FORUM INSOMNIA
zabawa imprezy problemy przemyślenia seks

∑ temat został odczytany 5836 razy ¬


ZAREJESTRUJ SIĘ I ZALOGUJ NA FORUM, TO NIC NIE KOSZTUJE!
PO ZALOGOWANIU BĘDZIESZ MÓGŁ ZOBACZYĆ WYPOWIEDZI SPECJALISTÓW I WYŁĄCZYĆ REKLAMY

 
ROZRYWKA | Filozofia, Psychologia, Religie
razem czy osobno? rozwój duchowy, a związek:) 
[powiadom znajomego]    
Autor "razem czy osobno? rozwój duchowy, a związek:)"   
 
nammkha
 Wysłana - 8 czerwiec 2008 23:15        | zgłoś naruszenie regulaminu

Sprawdź ile procent masz tłuszczu

Chciałabym poruszyć nowy temat:) Pewnie dlatego że kilka razy stykałam się z pewnym problemem, który dotyczył przeważnie mężczyzn:) Chodzi o to czy bycie w związku sprzyja czy też zagraża albo może spowalnia rozwój duchowy, że tak to nazwę. Słyszalam kilka wypowiedzi na ten temat, których autorami był np. mistrz zen Seung Sahn, twierdzących, ze ostateczne poznanie wymaga odosobnienia, samotności, no i co z tym zwiazane braku partnera, z drugiej strony, kilku innych nauczycieli w tej szkole miało stałych partnerów... Kilka razy spotkałam się z sytuacją, w której mężczyzna (dlatego na poczatku stwierdziłam ze ma to zwiazek z mężczyznami, będąc z kobietą rozważał wybór pomiędzy byciem z nią, a samotnością, właśnie przez to ze jego potrzeby duchowe były bardzo silne. Być moze problem dotyczy także kobiet:) nie przesądzam. Czy spotkaliście się z wahaniami tego typu, a moze was samych one dotyczą? prosze powiedzcie co o tym sądzicie:)

 
OloKK
Dżony Dep
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 03:25      [zgłoszenie naruszenia]

To zależy od rodzaju fazy jaką chcesz sobie wkręcić.

Moim zdaniem brak partnera bądź oparcia spowalnia rozwój duchowy, zdaniem Harrego z Tybetu odwrotnie.

Ale tak jak mówie - on wkręca sobie inne fazy niż ja
_______________________________
 
Bądź silny, o człowieku! Pożądaj, raduj się wszystkimi rzeczami
zmysłów i uniesienia: nie bój się, że jakikolwiek bóg wyprze się ciebie za to.
ZAPRASZAM: [www.olokk.pl] // [www.bng-studio.pl]
[www.facebook.com/olokk]

Ekspert -
 
Grundman
Perpetuum mobile
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 09:59      [zgłoszenie naruszenia]

Seung Shan nie jest z Tybetu, tylko z Korei Poza tym "był"

Odpowiadając na postawione w temacie pytanie: Razem czy osobno?
Osobno, to pójście na łatwizne. Naprawdę! O wiele trudniejsze jest żyć w związku. Dojście do celu ostatecznego - który nazwalibyśmy tu oświeceniem, wymaga oczyszczenia związków z innymi, w tym związków intymnych (przepracowania tego tematu). Poza tym nie ma nic bardziej rozwojowego niż związek z najbardziej harmonizującą z nami osobą która ma te same cele. Jak jest to związek karmiczny, destruktywny, to daj sobie spokój - porzuć taki związek, stwórz lepszy Lama Ole z buddyzmy Karma Kagyu tworzył fajny związek, mimo że był lamą Poza tym pozostaje jeszcze jedna sprawa, o której mówi z kolei Osho - seks. Przepracowanie seksu.

Podsumowując: rozwój duchowy (prawidłowy rozwój!) powinien pociągać za sobą polepszanie jakości życia we wszelkich dziedzinach, w tym w tworzeniu związków. Więc nasze związki powinny być coraz lepsze, coraz lepszej jakości.
Z drugiej strony i tak w najgłębszej swej istocie zawsze jesteśmy samotni. Każdy związek jest odzwierciedleniem tej naszej potrzeby - do totalnego złączenia się z kimś. Tego pragniemy. Na poziomie fizycznym i psychicznym jest to odzwiercidelenie pragnienia duchowego (energetycznego). Na poziomie fizycznym (seks) nigdy nie dostąpisz połączenia (dwa ciała mogą się tylko stykać, mogą się tylko otrzeć o siebie, nie staną się jednym - tak tej potrzeby najgłębszej nie spełnisz). Dwie psychiki, dwa umysły - mogą już być bliżej, głębiej - dwa umysły mogą się na siebie nakładać w sposób bardziej bezpośredni niż ciała. Ale też nigdy się nie połączą. Największym połączeniem jest smadadhi - nie łączysz się z jedną istotą, ale ze wszystkim >>> Tyle na ten temat Osho (czytaj Osho! ;)


Nie ma tu wyznaczników że jak ktoś tworzy lub nie tworzy związku to jest mniej uduchowiony, i odwrotnie. Nie ma reguł. Krishnamurti żył samotnie - mówił: To mój wybór! Tilopa został wygnany z klasztoru bo zadawał się z kobietami, co mnichom nie mieściło się w głowach - a Tilopa był sto razy bardziej uduchowiony od tych mnichów razem wziętych :) Mimo to nie dostrzsegam zbytniej różnicy w rozwoju swiadomości między Tilopą a Krishnamurtim. Jest jeszcze wzorzec Mahatmy Gandhiego: w młodości Gandhi prowadził tak rozwięzłe i bogate życie sekusualne że szok! A potem mu się znudziło, nie potrzebował żadnych związków (nie tylko seksualnych).


Wracając do Seung Shana. To b ył bardzo rozwinięty mistrz, był blisko oświecenia, energetycznie znacznie bardziej nawet ode mnie Ale czemu się nie oświecił? Czego mu brakowało? Miał dwa nieciekawe wzorce których nieprzerobił i które go ograniczały:

- wiara w ideał Bodhisatwy (odcinająca od oświecenia, mimo to popularna w buddyźmie, zwłaszcza we wszystkich szkołach na zachodzie w zasadzie)

- widać nie przerobił pewnie sprawy związków

No ale weź to powiedz jego uczniom
_______________________________
 
Namaste!

Ekspert -
 
nammkha
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 15:20      [zgłoszenie naruszenia]

A to ciekawe co mówisz o tym że ten nauczyciel nie był oświecony:) W jaki sposób to stwierdziłeś? Czyżbyś go spotkał osobiście?
był blisko oświecenia, energetycznie znacznie bardziej nawet ode mnie - nie rozumiem tego, nawet znacznie bardziej ode mnie... czyżbyś tak wysoko sie cenił czy źle rozumiem

Co do obciążenia spowodowanego składaniem ślubów bodhisattwy... słyszałam że w regresingu odreagowuje się wszelkie tego typu ślubowania... ale przecież to był jego wybór. Czyli rozumiem, że oświecenie dla ciebie jest równoznaczne z ostatecznym wygaśnięciem i brakiem powrotu do jakiegokolwiek świata? Proszę napisz coś blizej. Co do tego co napisaliście wyżej... sama jeszcze nie wiem, być może wszystko zalezy od wyboru, od tego ca w danym momencie jest dla nas najpotrzebniejsze. Co nam podpowiada jaźń.

 
dragon7
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 15:50      [zgłoszenie naruszenia]

A co to takiego dokladniej "rozwoj duchowy" (bycie duchownym, czy np praktykującym zen??)

Jezeli, temu rozwojowi sluzy ograniczenie - a związek mozna tak rozumiec jako pewne ograniczenie swobody - to bedzie to sprzyjac "duchowosci" - przynajmniej w tym aspekcie.

A jesli komus ograniczenie nie sluzy, ale nawet przeszkadza to oczywiscie na odwrót. Związek bedzie sprzyjal wtedy degradacji duchowej :LOL

Ale to samo mozna powiedziec o samotnosci - ktora swoje ograniczenia tez posiada. (to tak ogolnie)

A w szczegolnosci:
- jezeli jakies praktyki wzmacniają sfere duchową wezmy cokolwiek: medytacja, modlitwa, czytanie ksiązek, podróze, wspinaczka etc.

to tym praktykom trzeba poswiecic troche czasu! wiec kwestia zgrania tego w "związku"




Znawca -
 
Grundman
Perpetuum mobile
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 21:40      [zgłoszenie naruszenia]

namkha

"A to ciekawe co mówisz o tym że ten nauczyciel nie był oświecony:) W jaki sposób to stwierdziłeś? Czyżbyś go spotkał osobiście?"

A to nieważne :)
Mogę kiedyś wyjaśnić w osobistym kontakcie


"był blisko oświecenia, energetycznie znacznie bardziej nawet ode mnie - nie rozumiem tego, nawet znacznie bardziej ode mnie... czyżbyś tak wysoko sie cenił czy źle rozumiem"

Na niską samoocene w tematach którymi się interesuje nie cierpie ;) Aczkolwiek tu chodziło o coś zupełnie innego - o to, że on był bardzo zaawansowanym mistrzem:) który więcej przerobił niż ja (choć ja przerobiłem i takie rzeczy, które dopstrzegam jeszcze u niego i w jego wypowiedziach - ale to wynika z tradycji pod którą się podpiął i nie był w stanie, nie wypadało mu? ich przekorczyć lub z nich się wycofać.

Jesteś uczennicą Seung Sahna? Bo ja w pewien sposób tak - praktykuje tez w jego szkole I bardzo sympatycznie go odbieram.


"Co do obciążenia spowodowanego składaniem ślubów bodhisattwy... słyszałam że w regresingu odreagowuje się wszelkie tego typu ślubowania... ale przecież to był jego wybór."

Jasne, że to był jego wybór (jak zawsze w przypadku każdego z nas). Ślubowania są o tyle niedobre, że się coś przyrzekło, i nawet jak świadomością się to przekracza, to niewypada jednak tego póścić, bo czuje się "zobowiązanie". Ale... w tym przypadku nie chodzi nawet o ślubowanie! Chodzi o ideał bodhisatwy sam w sobie. Bodhisatwa to przecież osoba która sama z własnego wyboru rezygnuje z oświecenia by pomagać innym - więc jak bodhisatwa może być w pełni oswiecony? :) To już z samej definicji się nie zgadza... :) Poza tym zobowiązuje się oświecić dopiero gdy wszystkie inne istoty zostaną wyzwolone - co jest bzdurą, biorąc pod uwagę nieskończoność istot czy nieskończoność czasu :D Wikła się w coś "na wieki", byle tylko dalej od oswiecenia! Sprytny mechanizm. Wiele blokad mentalnych trzeba zrzucić by go odkryć ;) Niestety ideał bodisattwy jest czymś naturalnym w większości szkół mahajany. Mi bliższy jest ideał hinajany - ideał Archata. W mahajnie mamy bodhisatwe, w hinajanie archata (czyli wyzolonego za życia). Uczniowie Buddy byli archatami. Niestety obecnie hinajana prawie całkiem zanikła, na zachodzie nie ma w zasadzie wogle przedstawicieli. A to też tam istniała metoda wykorzeniania (zblizona ideowo do regresingu) i wiele innych cennych metod, które przepadły... Vipassane np na nowo odkryto nie tak dawno ;) Archat czy Bodhisattwa? Każdy musi wybrać sam ;)


"Czyli rozumiem, że oświecenie dla ciebie jest równoznaczne z ostatecznym wygaśnięciem i brakiem powrotu do jakiegokolwiek świata? Proszę napisz coś blizej."

Zależy z jakiego poziomu patrzeć :) Bo dla mnie na chwilę obecną, z poziomu bardzo absolutnego ;) >>>> ośwecenie jest nieważne, nic o nim nie myśle > cokolwiek możesz pomysleć o oswieceniu i tak nie będzie z nim równoznaczne - bo oswiecenie jest ponad intelektem; poza tym nie można się oświecić pragnąc oświecenia - bo oswiecony nie pragnie :) . Ale z innego poziomu, tak - oświeceniem będzie stan urzeczywistnienia swojej prawdziwej natury, ponad karmą (wzorcami z podświadomości), odkrycie pełni umysłu. Ta druga definicja jest jak drogowskaz. Najpierw trzeba ugruntować ją. By potem ją przekorczyć ;D Drogi na skróty raczej nie ma ;)


"Co do tego co napisaliście wyżej... sama jeszcze nie wiem, być może wszystko zalezy od wyboru, od tego ca w danym momencie jest dla nas najpotrzebniejsze. Co nam podpowiada jaźń."

Napewno :) Jak wskazałem - nie ma reguł.
Ważne by nie wybrać samotności, bo nie potrafi się stworzyć związku. Jeśli potrafisz stworzyć związek, a wybierasz samotność - to to jest ok. A jeśli wybierasz samotność by uciec od swoich obiciążeń - nieumiejętności stworzenia związku - to z pewnością już nie jest ok - nie wiem czy to zrozumiałe? :)



dragon7

"A co to takiego dokladniej "rozwoj duchowy" (bycie duchownym, czy np praktykującym zen??)"

Już tak długo piszę na tym forum, że chyba każdy wie jak ja rozumiem pojęcie rozwój duchowy :) Z mojej perspektywy - rozwój duchowy to to samo co rozwój swiadomości. Im większa świadomość tym lepsza jakość naszego życia. A paraktyka zen - to już nie moja definicja a "zenistów" - to bycie świadomym teraźniejszości, totalnie :)

Niektórzy moga inaczej rozumieć rozwój duchowy niż ja. Ale wiadomo że ja uzywam tego pojęcia własnie w takim rozumieniu, nie innym.

"Jezeli, temu rozwojowi sluzy ograniczenie - a związek mozna tak rozumiec jako pewne ograniczenie swobody - to bedzie to sprzyjac "duchowosci" - przynajmniej w tym aspekcie."

No ograniczenie NIE SŁUŻY :) bo rozwój przebiega w kierunku wolności. Tyle że związek to nie musi być ograniczenie, wręcz przeciwnie - może wynikać z wolności. To tylko świadczy jak Twój umysł (Twoja podświadomość) postrzega związki :) Wywaliło Ci, że tak powiem, to że związek zniewala :) Pracuj nad tym :) To piekne że takie coś wyszło z Twojej pś. Nosisz w sobie takie przekonanie - teraz obserwuj skąd się wzięło. Teraz przynajmniej jesteś jego świadomy (z moją drobną pomocą w nakierowaniu nań ;)

Powiedziałem że związek nie musi być zniewoleniem, wręcz odwrotnie - może wynikać z wolności. O co mi chodziło? Osoba która nie umie stworzyć związku bo ma takie wzorce nieprzeprcowane, takie ograniczenia (taką karmę - jak zwał tak zwał) - nie jest wolna, bo nie ma wyboru. Ona nie umie stworzyć, nic więcej. Więc nie stworzy. Gdzie tu wolność? Za to osoba która może stworzyć satysfakcjonujący związek ma wybór - może się w to bawić lub nie. Wtedy związek lub brak związku wynikają z wolności. Rozumiesz? :) W pierwszym wypadku jest ograniczenie które nie służy rozwojowi. W drugim - jest związek który wynika z wolności.

Zmieniony przez - Grundman w dniu 2008-06-09 21:46:30
_______________________________
 
Namaste!

Ekspert -
 
nammkha
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 22:02      [zgłoszenie naruszenia]

grundman - kiedyś sie uważałam za uczennice seung sahna. W trzeciej klasie liceum przeczytałam jego książke "strzepując popiółna budde" i to było jak strzała która mnie przeszyła. wlasciwie od tego sie wszystko zaczeło. potem byłam kilka razy w Falenicy. kilka lat praktykowałam. teraz nie. Nie zeby mi mineło, nadal bardzo cenie zen. Ale taka jest moja droga. Nabawiłam się "choroby zen" ( jesteś tak oczytany że na pewno wiesz co to;) Ale własciwie to zbyt prywatne i trudne dla mnie kwestie zeby o nich tu pisać.
Co do Bodhisattwy i archatów, ja sercem jestam za tymi pierwszymi:) tak mnie przynajmniej los poprowadził. Bo podobno jak stajesz sie jednością z całym światem to czujesz jego ból i automatycznie chcesz sobie pomóc. tak oni mówią. Ale nie miałam takich doświadczeń jak ty, aby się wypowiadać.. bo z tego co rozumiem u ciebie wszystko co mówisz jest podparte praktyką.

ja mam zwykłe zycie, i zwykłe problemy:)

Zależy z jakiego poziomu patrzeć :) Bo dla mnie na chwilę obecną, z poziomu bardzo absolutnego czyżby jakies wzloty?

Acha i na koniec coś na poprawienie humoru:)
Jak byś sie widział z Seung sahnem to pozdrów go ode mnie, bo umarł zanim go spotkałam, a wiele mu zawdzieczam, haha:)

 
Grundman
Perpetuum mobile
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 22:43      [zgłoszenie naruszenia]

"grundman - kiedyś sie uważałam za uczennice seung sahna. W trzeciej klasie liceum przeczytałam jego książke "strzepując popiółna budde" "

Świetna książka! Polecam ;)

"wlasciwie od tego sie wszystko zaczeło. potem byłam kilka razy w Falenicy."

Też byłem ;) Moje pierwsze zdjęcie z tematu "Wątek Grundmana" gdzie siedzę w zazen, pochodzi z Falenicy


"Nabawiłam się "choroby zen" "

Ciężko mi powiedzieć z czego wynika ta "choroba". Napewno z niewłaściwego zrozumienia zenu ;) Zbytniego intelektualizowania? Chęci osiągnięcia czegoś? To nie zen! Jak jest zazen, to nie ma intelektualizowania. W zazen nie ma tez niczego do osiągnięcia :) Zazen jest proste. Ale chrześcijaństwo też jest proste, a ludzie dostają od niego nieraz "choroby" . Filozofia grecka jest prosta a sa tacy co dostali od niej "choroby". "Choroba" nie jest więc wynikiem metody... Fakt faktem - mówił mi o tym nauczyciel Zen Soto - w Japonii dawnej były całe "szpitale" dla mnichów którym odbiło :D Nie z powodu zen! Z powodu niezrozumienia zen... Seidzieli po prostu godzinami czy dniami w zazen myśląc że muszą coś osiągnąć, lub podenicając się tym że siedzą i że sa lepsi z tego powodu od innych. To nie zen. Zen to nie osiąganie. Zen to nie ego.

" Bo podobno jak stajesz sie jednością z całym światem to czujesz jego ból i automatycznie chcesz sobie pomóc. tak oni mówią. Ale nie miałam takich doświadczeń jak ty, aby się wypowiadać.. bo z tego co rozumiem u ciebie wszystko co mówisz jest podparte praktyką. "

Z doświadczenia.

Ale nie wierz mojemu doświadczeniu, ani doświadczeniu tamtych ("bo oni tak mówią"). To bezwartościowe - moje i ich. Dla Ciebie bezwartościowe. Wartośc dla Ciebie może mieć tylko "Twoje" :)



"Acha i na koniec coś na poprawienie humoru:)
Jak byś sie widział z Seung sahnem to pozdrów go ode mnie, bo umarł zanim go spotkałam, a wiele mu zawdzieczam, haha:)"



Heheheh. Jak Ty go będziesz widziała, to podziękuj za "Strzepując popiół na buddę" :)



Zen jest trudny. Nie jest na początek (choć zazen mozna wykorzystać choćby doi regeneracji układu nerwowego - na każdym poziomie wglądu :) Zen jest mocny. O czym świadczą poniższe cytaty:


"Poznanie drogi buddy oznacza poznanie samego siebie, a poznanie samego siebie jest równoznaczne z zapomnieniem o sobie samym".

Zapomniałaś już o sobie?



mnich zapytał: "Czym jest to jedno słowo".
chao chou powiedział: "Tak?".
mnich powtórzył swoje pytanie.
chao chou powiedział: " Nie jestem przecież głuchy"



W Dzień Oświecenia Buddy, Chungseong Sunim powiedział:
"Buddda jest głupcem numer jeden !"
Wszyscy zastanawiali się co to znaczy.
"Wszyscy już mają oświecenie. Dlaczego on siedział przez sześć lat, zobaczył gwiazdę i dopiero miał oświecenie ? To durnota ! Jeżeli widzisz gwiadzę, osiągnij oświecenie TERAZ !"
Więc wszyscy się zastanawiali: teraz widzieć gwiazdę? teraz mieć oświecenie? Gdzie jest ta gwiazda ?
Nikt nie zrozumiał. "TUTAJ! TUTAJ! To jest gwiazda!". Ale dalej nikt nie zrozumiał.
Wówczas uderzył w podłogę swoim kijem Zen i wykrzyknął "KATZ!!".



Zawsze tam gdzie jest silne przywiązanie "ja chcę czegoś" pojawia się choroba Zen. Zaczyna się ona kiedy przenosimy umysł pożądania osobistych ambicji w obszar praktyki. Praktyka nie jest po to żeby coś nam dać, ale zabrać wszystko czego próbujemy się trzymać. Dla większości z nas cierpienie oznacza walkę jak najwięcej wciągnąć na swoje terytorium, a z drugiej strony ufortyfikować się, tak aby zabezpieczyć się przed wszystkim czego nie lubimy. To jest ten słynny umysł LUBIĘ - NIE LUBIĘ


"Skupienie sil na usuwaniu sladow po przywiazaniu i przyzwyczajeniach ,
to sie nazywa praktyka."


Do czego jesteśmy przywiązani? Do myśli? Życia?

Tak, Zen jest trudny. Zwłaszcza jako początkowa praktyka.
_______________________________
 
Namaste!

Ekspert -
 
nammkha
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 23:00      [zgłoszenie naruszenia]

Zapomniałaś już o sobie?
nie, absolutnie nie, jestem własnie w centrum swojego ego, uciekłam od męczących myśli o rozwoj u duchowym, o tym jak bardzo nie rozwinieta jestem;)
teraz zajmuje mnie tylko zycie, proste, zwykle to dane mi (choć czasem sie zastanawiam dlaczego akurat to czy tamto mnie spotyka itp.) Miło, że na necie można też spotkać kogoś mądrego:)
Jeśli chodzi o to że zen jest trudny.. Hm, dla mnie był jedyny wtedy. Najbardziej do mnie przemówił. jestem pewna że silna karma mnie z nim wiąże. Albo wiązała.
Tak wiem ze sama jestem dla siebie najwyższym autorytetem.

 
dragon7
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 23:01      [zgłoszenie naruszenia]

Grundman - w rozwoju ograniczenia są istotne - nie ma wolnosci za "darmo"


Znawca -
 
Grundman
Perpetuum mobile
 Wysłana - 9 czerwiec 2008 23:08      [zgłoszenie naruszenia]

nammkha, dragon: Dokładnie tak jest
_______________________________
 
Namaste!

Ekspert -
[Powiadom mnie, jeśli ktoś odpowie na ten artykuł.]


Odpowiedzi jest na 5 stron.   | następną
 
Wybierz stronę:  
Przegląd tygodnia

razem czy osobno? rozwój duchowy, a związek:)

Strony: 1 2 3 4 5
 
Warto przeczytać: Jak spowodować, żeby być lubianym? | "seks tylko w celu prokreacji" | Pałacyki | bałagan w głowie | Jak zmienic swoje zachowanie i stosunek do innych ludzi ? | Mam 18 lat moje życie jest niczym. | Totalne zamulenie... | Test osobowości | Obrońcy zwierząt: Współcześni przedstawiciele postępu walczący z nieludzkimi zachowan | nieśmiałość i lęk przed otwarciem | MASTER MIND SYSTEM - Modelowanie Mistrzów | Inni starzy | Kazirodztwo - Wasza opinia | Kanibalizm za pozwoleniem - wasze opinie. | O szacunku do wyznawców innej ideologii niż Twoja | czesto zastanawiam sie czemu czegoś nie zrobiłem | rimming siostra | zaba93 | za krotkie wiedzidelko | za krotkie wiezidelko | alfa romeo 156 | WSOSP | wosp | mango fusion | mango | raid | Stażyści | od czego jest skrzywiony penis | crack do dsj3 | opa opa | novoslim | one x | ale bajzel | an123 | Biznes

 
Polecamy: KSW | Motywatory | Spalacz tluszczu

wersja lo-fi


Copyright 2000 - 2020 SFD S.A.
 
Powered by Pazdan ForKat 4.0