wklejam wycinek artykułu znalezionego w sieci na temat amfy a dokładnie psychozy amfetaminowej ...
Zdarzyło się kiedyś, że do poradni przybiegł młody człowiek - roztrącił oczekujących, wpadł do gabinetu, rozejrzał się, opadł na fotel i powiedział: "wiedziałem, że tutaj będę bezpieczny...". Był w poradni kilka tygodni wcześniej, żeby "pogadać o amfetaminie", bo miał wrażenie, że przyjmuje "za często". Zaczął brać w klasie przedmaturalnej. Teraz zaliczał egzaminy zimowego semestru pierwszego roku studiów i właściwie do każdego przygotowywał się "na amfie". Właśnie zdał na piątkę "cholernie" trudny egzamin u "strasznej kosy". Tuż po wyjściu z egzaminu był przekonany, że "jest jednak genialny" i że wszyscy wokół zdają sobie z tego sprawę. Wsiadł do tramwaju. Zorientował się, że współpasażerowie znają jego tajemnicę, podziwiają go, zazdroszczą mu. Widział to w ich spojrzeniach, słyszał, jak mówili, że ma wspaniały mózg i że trzeba to wykorzystać. W końcu zaniepokoił się, ponieważ oczekujący na przystankach ludzie przekazywali sobie informację na jego temat. Uświadomił sobie, że z jego mózgu chce skorzystać mafia. Dojeżdżając do przystanku, zobaczył oczekujących na niego zbirów, którzy mieli go zabić i zabrać mu mózg.
Zmylił przeciwników - wyskoczył z tramwaju w ostatniej chwili, wpadł na czerwonym świetle na jezdnię, przemknął się między ruszającymi już ze skrzyżowania autami i - chowając się za ludzi, samochody i drzewa oraz klucząc podwórkami - dotarł do poradni. Wierzył, że tu znajdzie pomoc.
Był bardzo napięty i pełen lęku, ale zarazem przekonany, że zapewnimy mu bezpieczeństwo.
Obiecałam mu, że schowam go przed prześladowcami i że zaufani ludzie zawiozą go w miejsce, gdzie na pewno będzie bezpieczny. Wezwałam karetkę pogotowia z sanitariuszami i napisałam skierowanie do szpitala psychiatrycznego.
Do karetki wsiadł pełen optymizmu i nadziei, mimo że niepokoił się długim oczekiwaniem na jej przyjazd. Sanitariusze wzbudzili jego zaufanie - dojechali do szpitala, ale już w izbie przyjęć, oczekując na przyjście lekarza, nasz pacjent zaczął mieć wyraźne wątpliwości, czy powinien zostać w szpitalu. W rozmowie z badającym go lekarzem opowiedział wszystko, co robił i czuł. Opowiedział również dokładnie, co mu się wydawało - powiązał te doznania z przyjętą wcześniej amfetaminą i obydwaj z lekarzem dyżurnym izby przyjęć uznali, że jego hospitalizacja nie jest konieczna.
Sanitariusze, którzy odwozili go do domu, nie mogli uwierzyć, że bez leczenia i w tak krótkim czasie objawy ustąpiły zupełnie. Niestety, w domu wieczorem ponownie wystąpił pełny zespół prześladowczy - chłopak bał się kroków na schodach, a nawet bardzo agresywnie zaatakował sąsiada - oczywiście poruszony został cały dom, sprowadzono policję. A potem... karetka pogotowia i znów izba przyjęć, oddział i leczenie psychiatryczne.
Tak falujący przebieg ma ostra psychoza amfetaminowa. Po okresie silnych zaburzeń objawy ustępują, a pacjent odnosi się do nich z pełnym krytycyzmem, później jednak znów wracają z jeszcze większą ekspresją. Musimy o tym pamiętać, gdy mamy podejrzenie psychozy wywołanej amfetaminą. Musimy również pamiętać o wspomnianym już działaniu amfetaminy na nasze ciało: o "przyspieszonej" pracy wszystkich narządów, zaburzającej ich funkcjonowanie. Nierzadko zdarza się, że po przedawkowaniu pacjent trafia na salę "R" i z trudem udaje się go uratować. [niesmialosc.net/amfetamina.htm]
Zmieniony przez - axman w dniu 2006-11-25 15:08:10
|