FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 952 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Polityka
Smutne, ale wydaje mi się, że też prawdziwe. 
[powiadom znajomego]    
Autor "Smutne, ale wydaje mi się, że też prawdziwe."   
 
Camillus2
 Wysłana - 18 lipiec 2009 12:49        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

Dziś mija 18 lat od śmierci Michała Tadeusza Falzmanna, głównego specjalisty Najwyższej Izby Kontroli, który na trzy miesiące przed śmiercią podjął samotną i beznadziejną walkę z procederem rozgrabiania Polski poprzez rządzący od tamtego czasu "układ finansowy".

Gotów iść tchu ostatkiem, dopóki nie skonasz,
Domokrążny po świata pustyni misjonarz.

W przymusie dobrowolnym, co nie zna zwątpienia.
Bo prawda jest nad klęską i nic jej nie zmienia

(Kazimierz Wierzyński, W imię Ojca)

W sobotę, 18 lipca 2009, mija 18 lat od śmierci Michała Tadeusza Falzmanna, głównego specjalisty Najwyższej Izby Kontroli, który na trzy miesiące przed śmiercią podjął samotną i beznadziejną walkę z procederem rozgrabiania Polski, poprzez rządzący od tamtego czasu "układ finansowy". Jeśli ktoś jest skłonny wymienić nazwisko Falzmanna to przeważnie kojarzy je z tzw. aferą FOZZ, ale Falzmannowi nie chodziło tylko o FOZZ: uważał on FOZZ za fragment większej całości - mechanizmu drenażu finansów publicznych, którego FOZZ był tylko najbardziej jaskrawą i, na dzisiaj, stosunkowo najlepiej udokumentowaną egzemplifikacją.

Dzisiaj możemy tylko zgadywać, dlaczego 19 marca 1991 zgłosił się do Falzmanna dyrektor NIK Anatol Lawina z pismem od Lecha Wałęsy, proponując mu pracę w NIK i kontrolę FOZZ? Czy naprawdę chodziło im o rzetelne zbadanie "nieprawidłowości" w sprawie Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, czy też o zwyczajowe "odfajkowanie sprawy": papiery, notatki, sprawozdania, które szefowie odkładają na "bardziej sposobną chwilę"? Tego się już nie dowiemy, nie żyje już ani Anatol Lawina, ani jego szef, prezes NIK, Walerian Pańko. "Żyją" tylko notatki Falzmanna, i te służbowe, kierowane do szefów, i te prywatne, i te pisane do różnych politycznych personaży poza drogą służbową. Są jak kawałki ogromnego "puzzla", do których wciąż brakuje kawałków łączących, ale i tak rysują przerażający obraz stanu finansów Rzeczypospolitej, a na tym tle, niczym złowrogie koszmary, pojawiają się postacie oficjalnych strażników pieniędzy publicznych.

Przełożeni nie docenili odwagi, determinacji i sprawności Michała Falzmanna. Mając w ręku upoważnienie Prezydenta Państwa i Prezesa NIK, szedł on jak burza przez ciche i wypełnione kulturą gabinety prezesów banków, dyrektorów departamentów, ministrów, a nawet premierów. Nie dawał się zastraszyć ani wyprowadzić w pole. Za to na biurkach jego szefów nieustannie dzwoniły telefony. Jak wyznał w wywiadzie prasowym po jego śmierci Anatol Lawina: "liczba skarg na Michała Falzmanna przekraczała ludzkie wyobrażenie!". Kiedy na tych biurkach rosła liczba notatek służbowych Falzmanna i wyłaniać się zaczął prawdziwy obraz - na wszelkie sposoby starali się go powstrzymać!

On sam nie miał wątpliwości ani za co się wziął, ani co go czeka. W swoim notatniku zapisał: "Dalsza praca to ogromne, śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych". Z tą świadomością zdecydował się walczyć do końca.

Wiemy, że z tego zagrożenia zdawał sobie sprawę i sam Prezes NIK. Z relacji jego wdowy wiemy, że niechętnie udawał się do pracy w stylowym gmachu NIK: "ty mnie na śmierć wysyłasz" - mówił do żony. Ta śmierć spotkała go w nie całe trzy miesiące po śmierci Falzmanna. Co ciekawe, nie odnaleziono klucza do jego osobistego sejfu, a kiedy sejf ten otworzono, okazało się, że niczego tam nie ma!

Oczywiście, w tych śmierciach nie wolno dopatrywać się niczego niezwykłego! Dochodzenia prokuratorskie zostały umorzone, żadnych nadzwyczajnych przyczyn nie wykryto. Jak nas zapewnił oficjalny przedstawiciel Prezesa NIK na tzw. konferencji naukowej, jaka trzy lata temu odbyła się na Uniwersytecie Śląskim, tylko źli ludzie mogą się dopatrywać jakichś nienaturalnych przyczyn! Walerian Pańko był kochanym przez wszystkich człowiekiem, który nie miał wrogów, nikt nie mógł wpaść na tak nieludzki pomysł, żeby go zabijać! A Falzmann? Cóż, to typowy troublemaker, człowiek sprawiający wszystkim kłopoty, nic więc dziwnego, że i sobie też

Dostojne Grono Konferencyjne z należnym szacunkiem przyjęło tę egzegezę - wystąpienia moje i dra Wojciecha Błasiaka zostały bezceremonialnie przerwane, żeby Grono mogło spokojnie udać się na lunch. Moje pismo w tej sprawie do Prezesa NIK pozostało bez odpowiedzi.

Po śmierci Falzmanna, razem z moim kolegą-fizykiem Mirosławem Dakowskim, na podstawie dokumentów, jakie pozostawił nam Michał, napisaliśmy książkę Via bank i FOZZ, która nie została przychylnie przyjęta. Nie pozostawiły na nas suchej nitki "NIE", "Trybuna" i "Gazeta Wyborcza", inne media rzecz taktownie przemilczały. Książka nasza nie trafiła do księgarń. Jak mi oświadczył kierownik jednej z uniwersyteckich księgarń: "bo to nikogo nie interesuje, proszę pana". I faktycznie. Do dzisiaj nie znalazł się wydawca, który by chciał się podjąć jej wznowienia.

Jednakże na wniosek jednego z głównych "macherów" FOZZ, niejakiego Dariusza Tytusa Przywieczerskiego, zainteresował się naszą książką Sąd Okręgowy w Warszawie i w rezultacie tego "zainteresowania" musiałem przez 14 lat jeździć do Stolicy, aby przed sądem odpierać stawiane mi zarzuty. Pełnomocnik powoda, wybitny warszawski jurysta, mec. Ryszard Siciński, kwestionował wszystko, w ogóle i w szczególe. Najbardziej, naturalnie, kwestionował sam Przywieczerski, który z ogniem w oczach zapewniał Sąd, że nigdy, przenigdy nie miał żadnych związków z żadnymi "służbami specjalnymi", a wszystko, co napisaliśmy to haniebna potwarz! Kiedy jednak zażądaliśmy sprawdzenia tego w IPN, to Sąd natychmiast sprawę utajnił. Niepotrzebnie zresztą, bo naszą książką pies z kulawą nogą się nie interesował, nie byli ciekawi wyniku procesu wybitni dziennikarze śledczy, którzy z takim zaangażowaniem tropią godne tego sprawy.

Z procesu, który w istocie był procesem o dobre imię Michała Falzmanna, wyszliśmy cało: upadł i wycofał się z procesu "Universal" - największa kiedyś spółka handlu zagranicznego; uciekł z Polski nasz "bohater" - Dariusz Tytus, który podobno przebywa dzisiaj USA, współpracując z oddaniem z tamtejszymi służbami specjalnymi. Jego chlubna przeszłość w komunistycznych służbach z pewnością dodaje mu tylko wdzięku i znaczenia. Oddał pełnomocnictwo wybitny warszawski jurysta. Sąd pozew oddalił, po 14 latach dochodząc do wniosku, że był bezzasadny.

Z pewną satysfakcją możemy dzisiaj powiedzieć, że obroniliśmy dobre imię Michała Falzmanna, że wszystko co nam zostawił w swoich dokumentach jest wiarygodne i wytrzymało próbę czasu. Ale cóż więcej przyniosła ofiara jego młodego życia?



Dzisiaj już nikt na nasz widok nie puka się w głowę, nikt, śladem Jerzego Urbana nie pisze, że jesteśmy "oszołomami, tropiącymi wymyśloną mafię czerwonych szpiegów". Tak, dzisiaj już wszyscy wiemy, że "mafia czerwonych szpiegów" to żaden wymysł, lecz brutalna rzeczywistość III RP, że większość z tych "czerwonych szpiegów" ma się dobrze, a nawet jeszcze lepiej, że finansami Rzeczypospolitej nadal zajmują się ówcześni "eksperci", ze wspaniałym profesorem Balcerowiczem na czele. Przez 18 lat nie doczekaliśmy się specjalnej sejmowej i prezydenckiej komisji śledczej, której powołania domagał się Falzmann. Sprawa FOZZ jest nadal niewyjaśnioną zagadką, mechanizm FOZZ, o jakim wielokrotnie pisaliśmy i mówiliśmy w jakichś marginalnych publikacjach, nie został oficjalnie przedstawiony i nie wyciągnięto z niego żadnych konsekwencji.

Ale Michał Falzmann "nie wszystek umarł". Sprawa, której badanie przypłacił życiem, jak duch z zaświatów pojawia się, od czasu do czasu, w mediach publicznych.



A na grobie Michała zapalmy świeczkę i pomódlmy się słowami Poety:

W swej racji samowiednej, w natchnieniu wytrwałym,
Bo słowo wyszło z prawdy i stało się ciałem.

I stanie się wolnością, i Bóg jej wysłucha.
W imię Ojca i Syna, i polskiego ducha.


Jerzy Przystawa

[niezalezna.pl/article/show/id/22873]

Znawca -
 
minner
SZPIEG
 Wysłana - 18 lipiec 2009 13:20      [zgłoszenie naruszenia]

No i co niby można zrobić ??

Nic tylko czekać III Wojny Światowej żeby przemyła to szambo zwane Polską.
_______________________________
 
"Only the deads will see the end of war"
MODERATOR MILITARIÓW od 2007 :-)
INSOMNIA 2013

Ekspert -
 
Czorny90
 Wysłana - 18 lipiec 2009 19:26       [zgłoszenie naruszenia]

szambo to ludzie ktorzy doprowadzaja do takiego stanu, nie Polska.

Znawca -
[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]



 
Przegląd tygodnia

Smutne, ale wydaje mi się, że też prawdziwe.

Warto przeczytać: "Nocna Zmiana" | Wielkie zwyciestwo 1989- czy aby napewno ? | Polityka a religia | Media a polityka | Gabinet Cieni | António de Oliveira Salazar | PO-PSL+SLD | Co z tą Platformą? | Rafał A. Ziemkiewicz - publicystyka | Piractwo- zlodziejstwo czy walka o wolnosc ? | Pierwsze w historii Sejmu wysłuchanie publiczne | Kolejny "zamach stanu" | Sporne kwestie na linii Warszawa-Berlin | Psucie kapitalizmu ciąg dalszy | Sprawa Macierewicza zakończona (???) | "Lżenie Żydów w RM: Umorzono śledztwo" | duża warszawianka | dzierA a | owl7 | SHAKIRA19 | pochlaniaczka16 | wiolakulig | dika | wizerunek śmierci | kolo zamachowe | JAKO SYMPATYK | rower | brzuszki | tunele | bold w dziale | bold | banners broker | mdp661 | wujek z ameryki | Biznes

 
Polecamy: KSW | Motywatory | Spalacz tluszczu

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2019 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0