FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 21237 razy ¬
 
ROZRYWKA | Seks
Philip Roth - Kompleks Portnoya - fragmenty 
[powiadom znajomego]    
Autor "Philip Roth - Kompleks Portnoya - fragmenty"   
 
Grasik
 Wysłana - 24 marzec 2006 10:57        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

przypomniałam sobie dziś o jednej z książek, ktoorą omawiałam kiedyś na stoodiach; przedstawia ona portret psychologiczny chłopca dojrzewającego wśrood licznych ograniczeń mieszczańskiej rodziny żydowskiej i tak dalej (chętni mogą przeczytać ); pisana lekkim językiem, dość często obfitooje w opisy erotyczno-pornograficzne, ktoore momentami potrafią nieźle ubawić... natrafiłam w sieci na jej fragment, ktoory wrzoocam poniżej; może nie było... więc może ktoś się ubawi nieco...





Kompleks Portnoya - Philip Roth
fragment
TRZEPANIE


Nadszedł okres dojrzewania - pół dnia spędzałem zamknięty w łazience, strzelając ze swojej armaty do kibla albo do kosza z brudną bielizną, albo plask do lustra na drzwiach apteczki, przed którym stałem w opuszczonych slipach, żeby zobaczyć, jak to wytryskuje. Lub też zginałem się we dwoje nad rozbieganą dłonią, zaciskałem mocno powieki, lecz szeroko otwierałem usta, żeby poczuć na języku i zębach ten lepki płyn, przypominający maślankę i bielidło - aczkolwiek dość często, w całym swym zaślepieniu i ekstazie, spryskiwałem sobie niechcący fryzurę zupełnie jak brylantyną.


Maltretowałem swój obnażony, nabrzmiały członek w świecie skłębionych chustek do nosa, zmiętych ręczników papierowych i zaplamionych piżam, wciąż drżąc ze strachu, że ktoś mnie potajemnie śledzi i że mnie nakryje na tym obrzydliwym uczynku, właśnie gdy będę się gorączkowo spuszczał. Mimo to nie byłem absolutnie w stanie opanować rąk, kiedy mój ptak dawał o sobie znać w okolicy brzucha. W trakcie lekcji podnosiłem palce do góry, pytałem, czy mogę wyjść, biegłem korytarzem do ubikacji i dziesięcioma czy piętnastoma silnymi pociągnięciami brandzlowałem się na stojąco do pisuaru. W kinie w sobotnie popołudnia mówiłem kolegom, że wychodzę do automatu ze słodyczami... i zaszywałem się z tyłu na balkonie, gdzie puszczałem strugę nasienia do opakowania po batoniku. Na pikniku rodzinnym wydrążyłem raz jabłko, zobaczyłem, ku swojemu zdumieniu (i nie bez podszeptu stałej obsesji), jak wygląda środek, po czym pobiegłem do lasu, żeby dopaść jamy owocu, wyobrażając sobie, że ten chłodny, mięsisty otwór znajduje się w rzeczywistości między nogami owej mitycznej istoty, która zawsze mówiła do mnie "duży chłopcze", kiedy błagała o to, czego żadna dziewczyna, jeśli wierzyć danym historycznym, nigdy dotąd nie zaznała.


- Och, wsadź mi to, duży chłopcze - wołało wydrążone jabłko, które waliłem jak idiota na tamtej majówce. - Chłopcze, duży chłopcze, och, daj mi wszystko, co masz - dopraszała się pusta butelka po mleku, którą trzymałem ukrytą w spiżarni w piwnicy, żeby się po szkole doprowadzać do szaleństwa swoim posmarowanym wazeliną fagasem. - Chodź tu, duży chłopcze, chodź do mnie - wyła jak oszalała wątróbka, którą w swoim obłędzie kupiłem pewnego popołudnia u rzeźnika, a następnie, może mi pan wierzyć albo nie, zgwałciłem za słupem ogłoszeń w drodze na lekcję przed bar micwą.


Pod koniec pierwszego roku liceum - i pierwszego roku masturbacji - odkryłem na spodzie penisa, tam, gdzie trzon styka się z główką, małą odbarwioną plamkę, którą nazwałem pieprzykiem. Rak. Doprowadziłem się do raka. Całe to ciąganie i szarpanie własnego ciała, całe to tarcie spowodowało nieuleczalną chorobę. A przecież nie mam jeszcze czternastu lat! Wieczorem przed zaśnięciem łzy same ciekły mi z oczu.


- Nie! - szlochałem. - Nie chcę umierać! Błagam, nie!


Ale ponieważ wkrótce i tak będę trupem, zabierałem się do dzieła i jak zwykle onanizowałem się w skarpetkę. Zacząłem brać ze sobą do łóżka parę brudnych skarpet, żeby mieć jedną w charakterze zbiornika przed snem, a drugą po obudzeniu.


Gdybym umiał się ograniczyć do jednego trzepania dziennie albo poprzestał na dwóch czy choćby nawet trzech! Ale żyjąc ze świadomością własnego końca, zacząłem wprost ustanawiać coraz to nowe rekordy. Przed posiłkami. Po posiłkach. Podczas posiłków. Zrywam się od stołu przy obiedzie, łapię się dramatycznie za brzuch - rozwolnienie! - wołam - dostałem rozwolnienia! - a kiedy zamykam za sobą drzwi łazienki, wkładam na głowę parę majtek, ukradzionych z bieliźniarki siostry, które zawsze noszę w kieszeni zawinięte w chustkę do nosa. Bawełniane majtki na twarzy wywołują tak galwaniczny efekt - podobnie jak samo słowo "majtki" - że trajektoria wytrysku osiąga nowy, zaskakujący pułap; strzelając z penisa niczym z rakiety, sperma trafia prosto w żarówkę pod sufitem, gdzie zawisa ku mojemu zaskoczeniu i przerażeniu.

W pierwszej chwili gwałtownie zasłaniam głowę, pewien, że szkło rozpryśnie się i buchną płomienie - poczucie zagrożenia, jak pan widzi, nigdy mnie nie opuszczało. Następnie jak najciszej wspinam się na kaloryfer i wycieram skwierczące gluty kawałkiem papieru toaletowego. Dokładnie przeszukuję zasłonę prysznica, wannę, kafelki na podłodze, cztery szczoteczki do zębów - uchowaj, Boże! - i kiedy już mam otworzyć drzwi, przekonany, że zatarłem za sobą wszelkie ślady, serce aż mi podskakuje na widok czegoś, co przyczepiło się niczym gil z nosa do czubka mojego buta. Jestem Raskolnikowem masturbacji - lepkie dowody winy są wszędzie! Czy również na moich mankietach? We włosach? W uchu? Nie przestaję nad tym rozmyślać, kiedy wracam do kuchennego stołu, nachmurzony i ze zbolałą miną, żeby odburknąć obłudnie ojcu, który otwiera buzię pełną czerwonej galaretki i mówi:


- Nie rozumiem, dlaczego zamykasz się w łazience. Nie mogę tego pojąć. Co to jest, dom rodzinny czy dworzec centralny.


- ...życie prywatne... istota ludzka... nikt tu nie przestrzega - odpowiadam, po czym odsuwam deser z krzykiem - źle się czuję, dajcie mi wszyscy spokój!


Po deserze - który jednak kończę, bo tak się składa, że lubię galaretkę, chociaż nienawidzę całej rodziny - po deserze znów wracam do łazienki. Grzebię w brudach z całego tygodnia, dopóki nie znajdę przepoconego stanika siostry. Naciągam jedno ramiączko na gałkę drzwi łazienkowych, a drugie na gałkę bieliźniarki, niczym stracha na wróble, który przybliży mi kolejne marzenia.


- Bij go, duży chłopcze, zbij go na czerwoną miazgę - tak mnie zachęcają miseczki biustonosza Hanny, kiedy raptem zwinięta gazeta wali do drzwi. Aż odskakuję z ręką zajętą kilka centymetrów od deski klozetowej.


- Daj innym też sobie huknąć na tronie - mówi ojciec. - Już od tygodnia nie miałem stolca.


Z właściwym sobie talentem odzyskuję równowagę i wybucham urażony:


- Mam straszne rozwolnienie! Czy nikogo w tym domu to nie obchodzi? - Równocześnie wznawiam ruch posuwisty, a nawet przyśpieszam tempo, gdy tylko mój dotknięty rakiem organ znów ożywa i zaczyna cały wibrować.


Wówczas biustonosz Hanny wchodzi w drżenie. Huśta się na obie strony! Przymykam oczy i oto... Lenora Lapidus! Ma największe bufory w całej klasie, a kiedy biegnie po lekcjach do autobusu, ten wielki nietykalny towar podskakuje pod bluzką, och, zaklinam je, żeby wyszły z tych misek tu do mnie, PRAWDZIWE CYCKI LENORY LAPIDUS, i w tym samym ułamku sekundy uświadamiam sobie, że matka szarpie energicznie za gałkę drzwi. Drzwi, które tym razem zapomniałem zamknąć na zatrzask! Wiedziałem, że kiedyś to się musi stać! Przyłapano mnie! Już po mnie!


- Otwórz, Aleks, otwórz w tej chwili.


Zamknięte, nie przyłapano mnie! I widzę po tym, co kołacze się w mojej dłoni, że jeszcze nie umarłem. Walić go! Walić!


- Liż mnie, chłopczyku, wyliż mnie do ostatka! Jestem gruby, wielki, rozpalony do czerwoności biustonosz Lenory Lapidus!<%0>


- Aleks, odpowiedz mi. Jadłeś frytki po szkole? Dlatego jesteś chory?


- Nnnnie, nnnnie.


- Aleks, masz bóle? Chcesz, żebym wezwała lekarza? Masz bóle czy nie? Muszę wiedzieć dokładnie, gdzie cię boli. Odpowiedz zaraz.


- Aha, aha.


- Aleks, nie spuszczaj wody - mówi matka surowym tonem. - Chcę zobaczyć, co zrobiłeś. Nie podobają mi się te odgłosy.


- Ani mnie - dodaje ojciec, poruszony jak zwykle moimi osiągnięciami, czując zarówno podziw, jak i zazdrość. - Już od tygodnia nie miałem stolca. - W tym samym momencie chyboczę się na wyżynach deski klozetowej i ze skowytem batożonego zwierzęcia wydalam trzy krople ledwie kleistej cieczy w skrawek materiału, którego dotykała sutkami moja osiemnastoletnia siostra z płaskim biustem, bo tylko taki ma. To mój czwarty orgazm tego dnia.

Kiedy zacznę tryskać krwią?


- Chodź no tutaj - mówi matka. - Dlaczego spuściłeś wodę, chociaż cię prosiłam, żebyś nie spuszczał?


- Zapomniałem.


- Co tam było, że musiałeś tak szybko spuścić?


- Rozwolnienie.


- Bardziej płynne czy bardziej kaka?


- Nie zaglądam! Nie zajrzałem! Przestań mówić do mnie "kaka", jestem już w szkole średniej!


- Aleks, tylko nie podnoś na mnie głosu. Zapewniam cię, że to nie przeze mnie masz rozwolnienie. Gdybyś jadł tylko to, co dostajesz w domu, nie latałbyś pięćdziesiąt razy dziennie do łazienki. Hanna mi powiedziała, co ty wyprawiasz, więc nie myśl, że nie wiem.


Zauważyła, że zginęły jej majtki! Przyłapano mnie! Niech więc umrę. Naprawdę wolałbym umrzeć!


- Taak... i co ja takiego robię?


- Chodzisz po szkole z Melvinem Weinerem na frytki do baru Harolda, gdzie sprzedają hot dogi i inne świństwa. Może to nieprawda? Tylko mi nie kłam. Objadasz się po szkole frytkami z ketchupem przy Hawthorne Avenue? Jack, chodź no tutaj, chcę, żebyś to usłyszał - woła ojca, który zajmuje teraz łazienkę.


- Usiłuję się właśnie wypróżnić - pada odpowiedź. - Mam dość kłopotów i bez tego, żeby krzyczano na mnie, kiedy usiłuję się wypróżnić.


- Wiesz, co twój syn robi po szkole, ten prymus, przy którym rodzona matka nie może już mówić "kaka", bo jest taki dorosły? Jak sądzisz, co robi twój dorosły syn, kiedy nikt go nie pilnuje?


- Błagam cię, zostaw mnie w spokoju - woła ojciec. - Dajcie mi na chwilę święty spokój, żebym mógł tu coś zrobić!


- Poczekaj tylko, aż ojciec usłyszy, co ty wyprawiasz, na przekór wszelkim wymogom zdrowotnym. Aleks, odpowiedz mi. Jesteś taki mądry, masz już odpowiedź na wszystko, odpowiedz mi tylko na jedno: dlaczego twoim zdaniem Melvin Weiner nabawił się nieżytu kiszek? Dlaczego ten dzieciak spędził pół życia w szpitalach?


- Bo je świństwa.


- Nie waż się ze mnie kpić!


- No dobrze - wrzeszczę - to jak się nabawił nieżytu kiszek?


- Bo je świństwa! Ale to nie są żarty! Bo dla niego posiłek to batonik spłukany butelką pepsi. Wiesz, jak wygląda jego śniadanie? Najważniejszy posiłek dnia, i to nie tylko zdaniem twojej matki, Aleks, ale też zdaniem najwybitniejszych dietetyków, wiesz, co ten dzieciak je?


- Pączka.


- Żebyś wiedział, że pączka, mądralo. I popija kawą. Pączek z kawą, i tak ten trzynastoletni bachor, któremu zostało pół żołądka, zaczyna dzień. Ale ty, chwała Bogu, zostałeś wychowany inaczej. Twoja matka nie szlaja się po mieście przez cały dzień, od Bama do Hahnego i do Kresgego, jak nie powiem kto. Aleks, wytłumacz mi, zdradź tajemnicę, a może to ja jestem po prostu głupia, wytłumacz mi jedno, do czego ty zmierzasz, co chcesz udowodnić tym, że objadasz się takimi świństwami, zamiast wrócić do domu na herbatniki z makiem i szklankę pysznego mleka? Chcę się dowiedzieć prawdy. Nie powiem ojcu - mówi, ściszając wymownie głos - ale muszę się od ciebie dowiedzieć prawdy. - Pauza. Również wymowna. - Jesz tylko frytki, kochanie, czy coś więcej?... Powiedz mi, proszę cię, czym jeszcze zaśmiecasz żołądek, żebyśmy mogli się wspólnie zastanowić nad twoim rozwolnieniem! Aleks, przyznaj się. Jesz na mieście hamburgery? Odpowiedz, dlatego spuściłeś wodę, że tam były hamburgery?


- Już ci powiedziałem, nie zaglądam do klozetu, kiedy spuszczam wodę! Nie jestem ciekaw, tak jak ty, ludzkiego kaka!


- Oj, oj, oj, ledwo skończył trzynaście lat, a już tak pyskuje! I to komuś, kto pyta o jego zdrowie, dla jego dobra! - Ponieważ nie może tego absolutnie pojąć, oczy zachodzą jej łzami. - Aleks, dlaczego tak postępujesz, wytłumacz mi. Błagam cię, powiedz, co myśmy ci takiego strasznego zrobili w ciągu naszego życia, żebyś tak nam odpłacał?

Pewno uważa, że nie ma na nie odpowiedzi. Co gorsza, ja też tak uważam. Co oni mi dawali przez całe życie prócz poświęcenia? Tylko zupełnie nie jestem w stanie pojąć, dlaczego właśnie to miałoby być takie straszne... i to do dzisiaj, panie doktorze! Do dzisiaj tego nie pojmuję!


ksiazki.wp.pl

reszta w bibliotece...
______________________________
 
there's a hunger still unsatisfied

Znawca -
 
Andromedaa
 Wysłana - 24 marzec 2006 11:04      [zgłoszenie naruszenia]

Hehe dobre ... poszukam u siebie w bibliotece

Ekspert -
 
super_girl
 Wysłana - 24 marzec 2006 11:11      [zgłoszenie naruszenia]

najs szit

 
Grasik
 Wysłana - 24 marzec 2006 12:41      [zgłoszenie naruszenia]

miłej lektoory
_______________________________
 
there's a hunger still unsatisfied

Znawca -
 
Przemo17
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:12      [zgłoszenie naruszenia]

nieeeeee no za***iste.. weśśśśśśśśśśśśśśśś

nie polecam czytać; to o chłopcu który wszędzie wali konia i bryzga sperma co stanie na drodze . i jaki morał z tej opowieści?? oświeci ktoś mnie?

 
faramka
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:15      [zgłoszenie naruszenia]

Jestem Raskolnikowem masturbacji - lepkie dowody winy są wszędzie!

O niieeee

A generalnie:
_______________________________
 
[www.bike.sandomierz.org]

Specjalista -
 
VLAD.IV
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:17      [zgłoszenie naruszenia]

Przemo - nie wszystko ma morał... niektore rzeczy czyta sie tylko dla śmiech lub przyjemności...

to o chłopcu który wszędzie wali konia i bryzga sperma co stanie na drodze

A Ty tak nie robisz????

_______________________________
 
Sons Of The Gods Today We Shall Die
Open Valhalla's Door
Let The Battle Begin With Swords In The Wind
Hail Gods Of War

Ekspert -
 
Duralas
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:17      [zgłoszenie naruszenia]


_______________________________
 

Znawca -
 
Grasik
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:19      [zgłoszenie naruszenia]

nie polecam czytać

a czytałeś w ogoole?
_______________________________
 
there's a hunger still unsatisfied

Znawca -
 
accuface
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:22     
 Usunięta przez slonce_m za naruszenie Pkt4 regulaminu forum.
[zgłoszenie naruszenia]

 
 
Grasik
 Wysłana - 24 marzec 2006 13:24      [zgłoszenie naruszenia]

(nie mogłam edytować)

jeszcze jedno - polecam dowiedzieć się, czym jest "kompleks Portnoya" (taki termin istnieje - to nie tylko tytooł książki)

i tak jak vlad pisał - mało ktoore z was majstrowało u siebie? swoją drogą aż mnie dziwi, że loodzie oglądają pornosy, walą sobie i nagle boolwersooją się jakąś książką... lol


pozdrawiam

Zmieniony przez - Grasik w dniu 2006-03-24 13:32:47
_______________________________
 
there's a hunger still unsatisfied

Znawca -
[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]

Odpowiedzi jest na 7 stron.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia

Philip Roth - Kompleks Portnoya - fragmenty

Strony: 1 2 3 4 5 6 7