FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 3128 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Prawo i Ekonomia
Państwo a Kościół 
[powiadom znajomego]    
Autor "Państwo a Kościół"   
 
Daer
 Wysłana - 23 styczeń 2006 11:37        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

"Przegląd prasy" ma małą poczytność, ten więc artykuł postanowiłem przedstawić w odrębnym poście. Dużo się mówi o państwie laickim, które to państwo w teorii powinno opierać się na rozdzieleniu religii i władzy. Tyle że tak praktycznie nigdzie nie jest, jedno wpływa na drugie. Często też słyszę i czytam, jak to źle, że kościół "pcha się do władzy", że to nie rola kościoła, że to powinny być odrębne rzeczy. jednak proces odwrotny już potępiany nie jest, proces odwrotny, czyli "wchodzenie" państwa w obszar "religii". Poniżej przedstawiam ciekawy artykuł z Rzeczypospolitej, zachęcam do ewentualnych komentarzy licznych zwolenników państwa nie tyle świeckiego, co antyreligijnego Spojrzenie zaprezentowane jest znacznie szersze i bynajmniej nie uniewinnia kościoła, a tylko wskazuje, że nie można winić tylko kościoła.



Między władzą a zakrystią

Nie gorszy mnie fakt, że duchowni mają opinie polityczne oraz personalne i że mówią o nich znajomym, albo że katolicy są politycznie podzieleni

Postrzeganie społecznej roli Kościoła popada w skrajności. Jedni widzą zagrożenie w zbytnim udziale Kościoła we władzy, inni przeciwnie, w eliminowaniu go z życia społecznego. Nie musimy jednak wybierać między tymi skrajnościami. Lepiej spytać, skąd się bierze napięcie między społecznością polityczną a religijną i na jakich zasadach mogłaby się opierać poprawna relacja między nimi.
ZA DUŻO PAŃSTWA

Porównując zasadnicze funkcje państwa oraz religii czy Kościoła nie dostrzegamy szerszego pola do konfliktu. Kościół nie musi się zajmować bezpieczeństwem zewnętrznym i wewnętrznym kraju, a państwo nie ma powodu, by wkraczać w stosunek człowieka do Boga i stanowić zasady moralne. Model ten jest trudny, ale nie utopijny, gdyż do niedawna był w dużym stopniu realizowany w USA.

Konflikt zaczyna się wtedy, gdy te społeczności wychodzą poza swój teren. Może się to przytrafić obydwóm. Obecnie mamy do czynienia z bardzo rozrośniętym państwem, wkraczającym w praktycznie wszystkie sfery życia. Problem ten towarzyszy całym czasom nowożytnym, a w sferze religii przejawił się między innymi w przekształcaniu Kościoła w organ państwa, jak w carskiej Rosji, Szwecji czy Anglii, oraz w forsowaniu odgórnej laicyzacji, jak we Francji.

Skrajne przykłady to państwo narodowo-socjalistyczne i komunistyczne. Współczesne państwa europejskie nie stosują tak brutalnych metod, ale są to scentralizowane laickie biurokracje, które usiłują uregulować całość życia społecznego, spychając religię na margines. Polsce zarzucają, że jeszcze nie wprowadziła tego modelu...

W szczególności państwa te upowszechniają postawy niemoralne, ostatnio przez ułatwienia dla zabijania nienarodzonych istot ludzkich, rozwodów oraz praktyk dotąd uważanych za zboczenia. Państwo wtrąca się też do rodziny i przejmuje część jej funkcji.

Znamienna jest prawie pełna kontrola nad edukacją, a więc i poglądami przyszłych wyborców. Budżetowa pomoc socjalna oznacza z kolei upaństwowienie dobroczynności. (Jedno i drugie ma u początków, co mało kto pamięta, konfiskatę dóbr kościelnych służących utrzymaniu szkół i instytucji opiekuńczych.) Społeczny wymiar religii obejmuje z natury rzeczy wszystkie wymienione sfery i póki państwo się nimi zajmuje, trzeba szukać sposobów porozumienia.

Oprócz tych kwestii zasadniczych państwo zajmuje się też milionami spraw drobnych, aż popłot, którym obywatel chciałby ogrodzić działkę. To z kolei powoduje, że religia codziennie spotyka się z władzą w wymiarze lokalnym.

W takiej sytuacji propozycje, by biskupi ograniczali się do sakramentów i duszpasterstwa (Szymon Hołownia, " Miłość o cechach zarazy", "Rzeczpospolita" z 12.01), są chybione i nie różnią się od postulatu zapędzenia księży do zakrystii. Świątynia nie może być samotną wyspą. Póki polityka wciska się wszędzie, Kościół (to znaczy i ogół katolików, i duchowni), musi się zajmować polityką. Nie wiadomo, kiedy będzie inaczej.
PRZYKRE SKUTKI

Trudno się zatem dziwić, że ludzie Kościoła interesują się wyborami i dbają o kontakty z politykami różnych szczebli. Propozycje, by ich unikali, są księżycowe. Nie musieliby tego czynić tylko w "państwie minimum".

Dlaczego z kolei politycy kręcą się przy biskupach? Znowu wynika to z logiki obecnego państwa. W demokracji wolno i trzeba walczyć o głosy. Jeśli ją pochwalamy, nie powinniśmy widzieć niczego niestosownego w tym, że katolik kandydujący do Senatu napisze do proboszczów w swoim okręgu, czy wystąpi w katolickim radiu. Następnie, politycy w takim jak dziś "państwie maksimum" potrzebują kontaktu z przedstawicielami Kościoła, gdyż mają zamiar rządzić całą szeroką sferą spraw dla niego istotnych.

Te skutki mają charakter strukturalny i bez zmiany ustroju nic się tu nie zmieni. Obok nich występują też jawne wypaczenia, gdy polityka sięga daleko dalej niż powinna, nawet biorąc pod uwagę powyższe realia. Trudno nie odczuć irytacji wobec publicznych rekolekcji posłów PO, skoro Pan Jezus nakazał modlić się w skrytości. Biskup czy proboszcz, ogłaszający w kościele, że mądrzy katolicy głosują na daną partię, wykracza poza swoje kompetencje. Nie są to jednak incydenty tak częste. Media skłonne są kontakty z politykami od razu interpretować jako dowód poparcia dla nich.

Nie gorszy mnie natomiast sam fakt, że duchowni mają opinie polityczne oraz personalne i że mówią o nich znajomym, albo że katolicy są politycznie podzieleni. W tej dziedzinie nie ma dogmatów.

Wystarczy, by nie posuwać się do nienawiści lub postaw sekciarskich. Jeśli Kościół jest katolicki, czyli powszechny, to musi też być wewnętrznie zróżnicowany.

Dopuścić, choć to brzmi paradoksalnie, pewien partykularyzm, jaki reprezentuje czy to Radio Maryja, czy tygodnik nietrafnie nazywający się powszechnym. Apele o ich zdyscyplinowanie, jeśli nie płyną po prostu od przeciwników, zdradzają zamiłowanie do fasadowej jednolitości, która nie jest ani słuszna, ani potrzebna w praktyce. Takie działania mają prawo do autonomii. To samo dotyczy rzecz jasna różnych form życia religijnego. Istniały one, istnieją i istnieć mogą.
CO MÓGŁBY KOŚCIÓŁ

Kościół i katoliccy wyborcy są więc uwikłani w stosunki polityczne w rozrośniętym państwiebiurokratycznym. Dlatego doraźnie patrząc, w takim państwie katolik przywiązujący wagę do swojej wiary najlepiej zrobi głosując na katolika. Jest to prosty odruch samoobrony. Nie rozwiązuje on jednak istoty problemu: nadmiaru państwa. Molocha nie da się bowiem opanować i schrystianizować.

Jedyną szansą godnego i wolnego życia (także religijnego) jest jego zasadnicza przebudowa. Tymczasem główne partie odwołujące się do chrześcijaństwa uważają przerośnięte państwo za konieczność czy to narodową, czy europejską.

Wielu duchownych ma natomiast wobec państwa spory dystans, choćby z tej przyczyny, że reprezentują instytucję od niego niezależną. Niestety, za mało o tym mówią, może dlatego, że obawiają się powiększać zniechęcenie ludzi do polityki. W związku z tym głos zabierają częściej ci, którzy uwierzyli w jakąś aktualną koncepcję polityczną.

W rezultacie z dwóch naczelnych zasad katolickiej nauki społecznej, pomocniczości i solidarności, pierwsza pozostaje prawie nieznana - a mówi ona, że państwo nie powinno się zajmować tym, co potrafi zrobić obywatel lub mniejsza społeczność, nie powinno przejmować ich funkcji, lecz im pomagać.. Jest to w istocie zasada antybiurokratyczna. Druga zasada jest w związku z tym zniekształcana, gdyż realizację solidarności między ludźmi składa się na instytucje państwowe.
CHADECJA ZABARWIA SIĘ SOCJALIZMEM

Nieuniknionym terenem konfliktu obecnego państwa z chrześcijaństwem są zasady moralne leżące u podstaw prawa. Ponieważ etyka chrześcijańska nie uczy minimum moralnego, lecz maksimum, nie ma też (wbrew pozorom) struktury kodeksu, lecz raczej drogowskazu na szczyt góry, do Boga i świętości. Nie może więc zostać w całości przełożona na prawo państwowe. Trudno jednak oczekiwać, by Kościół godził się na dopuszczanie zabójstwa nienarodzonych jeszcze istot ludzkich, na rozwody itd. Ma też prawo wskazywać palcem rzeczników tych niemoralności, a mianowicie lewicę.

Mógłbym tu tylko zaproponować, by zwracać większą uwagę na etykę w sferze pieniądza. Krytyka powinna obejmować nie tylko takie występki, jak oszukiwanie pracowników czy zmuszanie do pracy w niedzielę, lecz również wyzysk podatkowy oraz krępowanie i krzywdzenie obywateli przez instytucje państwowe - czyli złe cechy systemowe obecnego państwa europejskiego.
MICHAŁ WOJCIECHOWSKI, Teolog świecki, profesor biblistyki
______________________________
 
[foty.ifd.pl/sb.asp?w=520&p=2/images2009/20090826172846.jpg] :-D

Znawca -
 
Nowieńkij
 Wysłana - 23 styczeń 2006 12:49      [zgłoszenie naruszenia]

Kościół w żadnym wypadku nie chce się wtrącać w rządy ziemskiego państwa. Nie żąda dla siebie żadnej innej prerogatywy prócz tej, aby z pomocą Bożą służyć ludziom miłością i wiernym posługiwaniem

(Dekret o działalności misyjnej Kościoła, nr 12).

Zważywszy, (...) że opcje polityczne z natury są przygodne i nigdy nie są adekwatnym wyrazem Ewangelii, kapłan, który jest świadkiem przyszłej rzeczywistości, winien zachowywać pewien dystans od jakichkolwiek funkcji czy namiętności politycznych.

JPII cytując materiały Synodu Biskupów z 1971

Chociaż teoretycznie księża czy biskupi jako obywatele mieliby prawo piastowania urzędów państwowych, to jednak kłóciłoby się to często z ich posłannictwem kapłańskim. Kapłani powinni być bezstronni i dostępni dla wszystkich. Przynależność do partii politycznych i uczestnictwo we władzy świeckiej ograniczałyby ich dyspozycyjność i narażałyby ich na pokusę posługiwania się religią do celów jej obcych

jezuita włoski, politolog, prof. uniwersytetu w Palermo, o. Bartolomeo Sorge.

I taki rodzyneczek

Jezuita prof. Henryk Pietras z krakowskiego Ignatiatum postulował zrewidowanie pojęcia kapłaństwa. W wykładzie pt. "Od idei prezbiteriatu do kapłaństwa u wczesnych Ojców Kościoła" udowadniał, że dzisiejszy Kościół daleko odszedł od pierwotnej funkcji duchownego. Kapłaństwo w chrześcijaństwie - inaczej niż w religiach pogańskich i judaizmie - przynależało jedynie Chrystusowi, a z mocy jego ofiary - całemu Ludowi Bożemu. Sakrament chrztu był wiec jednoznaczny z sakramentem kapłaństwa. Podczas Eucharystii to właśnie lud składał ofiarę z samego siebie, a prezbiter jedynie temu przewodniczył. Był przywódcą, pasterzem i nauczycielem wspólnoty, miał pieczę nad wdowami i sierotami. Przy tym musiał się odznaczać nienagannością obyczajów, pobożnością i mądrością. To jednak zupełnie co innego niż kapłaństwo prezbiterów, które - argumentował o. Pietras - zrodziło się w IV wieku pod wpływem wierzeń pogańskich i "wzdychania za porządnym kultem świątynnym" znanym chrześcijanom ze Starego Testamentu. Po edykcie mediolańskim (z 313 r.) duchowieństwo otrzymało te same przywileje co kapłani dawnych kultów, podobnie jak oni zostali zwolnieni ze służby wojskowej, zaczęli się ubierać po kapłańsku, kościoły jako świątynie otrzymywały beneficja i zwolnienia od podatków, a biskupi dostali cywilną jurysdykcję nad wiernymi - tłumaczył. "Historii nie da się zawracać - przyznał prelegent. - Księża powinni jednak wyciągnąć z niej wnioski i właściwie postrzegać swoją rolę wśród ludu".
_______________________________
 
Lecz kiedy nadejdzie godzina powstania, magnatom lud ucztę zgotuje,
muzykę piekielną zaprosi do grania, a szlachta niech wtedy tańcuje.

 
GB
 Wysłana - 24 styczeń 2006 08:47      [zgłoszenie naruszenia]

Ja tam nie jestem zwolennikiem panstwa antyreligijnego, ale skoro chciales komentarzy... Wg mnie autor artykulu pare wygodnie "ustawia" sobie rozne zagadnienia, niekoniecznie poruszajac zwiazane z nimi problemu. Poza kwestia za duzo panstwa i dygresjami na ten temat ( partie odwołujące się do chrześcijaństwa uważają przerośnięte państwo za konieczność ) trudno mi sie z czymkolwiek tam zgodzic do konca. Moze wlasnie dlatego ze wiekszosc problemow nie jest poruszona do konca. Niestety, czytajac artykul przypominaja mi sie troche listy duszpasterskie Episkopatu - dlugie, pelne ogolnych sformulowan i nie poruszajace tematu.

Przykladowo - Kosciol musi sie zajmowac polityka . A przedtem dluga dyskusja o tym ze panstwa jest za duzo i jesli ktokolwiek cokolwiek robi to wchodzi w nim konflikt. Na pierwszy rzut OK, przeciez panstwa jest za duzo... STOP, w koncu dla wiekszosci problemem jest nie tyle to ZE Kosciol zajmuje sie polityka, ale W JAKI SPOSOB. A o tym juz autor dalej nie pisze (bo musialby dotknac prawdziwych problemow), wiec odpiera zarzut ktorego tak naprawde nie bylo... Ale przyznaje ze ladnie go sobie ustawil.


A to sobie zostawilem: W szczególności państwa te upowszechniają postawy niemoralne, ostatnio przez ułatwienia dla (...) rozwodów oraz praktyk dotąd uważanych za zboczenia.
Jak juz krytyka to odnosmy to co jest krytykowane (a nie jest idealne, zgoda) nie do jakiejs wysnionej utopii, bo nie ma to sensu, ale do jakiejs innej konkretnej sytuacji. W szczegolnosci (poniewaz autor dyskutuje stosunki panstwo-Kosciol) porownajmy to z sytuacja jaka byla wtedy gdy Kosciol mial cos do powiedzenia w sprawach moralnosci. Np. w Anglii bodajze w XIX wieku wykonano wyrok smierci za bycie homo, a jeszcze wiek wczesniej skazano (rowniez na smierc) faceta ktory stwierdzil publicznie ze nie wierzy w Boga. To ja mimo wszystko wole to co teraz... A rozwody podkreslilem specjalnie, bo stanowisko Kosciola w tej kwestii trudno nazwac inaczej niz hipokryzja...

 
logofilos
 Wysłana - 25 styczeń 2006 23:31       [zgłoszenie naruszenia]

Zasadniczo Kościół powinien możliwie blisko współpracować z państwem; nawet jeśli jesteśmy agnostykami i uważamy religię za "opium dla mas", to nie sposób zaprzeczyć, że jest to opium użyteczne, bo pozwalające na moralne i obyczajowe dyscyplinowanie tychże mas. Należy też pamietać, że Kościół może być narzędziem sakralizacji i legitymizacji władzy państwowej i porządku społecznego, co równierz nie pozostaje bez znaczenia.

W układzie państwo - Kościół przewagę powinna utrzymywać władza państwowa, co zapobiegałoby ideologizacji polityki i gwarantowało możliwość niedopuszczania do głosu kapłanów głoszących wywrotowe, rewolucyjne lub z innych powodów szkodliwe politycznie hasła.

Cytowany artykół niepozbawiony słusznych spostrzeżeń na temat szkodliwości państwowej omnipotencji (właściwej - co charakterystyczne - głównie dla państw autoidentyfikujących się jako demokratyczne i urzeczywistniające "społeczną sprawiedliwość"), ale też widoczne są fascynacje autora amerykańskim modelem liberalnym, który jest i zawsze pozostanie obcy autorytarno - korporacyjno - hierarchicznej tożsamości Starej Europy.

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]



 
Przegląd tygodnia

Państwo a Kościół

Warto przeczytać: Super biznes dla każdego myślącego;-) | unijne programy pomocowe-notatki | kara grzywny | Dzierżawa | Ubezpieczenie dla sportowca | ZUS - ulgi w podatkach | postęp w kraju :-( | czy mozna udostepniac ip?? | prawo dziecka | Nabycie członkstwa w spółdzielni mieszkaniowej | dam pracę | Public relations - szukam materiałów | Kanar i jego podpis | Czy potrzebna kasa fiskalna? | Eksport - bazy teleadresowe ? | pytanie... | koncerty | voodoowiec | muflon9 | patrycja markowska | thekleszcz | z kory dębu | mitomani | mitomania | egoiste platinum | zostańmy przyjaciólmi | tusk jest bi | zen-40 | zen 40 | obrona konieczna | maximus | clarus | -Batman- | base jumping | Biznes

 
Polecamy: KSW | Motywatory | Spalacz tluszczu

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2019 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0