeszłość, czyniąc z niej serię potwornych pomyłek i bezsensownych cierpień, myśl zaś o przyszłości w tym oświetleniu, raczej zaciemnieniu, staje się torturą nie-do-wytrzymania" - pisał w "Narkotykach" o kokainistach bez koki mistrz pióra i eksperymentów z dragami, Witkacy. W roślince rozkochali się szczególnie ludzie pióra. Pyszne winko kokainowe Vin Mariani - bo kokaina plus alkohol równa się kokatylen - prócz Julesa Verne'a popijali jednak również papież Leon XIII, królowa Wiktoria, Thomas Edison czy architekt Frédérick Auguste Bartholdi, który stwierdził, że gdyby posmakował specyfiku wcześniej, zaprojektowałby Statuę Wolności kilkaset metrów wyższą. Sigmund Freud mówił o stymulującym wpływie koki na genitalia. Robert Louis Stevenson napisał "Dr. Jekylla i Mr Hyde'a" na 6-dniowym ciągu. Koka stała się elementem ówczesnej popkultury. Sherlock Holmes wrzucał dzięki narkotykowi dedukcję na szósty bieg (jego "tata", Arthur Conan Doyle, faszerował się dla odmiany opium). Kokainę można było też spożywać w tabletkach o wymownej nazwie Forced March, co skutecznie uskuteczniał nieustraszony polarnik Ernest Shackleton. Kto czytał lub oglądał "Nagi lunch" domyśla się, że William S. Burroughs nie mógł tego spłodzić po naparze z mięty... Bardziej nam współczesnych chyba nie ma co wymieniać. Dla uśmiechu wspomnijmy jedynie, że Stephen King, choć nie pamięta kilku ekspresowo wyprodukowanych książek, dziękuje koce, że... wyciągnęła go z alkoholizmu. Jak już wiemy, z "kolonistycznych" pobudek pierwsi zakazali uprawy koki i zażywania Hiszpanie. W roku 1886 nastąpił gwałtowny wzrost doniesień z całego świata o nowych przypadkach kokainizmu i ostrych zatruciach substancją. Na przełomie wieków pojawił się nowy zwrot dotyczący kokainy. "Dope fiend" znaczyło "narkoman". Odkryto, że magiczny alkaloid powoduje lęki, stany maniakalne i obsesje. Cola usunęła kokę z napoju. W roku 1914 narkotyk został zakazany przez amerykańskie prawo, co na chwilę zmniejszyło jego popularność. Po pierwszej wojnie światowej kokaina została zakazana w większości państw. Tak naprawdę spadek spożycia koksu wpłynęło jednak nie prawo, a pojawienie się heroiny... Wkrótce koka okaże się znakomitym interesem. Reekspolozja nastąpiła w latach 70. "Żadne eleganckie przyjęcie w Los Angeles i Nowym Jorku nie może się obecnie obyć bez kokainy, którą podaje się w małych porcjach, tak jak Dom Perignon i kawior Beluga. Niektórzy gospodarze serwują ją na srebrnych tacach, obok kanapek. Częstowani goście doznają dzięki niej poczucia potęgi, pewności siebie i energii" pisał w 1977 roku "Newsweek". Koks wyparł marihuanę. Towar masowo eksportowano z Kolumbii. Pablo Escobar oraz bracia Fabio, Jorge i Juan Ochoa stworzyli w Medellin mega kartel. Metody dystrybucji były wyrafinowane i bezwzględne. Kartele działały jak międzynarodowe organizacje paramilitarne. Bezczelnie transportowały kokę w małych samolotach czy łodziach podwodnych, zakłócały pracę rządowych samolotów szpiegowskich, budowały wyspecjalizowane laboratoria, a nawet obsadzały całe wyspy, by z nich zawiadywać przerzutami. Bossowie mieli swojego najbardziej cenionego współpracownika w Stanach Zjednoczonych. Historię George'a Junga poznaliśmy przed kilkoma laty z filmu "Blow" Teda Demme'a z mocną kreacją Johnny'ego Deppa. Jung był pierwszym poważnym importerem kokainy w Ameryce, który wykorzystał swoją przedsiębiorczość, pomysłowość i inteligencję, by wystawić znajomych i wielkich Hollywoodu na pokusy nowych doznań. Deppowi, France Potenete, Penelope Cruz plus starszej ekipie - Rayowi Liottcie i Rachel Griffiths, udało się sportretować trzy dekady pionierów narkobiznesu. Od niewinnych harców niewinnego cherubinka Georga po krwawiący (względnie połamany) nos i kontakty z najniebezpieczniejszymi ludźmi świata. Od detalu zielonym z najbliższymi przyjaciółmi po wielokilogramowe przerzuty białego w zorganizowanych grupach. Od hippisowskich zabaw z trawką w latach 60. przez śnieżne szaleństwo lat 70., po lata 80., gdy wciągało i paliło (crack - nowość) już ponad 10 mln mieszkańców. Rytm życia USA dyktowali wtedy emigranci w stylu Tony'ego Montany z "Człowieka z blizną" Briana De Palmy. Sinusoida biznesu rysowała się zazwyczaj jak w jego czy Junga przypadku. Od zera przez milionera po zero. Do drugiego zera doprowadzało nadużywanie koki właśnie. Nawet najmądrzejsze głowy ładowały samobóje. Gdy w latach 90. zestrzelono wreszcie żelaznego Escobara, interesy przejął kartel Cali. W 1994 roku i ten został zniszczony. Władze USA zajęły tzw. komputer Santacruz - kosztujący 1.5 miliona dolarów IBM AS400 połączony w sieć z około 30 terminalami i monitorami. Kartel skompletował bazę danych, która zawierała zarówno biurowe jak i domowe numery telefonów amerykańskich dyplomatów i agentów umieszczonych w Kolumbii oraz szczegółowe logi połączeń przedsiębiorstwa telefonicznego z Cali. Handel uległ w dużym stopniu demonopolizacji, choć władzę przejął zinformatyzowany kartel Archangela Henao - North Valley, piorący przez internet trzy miliardów dolarów rocznie. Okazało się, że w interesie palce macza nawet CIA. W 1996 reporter "San Jose Mercury News" Gary Webb w serii artykułów śledczych pt. "Ciemny związek" ("Dark Allaince") udowodnił agencji spowodowanie epidemii kokainizmu w gettach amerykańskich. Sprawę korupcji establishmentu pociągnął w książce pod tym samy tytułem (do dostania choćby przez Amazon.com). Winnych nie ukaano. Interes dalej kwitnie. Tylko w 2004 roku władze Stanów przechwyciły 35 ton kokainy. To jedna dwudziesta rocznej produkcji narkotyku w samej Kolumbii. Popyt, jak widać, nie maleje...


forMy podawcze
Kokaina pod każdą postacią powoduje takie same efekty, jednak ich intensywność i czas trwania są związane ze sposobem wprowadzenia narkotyku do organizmu. Proszek można wstrzykiwać, wciągać do nosa lub wypić. Zasadę - tylko wypalić. Im szybciej koks dostanie się do krwiobiegu, tym prędzej odczuwalne będą pożądane efekty.

listki
Zawartość czystej kokainy w liściach waha się od 0,1 do 0,8%. Można je żuć, zrolować fajka lub zaparzyć jak herbatkę. Sposób mało skuteczny. Koka hydrolizowana (unieaktywniona) w kwasowym żołądku praktycznie nie jest absorbowana.

Papka
Gęsta ciemnobiała lub lekkobrązowa substancja kitopodobna. Produkt pośredni procesu przetwarzania liści na proszek powstaje w wyniku zmieszania tych pierwszych z zasadą (np. dwuwęglanem sodu), rozpuszczalnikiem organicznym (np. naftą) i wodą. Z papki zazwyczaj robi się proszek, ale niektórzy ją palą.

Proszek
Produkt reakcji papki z kwasem solnym i wodą. Czysty jest bialutki, lecz może zmienić kolor pod wpływem rozcieńczaczy typu glukoza czy amfa. Rozpuszcza się w wodzie, można więc go wstrzyknąć czy wypić, ale nie spalić. Najpopularniejsza forma to oczywiście sniffanie. Towar zostaje podzielony na ok. 35-miligramowe kreski, a następnie wciągnięty do nosa przez zwinięty banknot, słomkę czy inną rurkę. Narkotyk zwęża naczynia włosowate w nosie, co zmniejsza stopień absorpcji. Kokaina przechodzi do krwi po ok. 3-5 minutach. Maksymalne efekty psychotropowe po ok. 20, a fizjologiczne po 40 minutach.

Freebase
Powstaje z proszku rozpuszczonego np. w amoniaku. Do mieszaniny dodaje się następnie eter lub inny rozpuszczalnik organiczny, w wyniku czego substancja stała oddziela się od reszty roztworu. Freebase jest o więc wiele czystszy od papki czy proszku. Zapalony przed wyparowaniem eteru może eksplodować, co przydarzyło się komikowi Richardowi Pryorowi. Sytuacja nieśmieszna - poparzenia twarzy trzeciego stopnia.

Crack
Podobnie jak freebase - koka zasadowa. Tu proszek po prostu rozpuszcza się w roztworze dwuwęglanu sodu oraz wody i gotuje, więc nie wybucha. Kraka tnie się w kostki. Zawartość kokainy - do 90%. Zwykle palony w fajkach zbudowanych ze szklanych miseczek z gęstą siateczką, która podtrzymuje narkotyk. Wdycha się opary. Można go również rozdrobnić i sformować papierosa. Absorpcja narkotyku ułatwiona przez ogromną powierzchnię, jaką mają pęcherzyki płucne. Działa natychmiast.

Metamfetamina
Nikt w redakcji nie jest lekarzem drugiego stopnia specjalizacji ani wykwalifikowanym terapeutą. Nie jesteśmy też wyrocznią. Potrafimy natomiast oddzielić informacyjne ziarna od plew. Oto podstawowe fakty na temat metamfetaminy. Jest jedna racja - święta racja - i to my ją mamy

efekty
Euforia, podniecenie, nerwowość, przyspieszone tętno, nadmierna potliwość, bezsenność, gadatliwość... Generalnie wszelkie odczucia płynące ze stosowania metamfetaminy przekręcają się już po kilku dniach wciągania - zamiast euforii następuje złość, a w miejsce podniecenia - paranoje. Skutki uzależnienia mogą być opłakane. Brak zainteresowania jedzeniem, zero snu i bezpośrednie szkody wywoływane przez sam środek szybko prowadzą do ogólnego wyniszczenia.

dawkowanie
10mg jest ilością wystarczającą, by poczuć działanie niezależnie od metody zażycia. 50mg w większości przypadków można uznać za górną granicę. Pytanie: na ile dane dotyczące czystej metamfetaminy dają się przenieść na nasze realia. Odpowiedź: nie wiadomo. Pewne jest jedno. Lepiej zakładać 100% czystości narkotyku.

MateMatyka
Ze względu na stosunkową trudność w odmierzaniu (np. 15mg), "uliczny" towar zawiera jedynie pewien procent wyjściowej substancji. Może to być 2%, może być 50%, choć najpewniej oscyluje wokół 10%. Teraz trochę matematyki. Dostałeś stuff o 10-procentowej zawartości i ustaliłeś sobie dawkę na 350mg, czyli 35mg czyściochy. Ok. Teraz załóżmy, że kolejny diluch okazał się hojny i poczęstował metamfetaminą 20-procentową. Co się dzieje? Przedawkowanie, 70mg czystego towaru to dla niewprawionego organizmu za wiele na raz. Oczywiście na wszystkie cyferki trzeba wziąć poprawkę, jeśli ktoś już sobie zdążył "wyrobić" tolerancję - ale jego tekst pewnie nie interesuje

zanieczyszczenia
Metamfetamina otrzymywana bywa na wiele rozmaitych sposobów, więc nie sposób określić możliwych zanieczyszczeń - może to być regularna amfetamina, a może dowolne inne świństwo. Czyścioszka jest bezbarwna i bezzapachowa. Dlatego też da się co nieco powiedzieć o dodatkach, sprawdzając kolor. O tym trzeba wiedzieć. Wiedzieć, żeby nie ufać. Usłyszysz, że pomarańczowe zabarwienie to od efedryny. Ok, racja. Tylko kto ci sprawdzi, jaki rozpuszczalnik został użyty, jakiej czystości, czy został odparowany poprawnie i do końca... Nie wierz w nic, nie ufaj nikomu

czas działania
Najszybsze "wejście" gwarantuje zażycie dożylne i palenie. W tym przypadku działanie jest niemal natychmiastowe, trwa zwykle 4-6 godzin i po dobie "zażywacz" czuje się zazwyczaj normalnie. Trochę inaczej rzecz się ma ze stosowaniem doustnym i donosowym - efekty trwają zazwyczaj nieco dłużej, zaś czas wejścia to do 10 minut przy nosie i do godziny przy opcji oralnej. We wszystkich przypadkach substancja wykrywalna jest w moczu, co najmniej 48 godzin po zażyciu.

podobne
Warto nadmienić, że na rynku można spotkać mnóstwo środków zastępczych. Od efedryny, przez zwykłego speeda, po nie do końca zidentyfikowane mieszanki produktów garażowych chemików.

Narkotyki w prasie
Czytając o dragach warto zwracać uwagę na szczegóły. Widząc (nie tak rzadkie) zestawienie np. marihuany i strzykawek można śmiało wyrzucić cały tekst do kosza. Mylenie metod zażywania bywa często pierwszą oznaką całkowitej niewiedzy, której zwykle towarzyszą kompletnie pomylone merytorycznie artykuły.

pigułka gwałtu
Dużo pisało się o "pigułce gwałtu". Tymczasem mało który redaktor podający zastraszające informacje dotyczące gwałtów z użyciem GHB zdaje sobie sprawę z tego, o czym mówi. Wyrażając całkowity sprzeciw wobec okrutnych wydarzeń, chcielibyśmy zwrócić uwagę na całkowitą ignorancję ze strony prasy, nie tylko brukowej. GBH czy zmywacz - któż by tam rozróżniał...

salVia diVinoruM
Popularniejsza w prasie niż w rzeczywistości. Całkowicie nieodpowiednia na jakiekolwiek imprezy, nieprzynosząca euforii i niedająca zastrzyku energii roślina. Ze względu na halucynogenne działanie bywa przedstawiana jako samo zło. Skoki z wieżowców czy inne tragiczne w skutkach omamy po jej konsumpcji należy jednak kojarzyć z przypadkami nieujawnionej choroby psychicznej bądź zwyczajnie włożyć między bajki.

aMerykaŃscy naukowcy...
Media alarmują, że zażywanie metamfetaminy powoduje trwałe uszkodzenie 10% mózgu. Przypomnimy podobne badania sprzed kilku lat. Inni znakomici amerykańscy uczeni na podstawie eksperymentów na zwierzętach doszli do wniosku, że już jedna tabletka czystego MDMA może być śmiertelna. Kilka miesięcy później okazało się, że naukowcy... pomylili fiolki. Podali nie ten specyfik. Wobec niebagatelnych dotacji, jakie otrzymują ośrodki naukowe ze źródeł, którym zależy na takich a nie innych wynikach badań, doniesienia o najnowszych odkryciach należy traktować z pewnym dystansem.

statystyki i Źródła
"90 procent aktów przemocy w rodzinie popełniono pod wpływem metamfetaminy" - czytamy na [www.slowo.com.pl/?dod=11&id=2028]. Szkoda tylko, że zapomniano o podaniu źródła badań. Czy to nie manipulacja? Podobno są trzy rodzaje kłamstw - małe kłamstwa, duże kłamstwa i statystyka. Nie trzeba się wiele natrudzić, by udowodnić nią wszystko. "Rzeczpospolita" ogłosiła, że 80% Polaków jest przeciwko liberalizacji prawa narkotykowego. Z tych samych badań możemy dostrzec, że 86% Polaków przeciwnych jest karaniu więzieniem za posiadanie, czyli de facto jest za liberalizacją;) Polemikę z wynikami czytaj na: [hyperreal.info/drugs/go.to/] wiki/Manipulacja%20Rzeczpospolitej. Jeśli pomimo ostrzeżeń mediów mniej niszowych niż twój kochany LAIF jesteś tym jednym na pięciu rodaków, którzy łamią prawo w określony sposób, przeczytaj stronę obok.

Bezpieczeństwo i Higiena Ćpania
Know your body - know your mind - know your substance - know your source (erwid.org). Właściwie każdy powinien mieć to wytatuowane na czole. Podstawa jakiegokolwiek kontaktu z narkotykami. O kulturze picia słyszało wielu. O kulturze ćpania chyba nie. Jeżeli mówi się, że pić trzeba umieć, czemu zapomina się, że narkotyki też trzeba umieć brać?

know your body
Musisz znać reakcje swojego organizmu. Nadmierną potliwość, przyspieszone bicie serca możesz wyczuć samemu. Biorąc jakiekolwiek narkotyki, zwłaszcza nie mając z danym środkiem dużego doświadczenia bądź zażywając duże dawki, trzeba zwracać uwagę na sygnały, jakie wysyła ciało. Nie sposób skonstruować tabelki w stylu - drży mi lewa noga - przedawkowana fencyklidyna - zrobić 23 fikołki. Większość ludzi z czasem zaczyna rozpoznawać własne reakcje i umie ocenić wasny stan psychofizyczny. Kiedy poczujesz się dziwnie, efekty nasilają się bądź utrzymują, a w rezultacie zaczynają niepokoić, najlepiej zwrócić się do kogoś, komu możesz zaufać. Potęga pomocnej dłoni, ciepła i pozytywnej energii jest nieoceniona (i tu dziękujemy organizacji Alternative Dance). Pamiętaj, że ciąża i karmienie, rekonwalescencja, zażywanie leków, wyczerpanie czy po prostu złe samopoczucie wykluczają jakiekolwiek większe grzanie (przy złym samopoczuciu - zwłaszcza psychotropów).

know your Mind
Podobnie jak ciało, należy obserwować... umysł. O ile dziwne reakcje organizmu prędzej czy później zauważy ktoś trzeci, o tyle krzywej jazdy może nikt nie dostrzec. W tym wypadku bliskość i poczucie bezpieczeństwa jest jeszcze ważniejsze. Gdy zwraca się do nas osoba, narzekająca na swój stan, nigdy, przenigdy nie można zbywać jej śmiechem. Sytuację należy traktować poważnie.

know your substance
Chyba najrzadziej przestrzegane przykazanie. Biorąc narkotyki bezwzględnie trzeba mieć na uwadze ich czystość oraz rodzaj zanieczyszczeń. Czy zdarza ci się pić alkohol kradziony przez bezdomnych z wagonów towarowych? Nie sądzę. Dlaczego? Aha, nie lubisz metanolu. Dlaczego więc gros ludzi wciąga bóg raczy wiedzieć co? Owszem, testery są drogie, choć kupowane w większych ilościach - wcale niekoniecznie. Pytanie, czy na zdrowiu warto oszczędzać. Wykonywanie testów przez party-workerów jest, niestety, w świetle naszego znamienitego prawa nielegalne, a samodzielne testowanie w warunkach klubowych może być dość trudne. Dlatego też do brania trzeba być przygotowanym. Jeśli tylko masz możliwość, zakupy zrób wcześniej. Poza możliwością przetestowania będziesz mógł ustalić sobie odpowiednią, nieprzekraczalną dawkę. Warto również pamiętać, że nie ma antidotów skutecznych w 100% i cała zabawa może skończyć się płukaniem żołądka. Chloropromazyna wcale nie musi niwelować działania LSD. Kolejna ważna sprawa - interakcje. Marihuana fajnie buja z bieluniem i alkoholem, ale łączenie tych dwóch ostatnich nie jest rewelacyjnym pomysłem. Nigdy, przenigdy nie wymyślaj miksów będąc pod wpływem, zwłaszcza w przypadku nowopoznanych substancji. Lepiej odłożyć znakomity pomysł na później, zapisać go lub komuś opowiedzieć. To są naprawdę elementarne zasady rozsądnego, na ile to tylko możliwe, zażywania. Nawet jeśli jesteś pewny czystości danego towaru (przykładowo - pochodzi z apteki), bierzesz precyzyjnie ustaloną dawkę z niczym jej nie mieszasz, wciąż nie możesz być pewny, czy to nie zrobi ci kuku. Migając się od ustawy jak się da, producenci wszelkiego rodzaju preparatów "wspomagających działanie organizmu" sięgają nieraz po substancje kiepskie jakościowo i mające wiele skutków ubocznych. Wiedz, co jesz/pijesz/palisz/wstrzykujesz/wciągasz!

know your source
Tutaj może jest trochę lepiej, bo większość systematycznie zażywających ma swoich zaufanych ludzi. Kwestia źródła to jednak nie tylko osoba, która bezpośrednio wręcza towar. Warto wiedzieć także, skąd stuff pochodzi. Unikajcie jak ognia garażowych chemików, "kolegów, którzy się tym zajmują" i zapewnień, że synteza jest bardzo prosta. Warto też w miarę możliwości trzymać się jednego źródła - zmieniając je narażasz się na przykre następstwa różnic między czystością towaru u poszczególnych dostawców.


______________________________
 
This is what I love. I can't stop lovin' it - gettin' wasted on parties from 9 to 7 in the morning.
I live for the music, rollin' blunts, feelin' high, gettin' loaded or take some pills and go to Lala Land.
Spendin' all my money on dope and extreme high-price tickets, but in the end it's all worth it :)

 
bunchet
 Wysłana - 21 grudzień 2005 14:39      [zgłoszenie naruszenia]

przeczytam za pare dni jak czas znajde , narazei przejzałem
pzdr ;:-]

Specjalista -
 
komitywa
 Wysłana - 21 grudzień 2005 15:22      [zgłoszenie naruszenia]

mi też sie było trudno zabrać, ale jak przejrzałem i obczaiłem, że nie jest to typowy tekst gdzie mówimy o podobieństwach marihuany i heriony to jednak się skusiłem i teraz nie żałuje. większość hyperrealnych czytelników to wszystko pewnie już wie, jednak i im nie zaszkodzi przeczytać. nalegam jednak do przeczytania głównie osoby, które w temacie narkotyków są stanowczo na 'nie'. może coś im błyśnie

Zmieniony przez - komitywa w dniu 2005-12-21 15:22:45
_______________________________
 
This is what I love. I can't stop lovin' it - gettin' wasted on parties from 9 to 7 in the morning.
I live for the music, rollin' blunts, feelin' high, gettin' loaded or take some pills and go to Lala Land.
Spendin' all my money on dope and extreme high-price tickets, but in the end it's all worth it :)

 
rejtas
 Wysłana - 21 grudzień 2005 17:14      [zgłoszenie naruszenia]

no czytałem...

_______________________________
 
Extasy

 
F0rest
 Wysłana - 21 grudzień 2005 18:42      [zgłoszenie naruszenia]

ja ide do sklepu i zaraz przeczytam
_______________________________
 
''Roses are red. Violets are blue. Milk, eggs, coffee.'

 
komitywa
 Wysłana - 21 grudzień 2005 18:53      [zgłoszenie naruszenia]

w sumie nie wiem czemu aż tyle miejsca poświęcili stymulantom, ale tekst i tak jest git
_______________________________
 
This is what I love. I can't stop lovin' it - gettin' wasted on parties from 9 to 7 in the morning.
I live for the music, rollin' blunts, feelin' high, gettin' loaded or take some pills and go to Lala Land.
Spendin' all my money on dope and extreme high-price tickets, but in the end it's all worth it :)

 
Pure_MDMA
 Wysłana - 21 grudzień 2005 19:42      [zgłoszenie naruszenia]

czytalem kiedys na hyperreal. pamietam ze mialem temu artykulowi cos do zarzucenia, nie pamietam juz co, moze potem przeczytam

"nie wiem czemu aż tyle miejsca poświęcili stymulantom" - odp: "Czy clubbing istnieje bez dragów? Oczywiście, ale nie ma się co oszukiwać - są istotną częścią tej kultury. " jak clubbing to przedewszystkim stymulanty

Zmieniony przez - Pure_MDMA w dniu 2005-12-21 19:53:54

 
komitywa
 Wysłana - 21 grudzień 2005 23:28      [zgłoszenie naruszenia]

wiem, ale ogólnie nie jest powiedzianie, że artykuł jest o dragach clubbingowych (poza tą wstawką). jakby nie było będzie bardzo miło
_______________________________
 
This is what I love. I can't stop lovin' it - gettin' wasted on parties from 9 to 7 in the morning.
I live for the music, rollin' blunts, feelin' high, gettin' loaded or take some pills and go to Lala Land.
Spendin' all my money on dope and extreme high-price tickets, but in the end it's all worth it :)

 
3nYY
 Wysłana - 22 grudzień 2005 00:42      [zgłoszenie naruszenia]

I na co mam otworzyc te oczy?
_______________________________
 
"...nie kochac wszystkich jak Pan Bog ale szanowac jak czlowieka..."

 
komitywa
 Wysłana - 22 grudzień 2005 08:18      [zgłoszenie naruszenia]

na 'problem narkotyków'. na to, że nóż służy do krojenia chleba, jednak w ręku szaleńca jest narzędziem zbrodni. nie oznacza to, że noże powinno być nielegalne. podobnie jest z narkotykami, tmybardziej, że nie da się tego zmienić, że są one dookoła nas wszędzie i zawsze. a to co akurat nazywamy narkotykiem a co nie określają tylko przyzwyczajenia kulturowe, a nie faktyczny stan tej sybstancji.
_______________________________
 
This is what I love. I can't stop lovin' it - gettin' wasted on parties from 9 to 7 in the morning.
I live for the music, rollin' blunts, feelin' high, gettin' loaded or take some pills and go to Lala Land.
Spendin' all my money on dope and extreme high-price tickets, but in the end it's all worth it :)

 
Hadouken
 Wysłana - 22 grudzień 2005 10:05      [zgłoszenie naruszenia]

" Dobra lektura też zostawia ślady. Tak samo jak dobry film, udana dyskusja czy piękne życiowe chwile. Dlaczego ustalać odgórne, jakim sposobem należy horyzonty poszerzać, a jakim nie."

Za ten tekst duzy browar dla autora .

Calego nie czytalem, ale poczatek zachecakjacy. Bede czytal na raty bo dzisiejszy moj kac nie pozostawia innej opcji


EDIT: " Po raz pierwszy otrzymana została w 1914 roku i znalazła zastosowanie jako lek na otyłość"
Cos mi sie tu nie zgadza, bylem pewien, ze MDMA zostalo zsyntetyzowane przez Shulgina, jako "chemiczne Martini".

EDIT2: No i mialem racje: "Oczywiście nie ma w tym nic dziwnego, że wynalazca ekstazki (MDMA - pozycja nr 109 w wykazie) nie mógł nie zapałać do niej autentyczną miłością"
Tym bardziej mnie to dziwi. Daty mi sie nie zgadzaja, Shulgin nie jest az tak stary. Chyba po prostu pomylili MDMA ze zwykla fryta.



Zmieniony przez - Hadouken w dniu 2005-12-22 14:17:49
_______________________________
 

" We had 2 bags of grass, 75 pillets of mescaline, 5 sheets of higher power blooder acid, a salt shaker half full
of cocaine, a whole galaxy of multicoloured uppers, downers, screamers, laughers,
also a quarter tequilla, quarter rume, case of beer, pine of raw ether, two dozens amyl"

Specjalista -
[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]

Odpowiedzi jest na 3 strony.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia

Otwórzcie oczy !

Strony: 1 2 3