FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 1733 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Polityka
Spór POL-GER (przeczytane na onecie) 
[powiadom znajomego]    
Autor "Spór POL-GER (przeczytane na onecie)"   
 
M_A_D
 Wysłana - 30 październik 2006 20:57        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

Polacy dyskutują zawzięcie na temat projektu powołania Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie i o wojennych losach rodziny Eriki Steinbach. Tymczasem Niemcy, niewiele się tym przejmując, opracowali już koncepcję ("Konzept") Centrum. Nie zamierzają też dyskutować na temat jego lokalizacji. Centrum będzie w Berlinie.

Holocaust Nummer Zwei
Z "Koncepcji merytorycznego kształtu Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie" ("Konzept für die inhaltliche Ausgestaltung..."), zamieszczonej w najnowszym biuletynie Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa "Przeszłość i Pamięć" (nr 1-2 2003 r.), wynika, że nie będzie to żaden ośrodek upamiętniający cierpienia ludzi z różnych krajów europejskich, których zmuszono do porzucenia rodzinnego domu - jak nas przedtem często zapewniano i w ten sposób uspokajano. W świetle "Koncepcji" będzie to klasyczna instytucja propagandowa, która ma ostatecznie zdjąć z Niemców odium za zbrodnie wojenne i postawić ich w rzędzie niewinnych ofiar.
Z zestawień będących integralną częścią projektu - przygotowanego przez grupę niemieckich historyków i publicystów - wynika jednoznacznie, że w XX wieku najbardziej ucierpieli z powodu wypędzeń Niemcy i Żydzi. Stałe ekspozycje w Centrum mają dotyczyć wyłącznie Niemców. Cierpienia innych narodów będą pokazywane okazjonalnie, czasowo, przy okazji konferencji czy dyskusji. Erika Steinbach stara się pozyskać na siedzibę Centrum dawny bunkier przeciwlotniczy w dzielnicy Kreuzberg, niedaleko centrum Berlina i niedaleko pomnika Holokaustu. Wygląda na to, że Niemcy wyciągnęli właściwe wnioski i docenili korzyści polityczne, jakie wynikają z kultywowania wojennego cierpienia. Za kilka lat może się dowiemy, że Niemcy, tak samo jak Żydzi, byli ofiarami nazistów. Trzeba też będzie poszukać współwinnych. Z tym nie powinno być jednak problemów, pod ręką są przecież Polacy. Ten proces już się rozpoczął.
We wstępie do "Konzeptu" czytamy: "W pierwszej połowie XX wieku wypędzono, deportowano lub przesiedlono z ich ojczyzny od 50 do 80 milionów ludzi. Duża część narodów europejskich cierpiała z powodu tej przemocy: Bułgarzy, Finowie, Estończycy, Niemcy, Grecy, Włosi, narody kaukaskie, Tatarzy krymscy, Chorwaci, Łotysze, Litwini, Austriacy, Rosjanie, Serbowie, Słoweńcy, Tyrolczycy, Turcy, Ukraińcy i wiele małych, dzisiaj prawie zapomnianych narodów"! Wygląda na to, że jesteśmy narodem albo "małym", albo "zapomnianym"! Przeoczenie czy bezczelność? Raczej to drugie, wszak Niemcy są bardzo skrupulatni i takich błędów nie popełniają. A swoją drogą, co to za "przesiedlenia" Austriaków? Czy "wypędzenie" niewielkiej liczby Litwinów, którzy w czasie wojny współpracowali z Niemcami i w samych tylko Ponarach zamordowali ponad 100 tys. Żydów, Polaków i jeńców sowieckich, bardziej zasługuje na wzmiankę w pierwszych słowach projektu niż polska hekatomba?

Ofiary
Według "Koncepcji", niemiecka statystyka wypędzonych w XX wieku (lata 1913-1999) jest
następująca:
1. Niemcy - 15 mln 595 tys. wypędzonych,
2. Żydzi - 6 mln 300 tys.,
3. Grecy - 2 mln 820 tys.,
4. Polacy - 2 mln 700 tys.,
5. Armeńczycy - 2 mln 245 tys.,
6. Turcy, Muzułmanie - 1 mln 410 tys.,
7. Albańczycy - 1 mln 320 tys.,
8. Bośniacy muzułmańscy - 1 mln 200 tys.,
9. Serbowie - 1 mln 90 tys.,
10. Ukraińcy - 940 tys.,
11. Czeczeni, Inguszeci - 930 tys.,
12. Finowie - 700 tys.,
13. Węgrzy - 430 tys.,
14. Włosi - 300 tys.,
15. Litwini - 298 tys.,
16. Rumuni - 275 tys.,
17. Białorusini - 260 tys.,
18. Tatarzy krymscy - 260 tys.,
19. Gruzini - 250 tys.,
20. Meszetowie, Kurdowie - 200 tys.,
21. Azarowie - 190 tys.,
22. Bułgarzy - 164 tys.,
23. Łotysze - 154 tys.,
24. Estończycy - 150 tys.,
25. Kałmucy - 134 tys.,
26. Francuzi - 100 tys.,
27. Mołdawianie - 90 tys.,
28. Karaczyjczycy - 76 tys.,
29. Chorwaci - 70 tys.,
30. Słoweńcy - 60 tys.,
31. "Bałkańczycy" [?] - 60 tys.,
32. Czesi - 40 tys.,
33. Macedończycy - 30 tys.

Winni
Jest ich wielu. W tym "tłumie" Niemcy giną, są dopiero na 3. miejscu, i to ze znakiem zapytania (przy liczbie wypędzonych przez nich Żydów). Największymi prześladowcami innych narodów w XX wieku byli, według "Koncepcji" Centrum Wypędzonych, Polacy!
1. Polacy - "wypędzili" 9 mln 700 tys. ludzi (przede wszystkim Niemców)
2. Sowieci - 8 mln 510 tys. (w tym Rosjanie do 1917 r. - 200 tys., Rosjanie po 1990 r. - 430 tys.),
3. Niemcy - 6 mln 620 tys.,
4. Czesi - 3 mln 240 tys.,
5. Serbowie - 2 mln 165 tys.,
6. Turcy - 1 mln 475 tys.,
7. Chorwaci - 1 mln 360 tys.,
8. Liga Narodów [!] - 1 mln 300 tys.,
10. Bułgarzy - 1 mln 135 tys.,
11. Jugosłowianie - 500 tys.,
12. Węgrzy - 500 tys.,
13. Grecy - 460 tys.,
14. Ukraińcy - 400 tys.,
15. Abchazowie - 250 tys.,
16. Rumuni - 240 tys.,
17. Azarowie - 230 tys.,
18. Armeńczycy - 190 tys.,
19. alianci - 140 tys.,
20. Francuzi - 140 tys.

Niemcy i Polacy
Wygląda więc na to, że głównymi bohaterami Centrum, obok "pokrzywdzonych" Niemców (prawie 16 mln), będą Polacy, którzy skrzywdzili prawie 10 mln Niemców oraz Ukraińców i Białorusinów. W opiniach tych, którzy ostrzegają, że Centrum będzie w swej wymowie antypolskie, nie ma więc cienia przesady. Trzeba to wreszcie przyjąć do wiadomości i odpowiednio zareagować, póki czas!
W XX wieku Polacy cieszyli się wolnością i suwerennością państwową tylko przez około 30 lat (dwudziestolecie międzywojenne oraz ostatnia dekada). W jaki sposób udało nam się "wygnać" w tym czasie około 10 mln sąsiadów? Nawet przeciętnie inteligentny uczeń szkoły podstawowej musi uznać, że coś tu jest nie tak. A przecież "Koncepcję" pisali niemieccy profesorowie i publicyści. Zła wola to za mało powiedziane. Tu trzeba by użyć dosadnego wyrażenia. Udręka Narodu Polskiego spowodowana sowiecko-hitlerowskim spiskiem z sierpnia 1939 r. (pakt Ribbentrop - Mołotow), pomiatanie Polakami przez całą wojnę, mordowanie całych rodzin, wypędzanie z własnych domów i z ziem, gdzie mieszkali od pokoleń, pozbawienie ich suwerenności państwowej na kilkadziesiąt lat i pozostawienie decyzji co do ich losów najpierw zbrodniczemu duetowi Niemcy - Związek Sowiecki, kilka lat później Sowietom, przy asyście obojętnych pseudoaliantów - to wszy-stko można uznać "naukowo" za czas naszych represji wobec sąsiadów?! W ten sposób "uczeni" z Centrum chcą edukować młode pokolenie Niemców i Europejczyków?

Okupanci też "wypędzeni"
Kiedy dokonaliśmy tych niecnych czynów? Przypatrzmy się szczegółom zawartym w dołączonych do "Koncepcji" tabelach. Po raz pierwszy Polacy "wypędzali" sąsiadów w latach 1919-1926! "Skrzywdzili" wówczas około 700 000 Niemców, przy czym "liczba ofiar" tych "wypędzeń" jest na razie nieznana. W odpowiedniej rubryce postawiono znak zapytania. Przypuszczać należy, że po pewnym czasie pojawi się tam jakaś okrągła cyfra. Dlaczego Polacy natychmiast po odrodzeniu swego państwa wyganiali z Polski Niemców? Okazuje się, że nawet tak sformułowane pytanie może razić niemieckie uczucia. Polacy nie "wypędzali" bowiem z Polski (co można by pewnie jeszcze uznać), lecz "z Prus Zachodnich", "z Kraju Warty" i "z Górnego Śląska" (Westpreußen, Wartheland, Oberschlesien). Dla niemieckiego Centrum przeciw Wypędzeniom taki podmiot jak odrodzona Rzeczpospolita Polska i jej granice w ogóle nie istnieją! Nie istnieje europejska jesień niepodległości roku 1918, kiedy to swą państwowość odzyskali nie tylko Polacy, lecz także inne narody: Irlandczycy, Finowie, Litwini, Łotysze, Estończycy, narody południowej Słowiańszczyzny, Węgrzy, Czesi, Słowacy. Jeśli do tego dodamy obecną w zestawieniu Ligę Narodów, jako współwinną wypędzeń w XX wieku, to wracamy do lat 30. i do pretensji Hitlera i Stalina, domagających się rewizji "dyktatu wersalskiego" i ośmieszających Ligę Narodów. To właśnie traktat wersalski zakreślił zachodnią granicę Polski, wyznaczając jednocześnie tereny plebiscytowe. Polacy wywalczyli poprzez powstania śląskie i na drodze plebiscytu część Górnego Śląska. Rozstrzygnięcia wersalskie nie były bynajmniej dla Polski korzystne, nie przywracały bowiem naszego stanu posiadania sprzed zaborów. Ale dla Centrum problem zaborów i restytucji w XX wieku takich państw jak Polska czy Czechosłowacja w ogóle nie istnieje. Historia "krzywd" zaczyna się podczas I wojny światowej, wywołanej przez Niemcy i przez Niemcy przegranej. Nie ma w kontekście wypędzeń Polski ani Czechosłowacji. Są tylko "niemieckie obszary osiedleńcze" ("deutsche Siedlungsgebieten"). Czym to się różni od Lebensraumu?
Pierwszy ogólnopolski powszechny spis ludności z września 1921 r. wykazał, że na terenie Rzeczypospolitej żyje 1 mln 80 tys. Niemców. Nie byli oni przedmiotem żadnej akcji "wypędzeń". Polskę zamieszkiwali wszak znacznie liczniejsi od Niemców Rusini, Białorusini i Żydzi. Wszystkie te mniejszości cieszyły się posiadaniem praw politycznych, wprowadziły do Sejmu RP I kadencji aż 84 posłów. 11 listopada 1919 r. Berlin podpisał traktat wersalski, a Niemcy na terenie Polski mieli jeszcze kilka lat, by dokonać wyboru opcji państwowej, jak wówczas mówiono. Optanci mogli wyjechać do Reichu lub pozostać na miejscu jako obywatele państwa polskiego. I dokonywali takich wyborów. Nikt ich nie "wypędzał", wielu Niemców zostało. Zostało, dodajmy, na nieszczęście tysięcy polskich rodzin, zwłaszcza pomorskich, które utraciły swoich bliskich, zamordowanych jesienią 1939 r. przez cywilnych bandytów z Selbstschutzu, nielojalnych obywateli państwa polskiego, dokonujących mordów i grabieży majątku swoich polskich sąsiadów pod parasolem ochronnym SS.
W latach 20. nie podstawiano Niemcom bydlęcych wagonów, nie kazano zostawiać kluczy w drzwiach, nie wyznaczano, ile kilogramów mogą ze sobą zabrać i mieli do wyjazdu nie pół godziny, lecz kilka lat. Zestawianie w jednej tabeli migracji pierwszych lat po zakończeniu I wojny światowej - spowodowanych odrodzeniem polskiej i innych państwowości - z nieludzkimi prześladowaniami pierwszych miesięcy II wojny światowej to zwykła niegodziwość. "Historykami" z Centrum powinni się zainteresować ich europejscy koledzy, bo to jest także kwestia etyki zawodowej.

Długie polskie ręce
Akcji przesiedleń, wypędzeń czy jak by ich jeszcze nie nazwać (najwięcej pomysłowości wykazali w tym Niemcy, nazywając zabójstwa i wypędzenia pomorskich Polaków Ausrottung - "wytępienie", "wykorzenienie", Flurbereinigung - "czyszczenie gruntu", lub po prostu Direktaktion - akcja "bezpośrednia"), nie prowadzi się przy pomocy wideł i cepów. Niezbędne jest w nich planowanie i udział machiny państwowej. Jak "historycy" z Centrum wyjaśnią nam zapis o "wypędzeniu" przez Polaków w latach 1944-1945 ponad pół miliona Ukraińców i Białorusinów i "wysłaniu ich" do Związku Sowieckiego?! Rząd Rzeczypospolitej Polskiej przebywał wówczas na wychodźstwie i nie miał żadnych możliwości prowadzenia takich akcji na obszarze objętym działaniami wojennymi. Nie wydawał też żadnych poleceń w tej sprawie formacjom Podziemnego Państwa Polskiego! W roku 1944 nie istniał nawet jeszcze marionetkowy, kolaborancki "rząd" prosowiecki, a co dopiero mówić o uznaniu go przez inne państwa. Dlaczego akcje sowieckie przypisuje się Polakom? Czy to ma być grunt pod przyszłą współpracę rosyjsko-niemiecką? Czy Centrum ma być instytucją poruszającą się w obszarze historii, czy w obszarze prymitywnej propagandy "państwowotwórczej"?

Nic się nie zgadza
Hitem "tabeli wypędzeń" są jednak trzy pozycje z lat 1944-1948. Okazuje się, że w latach 1944-1948 Polacy, do spółki z Sowietami (Polacy wymienieni są na pierwszym miejscu), wypędzili z "Niemiec Wschodnich" (Ostdeutschland) 2 mln 209 tys. Niemców, przy czym 299 tys. spośród nich uśmiercili! W latach 1945-1948 Polacy - już samodzielnie, bez pomocy Sowietów - wypędzili 367 tys. Niemców z Wolnego Miasta Gdańska. Ta liczba wzięta jest z przedwojennego rocznika statystycznego. Tyle rzeczywiście ludzi mieszkało w Gdańsku przed wojną, w tym jednak 6 proc. Polaków! Obozy dla przesiedlanych gdańszczan organizowali w roku 1945 Sowieci, a nie Polacy, którzy nie mieli tam nic do powiedzenia. Przyzwoitość nakazywałaby przynajmniej odjąć od tej liczby 15 tys. Niemców storpedowanych i zatopionych na statku "Wilhelm Gustloff" w zimną marcową noc 1945 roku przez sowiecki okręt podwodny! Przyzwoitość nakazywałaby odjąć od tej liczby gdańskich Niemców "wypędzonych" na drugi świat przez ich rodaków: chodzi o żołnierzy podejrzewanych o tchórzostwo, którymi obficie obwieszono drzewa wzdłuż głównej arterii dzisiejszego Trójmiasta, tysiące poległych w czasie sowieckiego szturmu, którym władze niemieckie nie pozwoliły na ewakuację, bo mieli umierać za führera. To są ci "wypędzeni" przez Polaków? Dopiero na szczegółowym przykładzie widoczna jest wielka mistyfikacja "Konzeptu" i jego polityczny, a nie historyczny charakter.
W latach 1945-1948 Polacy, bez niczyjej pomocy, "wypędzili" 5 mln 820 tys. Niemców, z czego 914 tys. uśmiercili. Skąd? Z Ostdeutschland, z Ost-Brandenburg, Schlesien und Pommern. A to dopiero! Już w lutym 1945 r. Stalin, Roosevelt i Churchill postanowili amputować 1/3 terytorium Polski na rzecz "sojusznika" - Związku Sowieckiego, a w zamian poszerzyć granice Polski na północ i zachód, przesiedlając z nich ludność niemiecką. Te postanowienia utrwalono w Poczdamie (17 VII - 2 VIII 1945 r.). Dnia 15 stycznia 1946 r. - na podstawie międzynarodowych uzgodnień, a nie polskiej inicjatywy - rozpoczęło się przesiedlanie Niemców z Ziem Odzyskanych do brytyjskiej strefy okupacyjnej. To kto w końcu wygonił tych Niemców? Zresztą tu także przydałoby się trochę przyzwoitości. Przecież setki tysięcy Niemców uciekły z tych terenów jeszcze przed nadejściem frontu, na wiele miesięcy przed wyznaczeniem przez zwycięzców nowych granic Polski. Uciekali, bo wiedzieli, jakich zbrodni dopuścili się oni sami lub ich rodacy i jaka czeka ich za to kara. Ale w "Konzepcie" Centrum problem winy i kary nie istnieje, dlatego normalny człowiek nie zrozumie, dlaczego poza Polakami również Sowieci (przedtem Rosjanie), Czesi, Francuzi, Rumuni, Jugosłowianie i Węgrzy uparli się, żeby gonić i "wypędzać" biednych Niemców. Może należałoby polecić młodym Niemcom, zamiast zniewalania umysłów niebezpieczną ideologią Centrum, obowiązkową lekturę ballad Adama Mickiewicza? Dowiedzieliby się, że "nie masz zbrodni bez kary".

Ideologia
Historii tak spreparowanej nie można sprzedawać bez odpowiedniej przyprawy ideologicznej i opakowania, dlatego "Konzept" wyposażony jest w "humanistyczny" komentarz, który ma przykryć historyczną ignorancję i arogancję. Okazuje się więc, że zadaniem Centrum jest "przekazanie informacji możliwie najszerszej opinii publicznej, w celu uwrażliwienia jej na wypędzenia". To będzie chyba pierwszy przypadek "uwrażliwiania" poprzez upokarzanie najbliższych sąsiadów, którym wyrządziło się w przeszłości tyle krzywd! Centrum będzie też "wspierać spotkania wypędzonych Niemców z przedstawicielami państw, które dokonywały wypędzeń"! Jak to się będzie odbywać? "W wydzielonym pomieszczeniu Centrum należy umożliwić pojednanie i upomnienie"!? "Pomieszczenie jako miejsce spotkań osób odpowiedzialnych politycznie i społecznie będzie symbolicznie przedstawiać dłoń wypędzonych, wyciągniętą do pojednania". Niesłychane! Niemcy wyobrażają sobie, że do Centrum będą przyjeżdżać przedstawiciele państw, na które Hitler napadł, by po "upomnieniu" uzyskać "przebaczenie" za niemieckie krzywdy!

Problem "semantyczny"
Na każdą akcję powinna być r eakcja. Nie wystarczy samo protestowanie przeciwko Centrum. Potrzebne jest szczegółowe, krytyczne przedstawienie jego fałszywych korzeni, przy zewnętrznych pozorach szlachetności idei. Wśród wielu polskich głosów na temat Centrum cytowanych w mediach zaniepokoiła mnie szczególnie informacja prasowa z "Rzeczpospolitej" (6 VI 2002), że przewodniczący polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej Ryszard Kalisz oświadczył w Berlinie, iż sprawa utworzenia Centrum przeciwko Wypędzeniom jest wewnętrznym problemem Niemiec i nie będzie przedmiotem obrad polskiego parlamentu. Pan Kalisz wypowiedział się tylko przeciwko stosowaniu terminu "wypędzeni", gdyż ma on bezpośrednie odniesienie do działającego w Niemczech Związku Wypędzonych. Termin ten uznał za nieadekwatny w odniesieniu do wszystkich przesiedlonych wbrew swej woli w okresie powojennym. Z tych przyczyn - jak pisze dziennikarz "Rzeczpospolitej" - "delegacja polska usiłowała przekonać niemieckich gospodarzy o konieczności usunięcia tego semantycznego [!] problemu". Markus Meckel (SPD), szef niemiecko-polskiej grupy parlamentarnej, wyjaśnił, iż nie ma nic przeciwko poszukiwaniom innego terminu. Gdybym był Niemcem, powiedziałbym to samo i uznałbym, że Polacy dają mi carte blanche do dalszych prac nad tak "wykoncypowanym" Centrum. Jako Polak doradzałbym panu Kaliszowi, aby nie wypowiadał się wobec Niemców na tematy historyczne bez wcześniejszej konsultacji z polskimi historykami. Jeśli przewodniczący polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej widzi w koncepcji Centrum jedynie problem "semantyczny", to należy to uznać za wypowiedź lekkomyślną, przy czym używam tu tego słowa tylko jako częściowo adekwatnego do sytuacji, bo na usta ciśnie się zupełnie inne.

Polska pamięć
"Wysiedlanych [Polaków - wyj. P.Sz.] z Kartuz i powiatu kierowano głównie do obozu w Potulicach" - pisze dr hab. Bolesław Hajduk z Gdańska. Warunki mieszkaniowe w tym obozie były koszmarne, nawet po oddaniu do użytku w sierpniu 1942 r. nowego obiektu. Trudności w znalezieniu pracy dla uwięzionych powodowały, że przebywali oni w obozie zbyt długo. Pożywienie o zawartości 800 kalorii dziennie, składające się z 250 g chleba i kawy z żołędzi na śniadanie, zupy z brukwi i pokrzyw na obiad oraz kawy z żołędzi na kolację, szybko wyczerpywało siły więźniów. Marne wyżywienie, prymitywne warunki bytowania oraz złe traktowanie były powodem dużej zachorowalności i śmiertelności wśród uwięzionych".
Zofia Kurpisz z Gdyni miała 26 lat, gdy została wyrzucona ze swojego domu z dwuipółletnim dzieckiem. Wegetowała w Generalnej Guberni, bliska załamania. Do Gdyni wróciła w roku 1945 pociągiem towarowym. Dom był zniszczony, rozgrabiony. W okresie stalinowskim (6 XII 1949 r.) ponownie wysiedlona "poza pas graniczny", w ciągu 24 godzin, bez miejsca na zamieszkanie, pozostawiła dom z dobytkiem. Czego mogłaby się dowiedzieć o swoim cierpieniu w Centrum Eriki Steinbach i od jej "profesorów"?
Bogumiła Hawro miała 3 latka, gdy obcy ludzie wyrzucili z domu jej rodziców i rodzeństwo: Mariana (lat 14), Leonardę (10), Edwarda (9), Tadeusza (8), Janinę (6), Zosię (5). Powiadomienie było "nagłe i niespodziewane". Dwa tygodnie w wagonach bydlęcych, bez wody i pożywienia, bez skierowania na zamieszkanie. Najstarszy brat w AK, po wojnie był więziony. Wrócili do Tczewa 18 kwietnia 1945 r., stamtąd pieszo do Gdyni. Dom był zdewastowany, trafiony pociskiem artyleryjskim, okradziony. Cała rodzina była szykanowana przez komunistów. Najstarszy brat bity przez UB, potem więziony. Rodzice przesłuchiwani i straszeni. Drugi brat w karnej kompanii w kopalni w Oświęcimiu. W berlińskim Centrum mogłaby się tylko dowiedzieć, że Niemcy jej wybaczają...
Nie można dyskutować z Niemcami o szczegółach ich koncepcji i problemach "semantycznych". Najpierw muszą zrozumieć, że to "Niemcy Niemcom zgotowali ten los". Muszą też zrozumieć, że nie tylko niemiecka, lecz także komunistyczna okupacja Polski - której konsekwencje odczuwamy dziś tak boleśnie - obciąża ich sumienie.

______________________________
 
Dura lex, sed lex...

 
szogun87
 Wysłana - 2 listopad 2006 22:25       [zgłoszenie naruszenia]

dodałbym do tego bardzo ciekawą i trafną wypowiedź Janusza Korwina Mikke



TVN poinformowała obywateli, iż boli ją serce, że b-cia Kaczyńscy nic, tylko robią co mogą, by pogorszyć stosunki polsko-niemieckie. I jednym tchem dodała, ze p.Aniela Merkel poświęci p.Jarosławowi Kaczyńskiemu aż 3 godziny - co jest wręcz niespotykane.

Czego to dowodzi? Tego, że z Niemcami trzeba ostro! Jak z nimi uprzejmie - to włażą na głowy. Jak ich ktoś opieprzy - to szanują!

Przypominam, że Niemcy - to nasz jedyny poważny wróg, bo ma do nas poważne (choć doskonale ukrywane) pretensje terytorialne. Reżymowa (a także posiadana przez Niemców...) prasa skrzętnie ukrywa to, że Niemcy z Polską (podobnie jak Japonia z Rosją) nadal nie mają podpisanego traktatu pokojowego, że wprawdzie rozmaite traktaty i "deklaracje" uznają granicę na Odrze i Nysie - ale zgodnie z Konstytucją RFN Niemcy "istnieją nadal w granicach z 1938 roku" i w każdej chwili (pardon: w odpowiedniej chwili) ktoś zgłosić się może do Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe po orzeczenie, że traktaty, układy i deklaracje sprzeczne z Konstytucją RFN są nieważne. I Trybunał tak orzeknie - całkiem słusznie. Bo taki jest porządek prawny. Tylko w Polsce politycy robią sobie z Konstytucji śmichy-chichy.

Nie tylko z Konstytucji. PAP podaje: "Pytany o uchwałę Sejmu, dotyczącą reparacji wojennych od Niemiec, premier odpowiedział: »Moment! Polski parlament postanowił co prawda niemal jednogłośnie domagania się od Niemiec reparacji wojennych. Ale rząd nie dochodził tych żądań«".

Czyli Rząd ma kompletnie w nosie to, co tam sobie uchwala Sejm.

Od Sejmu przejdźmy do spraw poważnych: pomyślcie ludzie!! Jeśli to, co piszę, to strachy na Lachy - to dlaczego Niemcy nie zmieniają Konstytucji? Dlaczego kategorycznie odmawiają podpisania traktatu pokojowego?

Bo Japonia nie podpisuje z Rosja, gdyż nie uznaje zaboru wysp Kurylskich.

"Nasza" tzw. "klasa polityczna" - pp.Mazowiecki, Wałęsa, Kwaśniewski, Kaczyński itp. - woli o tym nie myśleć. Byle do końca kadencji.

P.Premier ma zaproponować p.Kanclerzynie opcję ZERO - czyli obydwie strony mają zrezygnować ze wzajemnych roszczeń. Postulat bardzo słuszny - ale... z MOICH roszczeń tylko JA mogę zrezygnować. P.Premier może - ale pod warunkiem, że rząd III RP będzie poszkodowanym wypłacał takie odszkodowania, jakie wypłaciłaby im RFN!

O co, jako prezydent m.st. Warszawy i prezes Stowarzyszenia Poszkodowanych Mieszczan Warszawskich - będę dbał. To 8000 budynków prywatnych zburzonych z rozkazu Reichskanclerza Adolfa Hitlera - już PO kapitulacji Powstania. A także sporo rozwalonej celowo miejskiej infrastruktury. Ja doskonale rozumiem, że nie będzie się płacić za szkody powstałe w wyniku działań wojennych - ale to był rozkaz POLITYCZNY.

I RFN - spadkobierca prawny III Rzeszy - powinna zapłacić. A jeśli III RP chce te należności przejąć - to proszę bardzo.

Obawiam się jednak, że Jarosław Kaczyński ma własność prywatną w niezbyt wielkim poważaniu - uważając, wzorem Stalina, że co to jest jakaś-tam "prywatna własność" wobec Potęgi Państwa.

Wolałbym, by wybory były za 10 miesięcy, a nie za cztery lata. Bo tylko wtedy politycy w d***kracji trochę myślą o wyborcach...





[korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID145747814,index.html]

_______________________________
 


[*******/8k99]

[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]



 
Przegląd tygodnia

Spór POL-GER (przeczytane na onecie)

Warto przeczytać: wolność prasy | Iran i jego bomba atomowa | wypuścili IRVINGA!!!! | kryzys polskiej demokracji | Takie małe porównanie | kapitalizm, kapitalizm... | podsumowanie 2006 | O co chodzi? | wieści z frontu... | Równość | PO - materiały | socjalisci zrobią, żeby było Ci równo | Korwin przegiął... | Nowy prezes NBP | zamach na premiera? | "Skrzypek na dachu" vol. II | Porter wka | natali30 | czy moja b ona pek a | kod promocyjny nie działa | Aleksandra Kutz | fallacci | oxazepam | kontuzje barku | galeria konkursowa | u fryzjera | u fryzjera w anglii | odpowiedzi do multiselect | erkej | ps4 | plastyka napletka | geox | fryzjer torun | kotka | Biznes

 
Polecamy: KSW | Motywatory | Spalacz tluszczu

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2020 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0